Rozdział ósmy

4.7K 534 21

Gdy wróciliśmy do domu, rozeszliśmy się do swoich pokoi bez słowa. Ja z Klarą do mojego, a Ted do gościnnego, w którym spał od ostatnich dwóch tygodni. Klara usiadła na łóżku, a ja przy biurku. Trwałyśmy tak bez słowa. Nie próbowałam nawet uchwycić jakikolwiek kontakt wzrokowy z dziewczyną. Nagle usłyszałam chrząknięcie. Odwróciłam się zaskoczona, twarzą do Klary. Dziewczyna spojrzała na mnie smutno i przełknęła ślinę.

- Słuchaj... - zaczęła niepewnie. - Przepraszam. Wiem, że głupio się zachowaliśmy i faktycznie, masz rację, nie wiele myśleliśmy. Ten plan był bardziej spontaniczny niż przemyślany, to fakt. My po prostu chcieliśmy dobrze, chcieliśmy, żebyś ty w końcu była szczęśliwa, a nic by tego nie sprawiło tak jak powrót twojego chłopaka... Wiem jak to jest, gdy zależy ci na czymś tak mocno, że jesteś w stanie zrobić wszystko, żeby do tego dotrzeć i zatrzymać to przy sobie. Ja tak bardzo chciałam wyjść w końcu z tej klitki, w której mieszkałam od kilku miesięcy i poczuć smak wolności, wychodziłam tylko czasem, żeby wziąć coś do jedzenia z kuchni. Tak naprawdę, straciłam tam poczucie czasu, wiedziałam tylko kiedy jest dzień, bo wszyscy rozmawiali i tłukli sztućcami na stołówce podczas posiłku. Tylko to mnie trzymało przy życiu, dlatego się tam nie zabiłam, żeby jeszcze raz usłyszeć, że ktoś tutaj żyje oprócz mnie. Myślisz, że ile razy próbowałam wyperswadować sobie z głowy samobójstwo? Nawet ja nie potrafiłabym tego zliczyć i to nie biorąc pod uwagę tylko tego, że byłam samotna, oddzielona szklanymi drzwiami i ogromnym obrazem od reszty ludzi... Mówię także o tych czasach, w których byłam jeszcze w domu, a Artur za mną latał jak nienormalny. Wtedy się z niego śmiałam, teraz się go boję... - przerwała na chwilę, żeby się uspokoić. - Wiesz dlaczego się nie odzywałam? Nie chciałam, żebyście się do mnie przywiązywali, o Artur w każdej chwili może tutaj po mnie przyjść... Stwierdziłam, że tak będzie wam łatwiej zapomnieć. Teraz wiem, że ty już się do mnie przywiązałaś, a ja do ciebie... Nie mówiłam też nic, bo strasznie mi głupio, że przeze mnie utraciłaś możliwość bycia ze swoją drugą połówką... Przepraszam cie za to.

To było... tak wiele słów jak na nią. Podeszłam do niej i przytuliłam ją do siebie.

- Hej, to niczyja wina, wiesz? Każdy z nas może ją sobie przypisać, ale to się po prostu stało... A teraz musimy znaleźć sposób, żeby to odkręcić.

Dziewczyna zacisnęła mocniej ręce na mojej koszulce i cicho zapłakała. Ja również płakałam, byłam jej wdzięczna, że w końcu zaczęła coś mówić.

- Będzie dobrze. Poradzimy sobie z tym. Ale musimy to zrobić razem...

***

Klara mówi :O

Wasza Kejti xx


Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!