,,Jedna, mała sprawa..." for heroes_of_olympus133

3.2K 211 38

Krótkie i średnio mi się podoba, ale mam nadzieję, że spodoba się tobie^^ Dedyk dla Soni (heroes_of_olympus133)

                   Reynico
Nastolatek z kruczo czarną, zmierzwioną czupryną, zakładał buty, na ganku swojego domku. Jego ręce zwinnie zawiązywały drugą sznurówkę. Wstał, zarzucił plecak na ramię i skierowałem się w stronę drzewa Thalii. Wspinając się po górce, myślał o swojej egzystencji. Te myśli nie były zbyt optymistyczne. By uwolnić swoją głowę, zaczął biec i liczyć pod nosem kroki. Po około czterysta osiemdziesiątym czwartym, dotarł na miejsce. Była tam już jego siostra- Hazel. Wstała wcześniej, by zjeść śniadanie. Obok niej, rozmawiali o czymś inni herosi z Wielkiej Siódemki.

-Hej-Jason machnął mu na powitanie ręką.

-Cześć~

Bez zbędnych ceregieli polecił im, by złapali się, w kółku, za ręce. W końcu zobowiązał się, że przetransportuje ich cieniem do obozu Jupiter. Stanął miedzy Frankiem, a Hazel i poczuł, jak zapada się w ciemność.

~*~

Zmęczony otworzył oczy. To był dla niego duży wysiłek. Ale nie chciał tego pokazać innym, więc jako pierwszy ruszył na przód. Wylądowali przed główną bramą, także gdy wartujący żołnierz ich zauważył,  z uśmiechem wpuścił ich do środka. Skierowali się w stronę sali obrad, gdzie mieli się stawić za kilka minut.

Zdążyli na czas. Percy pchnął białe drzwi i weszli do środka.

-Miło was widzieć. Wszyscy już są. Zapraszam-powitała ich Reyna.

Nico ze znudzeniem opadł na pierwsze lepsze krzesło. Obok niego toczyła się obrada odnośnie następnej Wielkiej Przepowiedni, ale nie był nią zbytnio zainteresowany. Tkwił tu tylko dlatego, że jego siostra go o to prosiła.

Po około godzinie, pozwolono im się rozejść. Chłopak jak najszybciej ruszył w stronę wyjścia, ale jakaś dłoń go zatrzymała. Obrócił się i ujrzał twarz pretorki.

-Nico, czy mógłbyś przyjść dzisiaj o ósmej, na most Jupitera?-zapytała-Mam do ciebie sprawę.

Pokiwał powoli głową i wyszedł przez przez drzwi na plac.

-Nico! Chodź z nami na kawę!-zawołała jego siostra.

-Ja... Muszę jeszcze coś załatwić- odpowiedział i rozpłynął się w cieniu budynku.

~*~

Cały dzień spędził nad jeziorem, które odkrył podczas ostatniego pobytu w obozie. Było piękne, lazurowe i czyste. Regenerował siły przed spotkaniem z Reyną. Spodziewał się jakiejś prośby odnośnie przepowiedni, sprawdzenia podziemia czy coś w tym guście.

Gdy wskazówki jego zegarka pokazały za piętnaście ósmą, wstał z ziemi i przeniósł się w okolicę placu głównego. Powolnym krokiem ruszył na most. Droga przebiegła mu bez zbędnych komplikacji i po trzynastu minutach, zobaczył już pretorkę.

Zdziwił się, gdy ją spostrzegł. Była ubrana w bladoniebieską, zwiewną sukienkę do kolan, a we włosy wpięła kwiat. 

-Trochę dziwny ten formalny strój -pomyślał, ale po chwili tylko machnął ręką i podszedł do dziewczyny.

-Jak zwykle punktualnie Nico-powitała go Reyna z lekkim uśmiechem.

-O czym chciałaś porozmawiać?-chciał jak najszybciej załatwić wszystkie nudne sprawy.

-Chodź, coś ci pokażę-złapała go za rękę, nim zdążył powiedzieć ,,Nie lubię, jak się mnie dotyka".

Biegli w stronę ogrodów. Reyna nie zatrzymała się ani na moment. Gdy Nico myślał, że zaraz wypluje własne płuca, dziewczyna stanęła. Rozejrzał się. To było na prawdę piękne miejsce. Byli na balkonie, który okalał bluszcz, a przy kamiennej ławeczce, wymurowano fontannę.

-Siadaj-dziewczyna usiadła na ławce I poklepała miejsce obok siebie.

Czekała z tym co chce powiedzieć, do czasu, aż chłopak złapie oddech.

-No więc- zaczęła, gdy Nico przestał sapać-pamiętasz, jak razem obserwowaliśmy gwiazdy nocą?

-A co to ma do rzeczy?-pamiętał, I to dobrze. Każdego wieczoru, gdy mieli chwile wytchnienia podczas transportowania posągu Ateny, kładli się na trawie I szukali różnych gwiazdozbiorów.

-Pamiętasz?-powtórzyła, jakby nie słyszała co powiedział.

-Pamiętam-westchnął.

-Tam jest Afrodyta-pokazała palcem w stronę nieba. ,,Afrodyta" to jedna z wymyślonych przez nich konstelacji.

-A tam Cerber- teraz to on pokazał kilka gwiazd.

-O! A tam Pamiątka Dla Dzielnych Herosów Od Hery-powiedziała z uśmiechem. Był to zdecydowanie ich ulubiony obraz z gwiazd, który przypominał...no, krowie odchody.

-Tak-zaśmiał się- Wymyśleliśmy go, gdy trener wdepnął w jedną z nagród dla herosów.

Teraz śmieli się już oboje. Nagle Reyna położyła swoją dłoń na jego.

-Tyle razem przeszliśmy-spojrzała mu w oczy-Nico, jesteś dla mnie...

Nie dokończyła, ponieważ złączył ich usta w pocałunku.

-Ja ciebie też.

Całą noc siedzieli przytuleni I wspominali.

A jego serce znów zabiło~

...Dlaczego?Przeczytaj tę opowieść za DARMO!