36. Wspomnienia.

848 84 29

Kochani, z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkiego co najlepsze, miłości, radości, spełnienia marzeń oraz uśmiechu na cały rok. ♥

PS. Przepraszam za opóźnienie z rozdziałem... Jeśli jeszcze czytacie to proszę zostawcie po sobie komentarz. Kocham ♥


Kodaline - Unclear

Kiedy moje oczy spotykają Elen, nie mogę uwierzyć w to co widzę. Wygląda całkowicie inaczej. Jej nowy ubiór, ostry makijaż... to w ogóle do niej niepodobne. Mrugam kilkakrotnie oczami, ale mój wzrok mnie nie myli i to naprawdę ona. Stoję osłupiały na środku korytarza, próbując jakoś to przetrawić. Zastanawia mnie to, skąd ta zmiana i dlaczego zrobiła z siebie kogoś kim nie jest. Co ją w ogóle do tego skłoniło? Najchętniej  zaciągnąłbym ją, do jednej z łazienek, i własnoręcznie zmył te jej malowidła i kazał przebrać w normalne ubrania, bo teraz wygląda jak jakaś ulicznica. Jak w ogóle mogła doprowadzić się do takiego stanu? Przecież to do niej takie niepodobne... Nie mam pojęcia, co chce tym osiągnąć, ale zdecydowanie nie popieram jej metamorfozy. Czyżby ten kretyn, Zayn, kazał jej się przerobić w kogoś takiego? Czy jego kompletnie powaliło? El to nie Hayley. Blondi jest tą porządną dziewczyną z dobrego domu, pełną klasy i jest naturalnie piękna, a ten nowy styl to tak jakby zatraciła swoje prawdziwe ja. Bądźmy szczerzy, ale takim czymś daje do zrozumienia innym, że moja plotka była prawdziwa. Co ona z sobą do cholery zrobiła?!

Ale zaraz... Dlaczego mnie to w ogóle obchodzi? Obiecałem sobie, że o niej zapomnę i nie będę się nią w żadnym stopniu interesował, a co lepsze będę zachowywał się w stosunku do niej tak jakbym jej w ogóle nie znał. Miałem ją zniszczyć i sprawić, aby każdy się od niej odwrócił, a teraz rozwodzę się nad jej zachowaniem. Myślałem, że będzie mi łatwo ją wymazać z mojego życia, w końcu nic nas nie łączyło. Niestety to nie jest takie proste. Zemściłem się na niej, ale to w żaden sposób nie przyniosło mi ulgi. Wręcz przeciwnie wszystko się posypało. Elen jest dla mnie kimś ważnym i to bardzo. Dzięki niej czułem się potrzebny. To nie tak, że ją nienawidzę, wręcz przeciwnie, ja po prostu zagubiłem się w tym, co do niej czuję. Nie chcę się z nią przyjaźnić, bo chcę czegoś więcej. Nie, nie chodzi tu o seks. Nie mógłbym o niej myśleć tylko w tym aspekcie. Ona jest inna... Taka czysta, wręcz niczym nieskalana. Coś mnie do niej ciągnie i nie daję sobie rady z tym poradzić. Chciałbym mieć ją blisko i tylko dla siebie. Jednak wiem, że to niemożliwe... Jestem zbyt zniszczony, żeby dać jej szczęście. Nie mam nic do zaoferowania. Ona pewnie szuka chłopaka, który da jej stabilizację, a ja? Ja jestem chodzącym nieszczęściem. Piję, palę, daleko mi do ideału. A miłość? Proszę, przecież to zdecydowanie za mało.  

Przez kilka dni jej nieobecności w szkole, martwiłem się o nią. Bałem się, że może nie wytrzymać całego napięcia i zrobić sobie krzywdę. Poczucie winy dało się we znaki jeszcze szybciej niż się spodziewałem. Od kiedy puściłem tę chorą plotkę, nie zmrużyłem oka. Ciągle mam ją przed oczami, całą we łzach. To wszystko przeze mnie, to właśnie ja jestem powodem jej ciągłego płaczu i strachu. Nie potrafiłem jej do siebie dopuścić, zgrywałem kogoś kim nie byłem, na siłę odstraszałem ją od siebie. Teraz oddałbym wszystko, by wziąć ją w ramiona, ale nic z tego. Dotarło już do niej, że ją nienawidzę. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten pierdolony Malik. Doskonale zdawał sobie sprawę, że mi na niej zależy, ale w ramach zemsty postanowił, że mi ją bezczelnie odbierze. Wiem, że Elen nie jest przedmiotem, ale to ja ją pierwszy dostrzegłem i to mi jako pierwszemu się spodobała, więc to ja miałem pierwszeństwo, aby zadziałać w jej kierunku. Doskonale pamiętam tę przestraszoną minę jak podawałem jej ręcznik, gdy przez okno wszedłem do łazienki. Nie miałem pojęcia, że to była nowa współlokatorka Hayley. Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej w towarzystwie El. Każda minuta z nią pozostanie w mojej pamięci. Na zawsze.

Po zakończonych zajęciach jak zawsze szwendam się po mieście. Nie spieszy mi się do akademika, bo tak naprawdę nie ma do czego. Nikt na mnie nie czeka, wręcz przeciwnie Niall pewnie cieszy się, bo może w spokoju się pouczyć. Jest strasznym kujonem mimo że się tego wypiera. Ja uczę się byleby przejść z klasy do klasy. Owszem marzy mi się wielka kariera, ale to tylko chore wyobrażenia. Lepiej niczego nie planować, bo nie wiadomo co przyniesie los. Przyszłość jest niejasna. Może jutro umrę i co mi z planów. Jestem pesymistą i dobrze mi z tym. Moje życie od samego początku nie było usłane różami, więc wolę sobie za wiele nie obiecywać, aby później się nie rozczarować. 

Przechodzę przez drewnianą kładkę, pod którą wykopana jest dziura, ze względu na jakieś roboty. Sięgając po komórkę do kieszeni skórzanej kurtki, przez przypadek wypadają mi klucze do pokoju, wprost do tego pieprzonego rowu. Słychać ich brzdęk. Przeklinając pod nosem, świecę latarką w poszukiwaniu ich. Nic z tego, jest tak ciemno, że muszę tam zejść. Będąc w środku wykopanego dołu, machinalnie podnoszę klucze i z powrotem chowam je do kieszeni. 

Kiedy chcę się stąd wydostać, zdaję sobie sprawę z tego, że znajduję się pod ziemią, dokładnie tak jak moja mama. Czuję pieczenie pod powiekami jak zawsze kiedy przypominam sobie o jej śmierci. Nawet nie wiem kiedy leżę w tym dołku i zaciskam mocno palce na krzyżyku, który podarowała mi tuż przed śmiercią. Religia była dla niej bardzo ważna. Wierzyła, że modlitwa może zdziałać cuda. Tylko szkoda, że nie sprawiła, aby choroba ją ominęła i mogła żyć razem ze mną. Zamykam oczy i wyobrażam ją sobie. 

Leży tuż obok mnie i swoimi drobnymi palcami przeczesuje moje kręcone włosy, uwielbiam to uczucie. Wtedy czuję jak bardzo mnie kocha i się o mnie troszczy. Jest taka piękna... Jej kasztanowe włosy idealnie komponują się z jej zielonymi oczami, a jej szeroki uśmiech jest wyrazem matczynej miłości. Lubię podziwiać ją uśmiechniętą i tak spokojną. Wiem, że żałuje, że nie była ze mną jak byłem małym dzieciakiem, ale to nie jej wina. Mimo wszystko cieszę się, że się poznaliśmy i choć przez ten jeden rok, mogłem poznać czym objawia się matczyna miłość. Nagle mój obraz się rozmazuje i przed moimi oczyma pokazuje się jej obraz leżącej w trumnie. Ma na sobie jedną z jej ulubionych długich sukien. Choć jest martwa, nadal wygląda jak anioł. Zaczynam płakać z tęsknoty za nią, a na moim ciele pojawiają się płatki pierwszego śniegu...











The Victim || H. S.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!