1. Ja cię już widziałem

4K 187 1


(Louis)
- Louis. Louis.Otworzyłem oczy i zobaczyłem stojącą w nogach mojego łóżka piękną brunetkę. Uśmiechała się do mnie. Wstrzymałem na chwilę oddech, kiedy jednym szybkim ruchem pozbyła się koszulki. Stała teraz w samym staniku i majtkach. Nie powiem, ale w tych czarnych koronkach, z pięknym ciałem, wyglądała cholernie seksownie. Na sam jej widok byłem podniecony czego efekty czułem w kroczu. Dziewczyna wciąż mrucząc moje imię wspięła się na łóżko i powoli przesuwała się w moją stronę. Usiadła na mnie okrakiem i delikatnie zaczęła całować mój nagi tors. To było naprawdę rozkoszne uczucie. W czasie kiedy ona badała mnie swoimi ustami, moje dłonie rozpoczęły wędrówkę po jej prawie nagim ciele. Płaski brzuch, jędrny tyłek i idealne cycki, które doskonale pasowały do moich dłoni. Uniosłem głowę do góry i nasze spojrzenia się spotkały. Ciemny brąz jej oczu był tak intensywny, że miałem wrażenie, że dziewczyna dzięki temu jest w stanie wyczytać ze mnie wszystko. Przeniosłem wzrok na jej usta. Kąciki jej ust unosiły się ku górze. Dziewczyna pochyliła się nade mną i złożyła kilka słodkich pocałunków na moich ustach.
- Louis. Louis - zamruczała. Dziewczyna wciąż się uśmiechała, więc przyciągnąłem jej głowę do swojej i zacząłem namiętnie całować.
Nagle brunetka zniknęła, a na moją twarz została wylana duża ilość zimnej wody.
- Co kurwa! - wykrzyknąłem i zerwałem się, a to co działo się jeszcze parę sekund temu pozostało w dalekiej krainie snów. Otarłem twarz rękoma odgarniając mokre włosy z czoła. Zacząłem rozglądać się wokół siebie. Byłem w swoim pokoju. Nagle mój wzrok spoczął na osobie siedzącej na mnie okrakiem. Oczywiście, że to nikt inny, jak pieprzony Harry Styles.
- Kutas z ciebie. Daj mi spać - wymamrotałem i próbowałem zrzucić go ze swoich ud. Dopiero teraz zorientowałem się jak bardzo pulsuje moja głowa. Ból był silny i odczuwałem suchość w gardle. Uwielbiam mieć kaca. Zajebiście.
- Rozkosznie mruczałeś, kiedy próbowałem cię obudzić, stary. Wstawaj. Za pół godziny musimy być u Angeli w akademiku. Idziemy z nią na zakupy, gdybyś zapomniał - rzucił Hazz, a ja jęknąłem w proteście. Zapomniałem, że to dzisiaj. Gdybym się nie założył z dziewczyną Styles'a mógłbym przeżyć swojego kaca w łóżku.
- Daj mi piętnaście minut - mruknąłem i podniosłem się z łóżka. Nie wiem jak przeżyję dzisiejszy dzień.



***



Siedzieliśmy w aucie i jechaliśmy w stronę akademika. Z głośników leciała głośna muzyka. AC/DC śpiewało coś o drodze do piekła. Pasuje idealnie. Głowa mi pęka, a Harry ma ze mnie niezły ubaw.
- Twoje poczucie humoru wcale mnie nie śmieszy. Serio czuję się jakbym był na drodze do piekła - burknąłem.
- Stary, gdybyś tyle nie pił... - zaczął mój przyjaciel, ale ja uniosłem rękę powstrzymując go przed kazaniem. Dobrze znam tą starą śpiewkę.
- Tak właściwie... - zacząłem. - Gdzie ta laska, z którą wczoraj poszedłem do pokoju?
- Jednak pamiętasz... Kiedy rano przyszedłem cię obudzić zobaczyłem ją wtuloną w ciebie. Wczoraj była atrakcyjną blondynką, ale rano nie miała już tapety, więc chcąc oszczędzić ją przed twoimi komentarzami kazałem jej wyjść.
- Ach, w porządku. Dzięki stary - powiedziałem, a mój kumpel uśmiechnął się z miną "Nie ma sprawy".



(Angela)



Siedziałam na parapecie z papierosem w ręku i przyglądałam się mojej nowej współlokatorce. Świetnie. Pewnie jakaś kolejna sierota, niepotrafiąca się wyluzować. Amy Snow to niska, drobna brunetka o brązowych oczach. Przyjechała wczoraj wieczorem, kiedy byłam na imprezie w bractwie Harry'ego. Jest bardzo cicha i skryta. Nie odzywa się za dużo, jedynie odpowiada na pytania. Dziwna jest. Mam nadzieję, że się otworzy, bo nie mam ochoty wyrzucać jej z pokoju. W jej smutnych oczach jest pewien błysk. Wiem, że jest wrażliwa i zamknięta w sobie, jednak coś w mojej głowie mówi mi, że ją polubię. Zobaczymy.
- Właściwie skąd jesteś? - zapytałam.
- Przyjechałam z Londynu - odpowiedziała cicho.
- Trochę daleko - mruknęłam. - Widziałaś już okolicę? Podoba ci się pokój? Pomóc ci w czymś? - Dobre maniery wzięły górę i siliłam się, aby poznać lepiej nową koleżankę.
- Jeszcze nie rozejrzałam się po okolicy. Jestem tu zaledwie kilka godzin - uśmiechnęła się blado. - Pokój mi się bardzo podoba. Cieszę się, że mamy własną łazienkę i balkon.
- Pokoi takich jak ten jest zaledwie kilka. Moja matka zna kogoś w kadrach i załatwiła mi ten pokój. Niezła wygoda, za nie małe pieniądze. Dlatego pilnuj się. Nawet nie wiesz ile dziewczyn chciałoby zająć twoje łóżko - powiedziałam i zaciągnęłam się papierosem. Dym natychmiast rozszedł się po moich płucach, odprężając mnie.
- Tak, tak. Nie będę ci sprawiać kłopotów - powiedziała wyraźnie skrępowana Amy. Przeczesała kilkakrotnie swoje włosy dłonią. Zauważyłam już, że był to jej trik nerwowy. Kiedy to robiła, rękaw jej bluzy uniósł się i moim oczom ukazał się bandaż na jej nadgarstku.
- Co ci się... - nie zdążyłam skończyć, bo drzwi otworzyły się z wielkim hukiem, a do środka chwiejnym krokiem wszedł Louis.
- To napad. Ręce nad głowę - wykrzyknął lekko bełkocząc i skierował dłonie ułożone w pistolet w moją stronę. Zaczęłam się śmiać i kątem oka dostrzegłam zdezorientowaną minę Amy. Kiedy przeniosłam wzrok na drzwi do pokoju wszedł Harry, mój chłopak. Uśmiechał się zawadiacko ukazując swoje urocze dołeczki. Wciąż zachwycam się nimi, tak samo jak za pierwszym razem. Podszedł do mnie i objął w talii. Palcem wskazującym uniósł moją brodę, tak abym mogła spojrzeć w jego piękne zielone oczy. Błyszczały radośnie, a ja widziałam w nich głębokie uczucie, jakim darzył mnie chłopak. Kocham go równie mocno ja on mnie. Pocałował mnie w usta mocno, ale jednocześnie delikatnie, tak jak lubiłam najbardziej. Nasze języki chwilę wirowały wokół siebie, jednak w końcu Harry się odsunął.
- Cześć - powiedziałam łapiąc oddech.
- Hej - wymruczał z ustami przy moim uchu. Odsunął się ode mnie żeby móc się mi przyjrzeć i wtedy jego wzrok utkwił na papierosie trzymanym w mojej dłoni. Zobaczyłam jak zaciska usta w cienką linię. Harry był anty, jeśli chodzi o moje palenie.
- Tylko jeden dzisiaj. Obiecuję - rzuciłam szybko i cmoknęłam go w policzek. Chłopak pokręcił głową, jednak nic nie powiedział.Wtedy przypomniało mi się, że nie jesteśmy sami w pokoju. Zerknęłam na Amy, która wciąż stała przy swoim łóżku i wpatrywała się w znajdujące się w pokoju osoby. Odchrząknęłam, chcąc zwrócić na siebie uwagę zebranych.
- Chłopcy, to jest Amy, moja współlokatorka. Jest na pierwszym roku studiów. Amy to Harry, mój chłopak. A to jest Louis - wskazałam na stojącego na środku pokoju Tomlinson'a. Dopiero teraz zauważyłam, że chłopak wpatruje się w Amy i wcale się nie odzywa. Ciszę w pokoju przejrzał mój chłopak.
- Hejka. Jestem Harry. Miło cię poznać - powiedział, na co Amy odmachała mu i nieśmiało się uśmiechnęła.
- Ty - wszyscy odwróciliśmy głowy w stronę Lou. - Ja cię już widziałem. To ty byłaś w moim pokoju. Pamiętam - wydukał chłopak. Zdezorientowana spojrzałam na dziewczynę. Stała z przerażeniem w oczach.
- Louis na kaca i pewnie jeszcze alkohol z niego nie wyparował. Gada głupoty. Nie martw się - szybko wyjaśnił Hazz. Kocham w nim to, że mimo całego swojego szaleństwa, zawsze stara się mieć wszystko pod kontrolą.
- Amy, wybieramy się do centrum handlowego. Chcesz iść z nami? - zapytałam.
- Nie, ale dzięki za zaproszenie. Muszę się rozpakować i przygotować na jutrzejsze zajęcia - wow. To była najdłuższa wypowiedź, jaką raczyła mi udzielić.
- Okej, w takim razie zapiszę ci swój numer. W razie gdybyś czegoś potrzebowała dzwoń.
Wymieniłyśmy się numerami, kiedy ja skończyłam w tym czasie palić. Chwyciłam swoją torebkę i złapałam rękę Harrego. Już mieliśmy wychodzić, kiedy Louis wydukał coś pod nosem.
- Ja... sorry. Chyba.
Amy nie wiedząc co zrobić, uśmiechnęła się blado, jednak ja wiedziałam, że to nie był prawdziwy uśmiech. Żaden dotychczasowy taki nie był. Dziewczyna musiała je wymuszać, a w głębi duszy była bardzo smutna. Ciekawe dlaczego.
- Chodź Louis. Do później, mała - powiedziałam i we trójkę opuściliśmy pokój.

Spaces. Louis Tomlinson FanfictionPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!