Rozdział 11

2.4K 226 12

- A więc - zaczęłam, postukując palcami o blat naszego stolika.

Niestety było okropnie nudno, ponieważ nie potrafiłam znaleźć nam wspólnego języka. Chciałabym móc powiedzieć, że chłopak był wygadany w moim towarzystwie, lub, że przynajmniej chciało mu się ze mną rozmawiać, ale niestety widoczne w nim było znudzenie. Wolałam się nie odzywać pomimo, że było mi obojętne co ze mną będzie.

Najnormalniej nie lubiłam się narzucać. Jeśli ktoś mnie nie lubił i okazywał to otwarcie, po prostu się z nim nie zadawałam. Tak samo nie miałam problemów z okazaniem braku sympatii osobie, która zachowywała się wrednie w stosunku do mnie.

Bez problemu mówiłam niektórym osobom prosto w oczy, że mnie denerwują lub są okropne. Jakoś nigdy nie interesowało mnie czy ich to zabolało, chociaż powinno.

Cóż, nie ma ludzi idealnych i niestety to przyznaję na własnym przykładzie. Ponieważ bez problemu raniłam, ranię i będę ranić ludzi, nie mam na to wpływu. Taka jest już moja osobowość i tyle. Jakoś nie chcę na nią wpływać, bo pomimo, że nie lubię, kiedy zachowuję się tak strasznie, to jednak wciąż lubię swoją osobowość i z byle powodu nie mam zamiaru się zmieniać.

Westchnęłam tylko znudzona i oparłam podbródek o swoją dłoń, a następnie ziewnęłam, ponieważ czułam, że umieram ze zmęczenia. Najbardziej marzyłam o sobie, moim irytująco białym łóżku i śnie. Chciałam tak bardzo odlecieć w krainę Morfeusza, że głowa mała.

Piętnaście minit snu nie działa na nikogo dobrze, wierzcie mi.

Zmęczenie prowadzi do piekła, cholera.

- Bezimienna, nie śpij - usłyszałam głos na pewno Harry'ego, więc czym prędzej przetarłam oczy i wyprostowałam plecy, aby sprawić pozory tego, że przecież nie spałam.

- Nie śpię - skłamałam, a w głębi duszy podziękowałam sobie za to, że byłam tak zajebistą aktorką.

Nie byłam, ale zawsze można marzyć.

- Dobra, to może umilimy sobie czas rozmową, co ty na to?

Niechętnie wzruszyłam ramionami i powróciłam do swojej poprzedniej czynności. Opieranie ręką brody jest tak straszliwie wygodne, że awh.

- Może zagramy w dziesięć pytań? - Zaproponował, a ja skinęłam głową.

- Tylko ty zadajesz pytania - ziewnęłam cicho. - Ja nie mam siły.

Chłopak zaśmiał się swoim zachrypniętym głosem i skinął głową, wpatrując się ciągle we mnie jak w obrazek. Chcąc lub nie oglądałam ciągle jego wspaniale zielone oczy i aż mi się robiło ciepło na sercu, kiedy widziałam te piękne iskierki, które się w nich czaiły i oglądały mnie w tak intymny sposób.

Słowo, że ten chłopak nie potrafił patrzeć na mnie jak człowiek. On przeszywał mnie swoim lodowatym i zarazem gorącym spojrzeniem, sprawiając przy tym, że czułam się tak okropnie niezręcznie, jakbym stała obok niego całkiem naga, a on lustrowałby moje ciało tymi swoimi zieleniutkimi oczętami.

- Zgoda - skinął głową po raz drugi i chwilę zastanawiał się nad pytaniem, aż w końcu przemówił. - Nie zdradzisz mi imienia, więc... Masz chłopaka? Coś o nim mówiłaś wcześniej.

- Ma... Miałam - poprawiłam się szybko i nerwowo poprawiłam swoje włosy, bo kolejny raz tego dnia doszło do mnie, że nigdy więcej go nie zobaczę. - Czas przeszły. Tamto życie jest jakby za mną.

Z westchnieniem przeniosłam wzrok na blat, bo nie czułam się na siłach, aby równać się z mrożącym krew w żyłach spojrzeniem na pewno Harry'ego. Dlaczego on przy okazji musiał być tak cholernie seksowny? Kurde, ja to dopiero mam pecha, że porywa mnie banda porywaczy, którzy na dodatek są ekstra ciachami. Nie wiadomo czy podrywać, czy się bać.

Avalon, ogarnij się, idiotko.

- Uh - zakłopotany chłopak podrapał się po karku i mruknął coś niezrozumiałego pod nosem, jakby sam siebie karcił za to co powiedział. - To drugie pytanie, eh - widać po nim było, że wyleciała z niego ta pewność siebie, chociaż właściwie nie rozumiałam dlaczego. To w sumie tak jakby się przejmował mną i tym co ze mną będzie, śmieszne. - Może coś banalnego, jak to jaki jest twój ulubiony kolor?

Spojrzałam na niego spod byka i uśmiechnęłam się szczerze, ponieważ poczułam się tak cholernie miło kiedy mnie o to spytał. To było zupełnie jakbym poznała kogoś nowego na mieście i po prostu rozmawialibyśmy ze sobą, aby się lepiej poznać. W niczym tamta chwila nie przypominała mi o tym, że rozmawiałam z własnym porywaczem, który mógłby zrobić mi krzywdę.

Było całkowicie normalnie i chyba powinnam mu za to podziękować. Czułam się jak każda dziewczyna, jakbym była na kawie w galerii i zaraz miała wracać do domu, do mamy. Jakbym następnego dnia miała iść do szkoły i spotkać się z przyjaciółmi, a potem spędzić kilka godzin w towarzystwie kochanego chłopaka, przytulając się i całując, jak zawsze było przy naszych spotkaniach.

- Brązowy - mruknęłam zaspana, poprawiając się na ręce i wpatrując się w niego intensywnie. Robiłam to tylko po to aby nie zasnąć w oczekiwaniu na kawę, którą swoją drogą musieli przywozić aż z Indii, że tyle na nią czekaliśmy.

- Dziewczyny lubią brąz - zanucił chłopak, a ja w odpowiedzi zamiast głośno się zaśmiać, jak zapewne oczekiwał, po prostu błogo się uśmiechnęłam, bo znowu usłyszałam coś, co zwykłam słuchać w normalnych sytuacjach.

Zazwyczaj większość osób reagowała w ten sposób na wieść, że ja - dziewczyna, która zazwyczaj ubierała się dosyć kobieco, lubiłam najbardziej tak męski kolor. Nie wiem skąd się to u mnie wzięło, po prostu lubiłam go.

- Trzecie pytanie - rozkazałam cicho, możliwe, że jakby szepnęłam, ale wynikało to ze zmęczenia. Mogłam też wyglądać troszkę uroczo, opierająca głowę na dłoni dziewczyna wpatrzona w swojego przystojnego towarzysza, która jeszcze na domiar złego szeptała.

Chyba powinnam zacząć się wysypiać.

- No dobrze - na pewno Harry spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek i zamyślił się na chwilkę, aż w końcu klasnął w dłonie zachwycony ze swojego pytania. - Jakie jest twoje ulubione zwierze? Miałaś jakiegoś zwierzaka?

Zaśmiałam się na banalność tego pytania i pomyślałam chwilę.

- Lubię chyba wszystkie zwierzęta. Oprócz ryb, strasznie się ich brzydzę i kiedy je widzę mam odruch wymiotny, są okropne - mruknęłam zdegustowana, kiedy tylko przypomniałam sobie jak ohydne są te zwierzęta. - Miałam psa. Owczarek niemiecki. Głupi pies, ale kochany.

- One nie są niebezpieczne? - Na pewno Harry zmarszczył brwi.

- Właśnie zmarnowałeś pytanie - zaśmiałam się, a jego mina gdy się zorientował była bezcenna. - Nie są, to jedne z najbardziej potulnych ras. Piąte pytanie - mrugnęłam z uśmiechem, a on udał minę naburmuszonego dziecka.

Świetnie się z nim bawiłam.

Kiedy miał zamiar zapytać mnie o moje dziewictwo, czego byłam pewna po jego zabawnym spojrzeniu i tańcu brwi, który wykonał, aby mnie lekko onieśmielić, kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia, więc klasnęłam zadowolona w dłonie i z udawanym żalem powiedziałam do bruneta:

- Ojoj, przykro mi, ale musimy przełożyć tą zabawę.




W końcu tutaj jesteśmy! Pisałam ten rozdział kilka godzin, z przerwami na pieczenie ciasta na WOŚP xd 

Chciałam was bardzo serdecznie zaprosić na Chat, który dopiero zaczynam, ale będę starała się dodawać rozdziały jak najczęściej (nie jak tutaj, spokojnie) i uwaga spojler - rozdziały tekstowe będą tak długie jak tutaj ;)

Po prostu żeby napisać na Syndrome potrzeba dużo weny i nie wiem jakim cudem, ale piszę je dużo dłużej niż na resztę. 

Dobra, nie spowiadam się

Mam nadzieję, że ktoś odwiedzi Chat (który swoją drogą będzie moją kochaną perełką i oczkiem w głowie, bo serio wiele wniesie w moje życie (i mam nadzieję, że w wasze także))

Kocham was <3 Bardzo was kocham haha <3 

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!