Rozdział trzydziesty czwarty

4.1K 546 88

Artur zaczął zbliżać się w moim kierunku. Nie wyglądał jakby się bał czy krępował czegokolwiek. Po prostu sunął w naszą stronę z wyszczerzonymi zębami. Mimo tego wiedziałam, że był zły, bo ni było z nami Klary.

- Może teraz kochana Emilciu, powiesz mi, gdzie jest moja dziewczynka? - zapytał swoim udawanym, przyjaznym głosem.

Pokręciłam kilkakrotnie głową i cofnęłam się o krok. Poczułam koniec dachu, byłam w niebezpieczeństwie. Zerknęłam na bramę, która właśnie przewaliła się pod wpływem nacisku policjantów, a także poprzez uderzenia policyjnego radiowozu. Policja była już na terenie psychiatryka, ale ja nadal nie poczułam się bezpiecznie. Dostrzegłam również, że moja mama kurczowo trzyma się za rękę z moim tatą i jakąś kobietą, której nie znałam. Za nimi dostrzegłam dwójkę ludzi, którzy byli bardzo podobni do Klary. Wszyscy biegli w stronę zamkniętych drzwi, których otworzenie bądź wyważenie zajmie znowu podobną ilość czasu. A ja za chwilę mogłam stracić życie.

- Ja naprawdę nie wiem. Ona uciekła jakiś czas temu, była z nami, ale zniknęła...

W moich oczach pojawiły się łzy strachu. Mina Artura zmieniła się, z wesołej na pełną obłąkania.

- Jak to nie wiesz, gdzie ona jest?! Pozwoliłaś jej uciec?! Mów prawdę, bo inaczej pożegnasz się z nim na zawsze, a ja zepchnę go z tego dachu z przyjemnością! - wykrzyczał mi prosto w twarz.

Schowałam twarz w dłoniach. Nigdy w życie nie byłam bardziej przerażona, nawet podczas tego cholernego gwałtu.

- Przepraszam - szepnęłam w stronę Artura.

Artur zamachnął się i uderzył mnie z otwartej dłoni w policzek. Nagle ktoś zawołał go po imieniu. Obejrzał się, a ja spojrzałam mu przez ramię. Ujrzałam drobną dziewczynę w białej sukience i pięknie spiętymi w koka, kasztanowymi włosami. Jej fiołkowe oczy błyszczały od łez, których nie chciała uwalniać.

- Tutaj jestem, Artuś - zawołała uśmiechając się i wyciągnęła w jego stronę ramiona. - No chodź, przytul mnie.

Chłopak ruszył w jej kierunku i wpadł w jej ramiona. Stali na skraju dachu przytuleni. Chłopak płakał i głaskał ja delikatnie po plecach. Dziewczyna spojrzała na mnie smutno i uśmiechnęła się.

- Tyle na to czekałam - zawołała.

Po tych słowach rzuciła się razem z nim z dachu. Krzyknęłam mimowolnie i upadłam na kolana. Z moich oczu lały się łzy. Usłyszałam głuche uderzenie o ziemię. Nie mogłam uwierzyć, że dziewczyna oddała nam swoje życie, żebyśmy tylko byli bezpieczni. Zrobiła to dla nas wszystkich. Czy taki był plan?

To był najgorszy sposób, jaki dziewczyna mogła wybrać.

***

Wasza Kejti xx

Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!