Rozdział 9 : Dumbledore wraca do gry

3.9K 292 22

Zielonooki wstał i ukłonił się sztywno, następnie szybko usiadł. I wtedy to poczuł, spojrzenie przewiercające go na wskroś. Odwrócił się i zobaczył Dumbledora. Siedział 4 rzędy dalej. Uznał to za okoliczność sprzyjającą gdyż będzie mógł szybko wyjść zanim zdąży go złapać. Los chyba naprawdę go nienawidził, dlaczego akurat teraz musiał go spotkać, kiedy wszystko zaczynało się układać. Nie dał po sobie poznać że się zaniepokoił, odwrócił się i zaczął słuchać przemowy Knota. Poddał się po chwili i zaczął planować jak wrócić do domu i nie dać się złapać. Nie dopuszczał do siebie myśli że to ucieczka, w końcu ucieka ze strachu a on się nie bał. Po prostu nie chciał znów zostać zamknięty w złotej klatce. Czy to złe że chociaż raz myśli o sobie a nie innych. W końcu to jego życie i ma prawo decydować o sobie. Nawet nie zauważył gdy spotkanie zaczęło się kończyć. Już miał wstawać, gdy siedzący obok Lucjusz Malfoy wyszeptał tak cicho że tylko on usłyszał słowa
- Zatrzymam go panie Potter, proszę skorzystać mądrze z czasu który panu daję.
Nie zdążył nic powiedzieć gdyż wszyscy zaczęli podnosić się z miejsc. Wstał i udał się do wyjścia nie tracąc gracji. W końcu nie po to tyle się uczył tych wszystkich arystokrackich zachowań by znowu chodzić jak niezdara. Już nie był tym samym Harrym co kiedyś. Już nigdy nie pozwoli sobą manipulować, nie będzie ratować wszystkiego co żyje, teraz już zawsze będzie sobą, nie będzie udawać kogoś kim nie będzie. Odwrócił się przy drzwiach i zobaczył jak Malfoy zagaduje Dropsa. Przez moment zielone i niebieskie tęczówki się spotkały, zanim Harry odwrócił się i wyszedł. W atrium napadła go grupa dziennikarzy. Rozpoznał tylko wysłanników Proroka, Czarownicy i Żonglera. Wszyscy chcieli by skomentował swój wywiad dla Proroka. Czy oni nie rozumieli że on nie ma ochoty z nimi rozmawiać? Już dawno przyzwyczaił się do tych wszystkich zdjęć i wywiadów i być może nawet by im coś powiedział ale teraz naprawdę nie mógł. Zaczynał się coraz bardziej denerwować, gdy przeciskał się przez tłum czarodziejek i czarodzieji. Jego zdenerwowanie osiągnęło epicentrum gdy usłyszał wołanie Dumbledora. Zignorował to i udawał że nic nie słyszy, doskonale wiedząc że znowu wywołuje sensację. Przecież wszyscy wiedzieli że zawsze był posłuszny Staremu Trzmielu, a nawet uważał go za swego dziadka i mentora. Nareszcie udało mu się wydostać i szybko aportował się do domu. Jednym ruchem różdżki przebrał się w czarne spodenki i czerwoną koszulkę. Opadł zmęczony na kanapę i westchnął. Nawet nie przypuszczał że ten dzień będzie tak męczący. Przywołał sobie z kuchni puszkę pepsi i włączył telewizor. Chwilę później przyszła Victoria i zaczęła wypytywać go to jak poszło. Gdy powiedział jej o zachowaniu Lucjusza Malfoya była tak samo zaskoczona jak on. W końcu wstąpił by Draco powiedział ojcu o ich przyjaźni.
- Więc mówisz że Drops chciał z tobą porozmawiać - zapytała po raz kolejny.
- Tak dobrze że zdążyłem wrócić zanim mnie dopadł - powiedział z ulgą avadooki.
- A więc po prostu zwiałeś - stwierdziła.
- Wcale że nie - zaczął zaprzeczać Harry.
- A właśnie że tak - szczerzyła się Viki.
-Nie
- Tak
- Nie
- Tak
- Nie
- Tak
- Tak
- Nie - wykrzyknęła.
- Ha widzisz miałem rację, wygrałem.
- Nie lubię Cię - stwierdziła Avis. Strasznie nie lubiła gdy Harry'emu udawało się ją przechytrzyć. W końcu to ona miała być tą złą ślizgonką. Doskonale wiedziała gdzie tiara ją przydzieli, a Harry ciągle powtarzał, że ma szczęście że nie chodzi do Hogwartu, bo psułaby mu reputację. I właśnie wtedy wpadł jej do głowy szatański pomysł. Na jej usta wpłynął diabelny uśmiech i biedny Harry wiedział że Avis szykuje mu niespodziankę. Nie wiedział tylko czy ma się bać i czekać czy od razu uciekać.
- Wiesz nie lubię gdy się tak uśmiechasz - powiedział ostrożnie Kobra.
- Tak? A niby dlaczego? - zapytała uśmiechając się słodko.
- Bo wtedy szykujesz dla mnie coś wyjątkowo wrednego - odpowiedział, zaczynając czuć lekkie obawy.
- Ja? - udawała zdziwioną - Przecież wiesz że ja jestem zbyt miła i dobrze wychowana by się nad tobą znęcać - powiedziała z niewinnym wyrazem twarzy.
- Jeśli ty jesteś niewinna i miła to Snape wcale nie jest prawiczkiem. - rzekł i zaraz pożałował swoich słów. Viki rzuciła się na niego i zaczęła go łaskotać. Już myślała że wygrała, gdy nagle przetoczył ich tak że to ona była teraz łaskotana.
- Gdybym wiedział że aż tak na mnie lecisz to bym przynajmniej uważnie cię obserwował. Teraz chyba będę się bał wchodzić do ciemnych zaułków, nigdy nie wiadomo kiedy się na mnie rzucisz. - powiedział rozbawiony.
Kilka minut później Viki stwierdziła że się jej nudzi i chce gdzieś wyjść. Wtedy Harry palnął by szli na gokarty. Avis bardzo się spodobał ten pomysł i już 30 minut później szaleli na torze. Ścigali się i niezaprzeczalnie Harry wygrywał, na co Viktoria udawała obrażoną i mówiła że daje mu fory. Avadooki był bardzo szczęśliwy, w końcu odzyskał swoją małą siostrzyczkę. Robiło mu się smutno na myśl, że wyjedzie do Francji i zobaczą się znowu dopiero na święta. Szybko odgonił zmartwienia i skupił się na zabawie. To lato było jak z wymarzonego snu i nic i nikt mu go nie zepsują. Już on się o to postara, pomyślał jeszcze i wrócił na tor. Jeździli tak jeszcze godzinę, aż zrobili się głodni i postanowili wrócić. Harry w domu przygotował pizzę która strasznie smakowała Viki. Musiał jej przysięgać że gdy znów będzie robić, napisze jej sms-a. Chwilę później Avis wróciła do domu a Kobra ruszył do salonu. W telewizji leciała komedia Millerowie. Bardzo się śmiał z akcji z tarantulą. Gdy film się skończył wziął szybki prysznic i udał się w krainę morfeusza z uśmiechem na ustach.

**********

Punkt widzenia Dumbledora

Znów siedział na zebraniu Winzengamotu. Zamiast siedzieć tutaj wymyślił by jakiś przebiegły plan. I wtedy właśnie to usłyszał. Harry tu był, ten przeklęty dzieciak który sprzeciwił się jego rozkazom. Wydawało się że pomysł panny Granger był genialny, lecz jak się okazało wpadła na niego za późno. Potter zdążył zabezpieczyć zakleciami swój dom, i nie mają żadnych szans by je złamać. A teraz gdy myślał że nic nie może zrobić, on staje przed nim jak gdyby nigdy nic. Gdy zobaczył jego oczy przeraził się nie na żarty. Jego oczy były puste, bez wyrazu. Kiedyś potrafił w nich odczytać tyle uczuć, teraz miał wrażenie jak by spoglądał na pędzącą wprost w siebie Avadę Kedavrę. Już chciał odwrócić wzrok lecz nie zdążył, gdyż Harry już na niego nie patrzył. Zebranie nareszcie się skończyło i już zaczął iść w stronę złotego chłopca, gdy drogę zastąpił mu Lucjusz Malfoy. Chciał go spokojnie ominąć, gdy ten powiedział że ma pytania odnośnie Hogwartu. Zaczął spokojnie mu tłumaczyć by przyszedł z tym do Hogwartu bo to nie czas i miejsce na takie rozmowy. A następnie nie czekając na jego odpowiedź odszedł w stronę wyjścia. W atrium zauważył złotego chłopca i zaczął za nim wołać
- Harry, Harry.
Lecz on go nie usłyszał lub zignorował. Gdy wrócił do Hogwartu, wściekły zaczął chodzić po gabinecie. I właśnie wtedy wpadł na pomysł. Wysłał patronusa do wszystkich członków zakonu i powiadomił ich o zebraniu. Kilka godzin później przeniósł się kominkiem na Grimmlaud Palce 12. Tam poczekał aż wszyscy będą. Opowiedział o dzisiejszym zebraniu Winzengamotu i sposobie by złapać Harego. Ustalili że po kolejnym zebraniu kilku ludzi poczeka na wybrańca, a jeśli się będzie stawiał oszołomią go. Wszyscy jakby odżyli na wiadomość, że już niedługo złoty chłopiec będzie tam gdzie powinien, bezpieczny i otoczony opieką. Gdy Dumbledore kładł się spać, uznał że to był naprawdę dobry dzień. Wszystko zaczynało znów iść po jego myśli, a on wracał do gry. Z takimi myślami zasnął.

**********

I znów niedziela pomyślał Harry gdy wstał. Zaczynał się denerwować coraz bardziej. Dzisiaj finał i koniec tych wszystkich występów. Co prawda lubił to, ale stres jaki odczuwał przez ostatni czas dawał ciągle o sobie znać. Cieszył się że będzie mógł odpocząć, i wreszcie pomyśleć, gdyż w ostatnim czasie naprawdę nie było mu lekko. Jadł właśnie śniadanie gdy listonosz przyniósł mu list. Aż zakrztusił się sokiem czytając go.

Drogi Harry,

Harry Potter i wymarzona wolnośćPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!