Rozdział 13

2.4K 224 12

Wszyscy się świetnie bawili i to nawet było dla mnie nieco niejasne, no bo jeszcze jakiś czas przedtem mieli ochotę mnie zabić. Siedziałam jak na szpilkach pomiędzy na pewno Harry'm i Niall'em i zajadałam kanapki, aby tylko zająć się czymkolwiek, co było w stanie oderwać mnie od tego co działo się dookoła. Nie wiem ile zjadłam, ale Zayn patrzył na mnie już z niepokojem, więc musiałam przesadzać i to ostro. Kiedy nie dawałam już rady wepchać w siebie więcej po prostu oparłam się zmęczona na dłoni i popiłam to sokiem. Zmęczonym wzrokiem zaczęłam obserwować Niall'a, który nie przestawał wpierniczać od kiedy tylko usiadł przy stole.

Podziwiałam jego przemianę materii, serio.

Był jednym z najszczuplejszych chłopaków jakich znałam. Ale nie był chudy - żeby nie było. Szczupły, ale nie chudy. Bez przesady. Śmiało mogłam stwierdzić, że był idealny. No bo był, nie oszukujmy się.

Wzdychając odwróciłam się do reszty i zobaczyłam jak Liam i Louis siłują się ze sobą, a Zayn się z tego śmieje. Wywróciłam oczami na ich dziecinność, ale uśmiechnęłam się, bo tak właśnie zazwyczaj zachowywali się normalni nastolatkowie.

- Ile macie lat? - Wypaliłam, a gdy zdałam sobie sprawę z tego co właśnie wypowiedziałam zrobiłam duże oczy i szepnęłam ciche kurwa.

Zayn spojrzał na mnie zdziwiony, tak samo reszta. Jednak najbardziej dziwnym uczuciem było czuć na sobie wzrok na pewno Harry'ego, który patrzył na mnie jakby niedowierzając, że odważyłam się o to zapytać.

Niall nadal był trochę nie w temacie przez pochłanianie jedzenia, więc Louis musiał trzepnąć go w głowę z drugiej strony stołu, żeby się opamiętał.

- No co? - Jęknął niezadowolony, sądząc, że przyjaciel miał coś do jego wpierdzielania. - Jest dobre, to jem. Nie wiem o co ci znowu chodzi. Zachowujesz się jakbym się już nie mieścił w drzwiach - blondyn zatracił się w słowotoku i najwyraźniej nie miał zamiaru przestać gadać, więc Louis starał się mu przekazać, że właśnie coś mówiłam i to on powinien jako pierwszy odpowiedzieć - i powinieneś przestać patrzeć na mnie jakbym niczego nie rozumiał, bo to serio irytujące, kiedy ja się wypowiadam, a ty się na mnie gapisz i pokazujesz głową na A... Bezimienną jakby właśnie coś powiedziała i ja też powinienem. Serio nie rozumiem ciebie i twojego zachowania, Lou... Wogóle daj mi spokój - wywrócił oczami na 'głupotę' swojego kolegi. - Zajmę się jedzeniem, a ty lepiej daj mi spokój.

I kiedy skończył znów zajął się jedzeniem, a ja chciałam zacząć się śmiać, widząc zawiedzione miny reszty chłopaków. Każdy z nich wyrażał swoje niezadowolenie z tak niskiego IQ ich kompana. Żeby się nie zaśmiać musiałam zakryć usta dłonią, ale na niewiele mi się to zdało, bo po chwili parsknęłam jak głupia i zwróciłam na siebie uwagę ich wszystkich, a nawet Niall'a. Byli przyzwyczajeni do tego, że kiedy już puszczało mi cokolwiek, to powracałam do swojej naturalnej powagi, ale tym razem nie dałam rady tego zrobić i gdy oni już zaczynali wracać do normalnego funkcjonowania i bawienia się w swoim towarzystwie, ja znów zaczęłam się śmiać, ale tak porządnie. Mogę śmiało stwierdzić, że zaczynało mi brakować tlenu, śmiałam się jak nigdy przedtem i przy tym się lekko podduszałam, ponieważ Niall mnie niemiłosiernie śmieszył.

Ku mojemu zaskoczeniu mój śmiech powoli przeszedł na całą resztę. Na początku Niall śmiał się pocichu, starając się opanować, ale to wcale nie było tak łatwe jak się tego spodziewał i już po chwili śmiał się razem ze mną. Jego śmiech był tak zabawny, że nie mogłam przestać, pomimo, że już mi wcześniej przechodziło. Nigdy w życiu nie słyszałam czegoś aż tak śmiesznego i śmiałam się wciąż, a za nami podążyła cała reszta, śmiejąc się w głos jak idioci.

Kiedy ta salwa trwała w najlepsze poczułam na dłoni ścieśnięcie i już po chwili ktoś splótł razem nasze palce, a ja zdziwiona spojrzałam na teg kogoś. Na pewno Harry.

Nie rozumiałam tego co wyrabiał, ale dałam się porwać chwili i gdy pociągnął mnie w górę za trzymającą mnie dłoń, nie stawiałam oporu. Ze zdziwienia przetałam się nawet śmiać, co nie było chyba normalne. Razem, trzymając się za ręce opuściliśmy dom, wychodząc na zewnątrz, a chłopcy pewnie tego nawet nie zauważyli.

Z naszych splecionych palców czułam bijące iskry, które były przyjemne jak nic dotychczas. Wyszliśmy pod rozgwieżdżone niebo, a miasto było idealnie oświetlone, przez co wyglądało to tak strasznie magicznie. Nawet nie miałam zamiaru pytać o to co robiliśmy, bo czułam się tak dobrze, że nie mogłam niszczyć tak pięknej chwili zwykłymi, mało magicznymi słowami. Patrzyłam tylko w skupieniu na twarz bruneta i nie mogłam dowierzać w to jak piękny on był.

Spojrzał na mnie z uśmiechem, a w jego pliczkach powstały piękne dołeczki, przez widok których moje serce zabiło piężdziesiąt razy szybciej. Nie tylko one były w nim idealne. Kiedy spojrzałam w jego oczy, miałam wrażenie, że czas na chwilę się zatrzymał. Wszystkie zegary przestały bić, samochody zwolniły prawie do zera, ludzie zatrzymali się w pół kroku, nawet światło na kilka tych niewyobrażalnie długich sekund przestało być tak szybkie. A ja tylko stałam i patrzyłam mu prosto w oczy, które wwiercały się we mnie równie mocno co ja w nie. Nie byłam w stanie się oderwać, bo nigdy w życiu nie widziałam takiego piękna. I na dodatek uczucie swojej dłoni w jego sprawiało, że miałam ochotę mdleć.

I nagle, gdy odwrócił głowę, wszystko wróciło do swojego normalnego tępa. Samochody znów zaczęły jeździć, ludzie się przemieszczali, a zaegary wybijały godzinę dwudziestą trzecią trzydzieści. Chłopak ruszył przed siebie, ciągnąc mnie za sobą, a ja posłusznie poszłam. Nasza podróż nie była długa, ponieważ z niewiadomych mi powodów szliśmy na drugą stronę ulicy, gdzie weszliśmy po prostu na dach budynku, który się tam znajdował. A kiedy stanęłam na jego zadaszeniu, moje serce ponownie się zatrzymało.

Widok na Londyn, który się właśnie tam znajdował był niewiarygodny. Piękno tego miasta było dla mnie nieopisane. Wszystko idealnie ze sobą współgrało, światła, rzeka, most, ulice, budynki, London Eye, Big Ben, wszystko jakby żywo wyjęte z filmu. Najbardziej wiarygodne byłoby gdybym ze zdumienia otworzyła buzię, jednak ja wolałam zastygnąć z wielkimi oczami i przyglądać się temu widokowi wiekami. Kiedy się otrząsnęłam spojrzałam na na pewno Harry'ego, który przyglądał mi się z uśmiechem.

Nasze dłonie nadal łączyły się w jedno, więc w podzięce byłam w stanie tylko mocniej ścisnąć jego rękę. On zaśmiał się i pokręcił głową.

- Mam dwadzieścia lat - powiedział cicho, a ja uśmiechnęłam się szczerze, ponieważ nie mógł powiedzieć wtedy niczego, co by bardziej pasowało do tamtej sytuacji.




Jaki ja mam napływ weny xd 

Czo ten Mesjasz, nie? 

Jak ich nazwać? Havalon? xd

Omg dobra spadam papap 

Kocham was <3 <3 <3  



Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!