*Psst* Notice anything different? 👀 Find out more about Wattpad's new look!

Learn More

Epilog

5.6K 639 181

  Minęło kilka miesięcy od pogrzebu Klary, na którym stawiło się masę ludzi. Uświadomiłam sobie wtedy, że im jesteś starszy, tym mniej ludzi o tobie pamięta albo po prostu już nie żyją. Byli tutaj wszyscy jej znajomi ze szkoły, kilku z psychiatryka i wielu nauczycieli. Jak mniemałam przyjechała cała jej rodzina, by zobaczyć jak przysypują jej białą jak śnieg trumnę z elementami fiołków, piachem i ziemią. Ceremonia była piękna. Klara ubrana była w tą samą białą suknię co tamtego pamiętnego wieczoru na dachu, tylko była wyprana. Włosy upięte były w ten sam kok co wtedy. Wyglądała przepięknie i tak spokojnie, jakby spała. Tylko, że ta dziewczyna już miała się nigdy nie obudzić. Dużo ludzi płakało przed otwartą trumną, łącznie z jej rodzicami. Ted już nie płakał, nie miał siły.

  Po tamtych wydarzeniach zostało nam tylko nieprzyjemne wspomnienie. Zaczęliśmy chodzić z Tedem do jednej szkoły. Chłopak był o dwa lata starszy ode mnie, ale przez psychiatryk raz nie zdał, więc kiblował w drugiej liceum. Mnie w końcu zaakceptowali w stu procentach taka jaką byłam. Często z Tedem i innymi przyjaciółmi łaziliśmy razem po korytarzu i śmialiśmy się z byle czego. Ted już trochę ochłonął po śmierci swojej przepięknej dziewczyny i zluzował gacie. Już potrafił normalnie się uśmiechać i żartować, chociaż ona na zawsze już pozostanie w jego sercu. Powiedział mi, że na razie jest za wcześnie, żeby bawić się w związki i doskonale to rozumiałam. Wiedziałam także od mojej nowej przyjaciółki Karoliny, że chłopak zaprosił ją do kina, więc z radością stwierdzam, że jego wstrzemięźliwość od związków, nie potrwała zbyt długo.

  Babcia nadal mieszkała z nami i miała się doskonale. Razem z tatą odnawiali swoje więzi i wspominali. Mama pokochała Kluskę, do której nadal tak mówię. Cieszyła się i mówiła, że na lepszą teściową nie mogła trafić. Wiedziałam, że miała całkowitą rację.

  Psychiatryk został przeszukany i przejrzany na wylot. Wielu nauczycieli czy opiekunów trafiło na długie lata za kratki. Wszyscy z oddziału zamkniętego i sam dyrektor placówki, z którym nigdy nie miałam do czynienia, zostali skazani na dwadzieścia pięć lat za nielegalne eksperymenty na ludziach. Często powodowali śmierć chorych, mówiąc rodzinie, że ich dziecko popełniło samobójstwo. Ośrodek został zamknięty i służy jako miejsce najlepszych imprez jakie widziało nasze liceum. Osobiście nigdy nie byłam w tamtym miejscu na żadnej z imprez i póki co nie chcę tam wracać, nawet w celach rekreacyjnych.

  A teraz? Byłam po lekcjach i siedziałam w umówionym miejscu, czekając na swojego tajemniczego wielbiciela. Tak, tajemniczy wielbiciel, jeszcze tego mi było trzeba. Wczoraj wieczorem dostałam esemesa o treści:

  Spotkajmy się o 16:30 w kawiarni obok Twojej szkoły. Proszę, nie wystaw mnie. Wytłumaczę Ci wszystko jak się spotkamy. Można powiedzieć, że dla Ciebie będzie to taka randka w ciemno. Co Ty na to? Będę na Ciebie czekał ile będzie trzeba, dopóki się nie pojawisz.

  Nie odpisałam na niego, ale postanowiłam się zjawić. Kobieca intuicja podpowiadała mi, żeby ładnie się ubrać. Biorąc pod uwagę, że za parę tygodni miały być już wakacje, a na dworze było upalnie, założyłam letnią sukienkę w kolorze pudrowego różu i spięłam długie włosy w koka. W końcu miała to być randka, więc stwierdziłam, że wypadało ładnie wyglądać. 

  Była już prawie siedemnasta, gdy ktoś szturchnął mnie lekko w ramię. Zdjęłam moje duże, białe słuchawki z uszu i obróciłam się powoli w kierunku mojego "tajemniczego wielbiciela". Nigdy bym się nie spodziewała, że widok jakiegokolwiek czuba, który pisze do mnie esemesa i nawet się nie podpisuje, tak mnie ucieszy.

  - Czy to miejsce jest wolne? - zapytał i wskazał dłonią na krzesełko naprzeciwko mnie.

  Zaśmiałam się i skinęłam głową. Zza pleców chłopak wyciągnął bukiet białych róż, które były moimi ulubionymi kwiatami. Spojrzałam na niego i spaliłam buraka, z czego chłopak się zaśmiał. Byłam zakłopotana, nie wiedziałam co mam zrobić, czy go przytulić, czy pocałować, czy siedzieć cicho i grzecznie przyjąć kwiaty? Jednak chłopak mnie wyręczył i gdy tylko wzięłam od niego kwiaty, przytulił mnie mocno do siebie. Poczułam ulgę.

  Oderwał się ode mnie po chwili i zajął swoje miejsce, naprzeciw mnie. Uśmiechaliśmy się do siebie przez jakiś czas. Podziwiałam jak dobrze wyglądał. Był ubrany w czarne spodnie z niskim stanem, ciemnogranatową koszulę i czerwoną muszkę pod szyją, która idealnie komponowała się z czerwono-czarnymi nike'ami na jego stopach. 

  - Przepraszam, że się spóźniłem, ale jechałem za jakąś babcią, która nie do końca panowała nad swoją kierownicą i wlekła się jak żółw. - Wybuchnęłam śmiechem. Prawie zapomniałam, że obydwoje byliśmy już pełnoletni, a od naszego ostatniego spotkania, wiele się pozmieniało. - Chciałem ci podziękować. No wiesz... Za to, że mnie uratowałaś, chociaż wcale nie musiałaś. Tamta noc nadal stoi mi przed oczami, to prawie jedyne wspomnienie jakie pamiętam z tamtego miejsca. Oprócz tego pamiętam tyko jak się tam znalazłem. Nic więcej. Na szczęście moja mama się ogarnęła, przestała pić, znalazła dobrze płatną pracę, odzyskała prawa rodzicielskie i wykopała ojca z domu. Teraz jest w więzieniu, a ja mieszkam w ogromnej willi z moją rodzicielką. Ale miałem jeszcze jedną nierozwiązaną sprawę, która nie dawała mi spokoju. I tutaj chciałem cie zapytać... - Odchrząknął zakłopotany i lekko zaczerwieniły mu się polika. - Czy my byliśmy dla siebie kimś więcej niż tylko znajomymi ze szkoły?

  Zrobił zagubioną minę, a ja znowu zaśmiałam się z jego zakłopotania.

  - Gdybyśmy nie byli kimś więcej... Myślisz, żebym po ciebie wróciła?

  Uśmiechnęłam się tajemniczo, w dokładnie taki sam sposób jak wtedy, gdy wyciągałam go z tamtego pomieszczenia.

  - To dobrze, bo nie będziesz na mnie zła.

  Zrobiłam zdziwioną minę, a on nachylił się nad małym, okrągłym, pomalowanym w białym kolorze stolikiem i złączył nasze usta w pocałunku. Poczułam nagle coś magicznego, jakby on nie był z tej planety. Pocałunek wyrażał tyle tęsknoty i miłości, której nigdy nie mógł wyrazić żaden inny w całej galaktyce. Chłopak odsunął się delikatnie ode mnie i pogłaskał mnie po policzku. Przymknęłam oczy i uśmiechnęłam się lekko sama do siebie. Nikt oprócz niego nie potrafił sprawić, że żołądek fikał mi koziołki, nikt nie mógłby mi go zastąpić. Tylko ten chłopak z psychiatryka potrafił dotykać mnie z taką czułością i delikatnością. Był moim ideałem.

  - Czy to znaczy, że...

  - Tak, to znaczy, że wciąż mam najpiękniejsza dziewczynę na świecie - przerwał mi. - Od samego początku wiedziałem, że coś nas łączyło. Gdyby jednak to okazało się nieprawdą, strzeliłbym sobie w łeb, że tak piękna i czarująca kobieta jak ty, przeszła mi koło nosa.

  Z mojego lewego oka wypłynęła hamowana łza. Chłopak scałował ją z mojego policzka i dokładnie wytarł kąciki obydwóch oczu. Uśmiechnął się do mnie ciepło i wstał z miejsca. Podał mi rękę, tak jak ja jemu w tamtym miejscu, które zostawiliśmy daleko za sobą i wyszeptał mi do ucha:

  - Chodź, chciałbym poznać rodziców mojej osobistej bohaterki.

  Zrobiłam jak kazał. Powędrowaliśmy wtuleni w siebie do jego samochodu. Nic więcej dla mnie w tamtym momencie nie miało znaczenia. Miałam swojego dawnego Krzyśka, o czym tak często marzyłam, gdy nie było go przy mnie. A gdy już nagle się pojawił, znów przewrócił mój calutki świat do góry nogami. Jednak zmiany są dobre, a takie zmiany? Najlepsze! 

  Teraz już wszystko się ułożyło, miałam swój własny skrawek nieba tylko dla siebie. W końcu byłam w stu procentach szczęśliwa.

  ***

  Taki koniec może być? :)

  Wasza Kejti xx

Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!