#0

5.6K 388 23

Była noc, godzina druga może trochę po. Niebo było czarne i bezchmurne, a krajobraz dookoła spowijał mrok. Jedynie księżyc w pełni odrobinę oświetlał otoczenie, odbijając się w gładkiej tafli jeziora. Cisza. Z lasu naprzeciwko nie wydobywały się żadne dźwięki, a wąska, jednopasmowa droga była pusta. Jednak w oddali można było zauważyć dwa migoczące światła, które z każdą chwilą stawały się coraz większe i bardziej widoczne. Mały, rozklekotany samochód jechał po równym asfalcie, wydając bliżej nieokreślone dźwięki i zakłócając spokój tego miejsca. W środku dwóch młodych Azjatów kłóciło się jak co dzień, zmierzając w stronę Seulu, od którego dzieliły ich jeszcze spore kilometry.

- TONI - I - I - I -IGHT ~

- Luhan.

- WE ARE YOUNG ~

- Luhan, proszę.

- SO I'LL SET THE WORLD ON FIRE, WE CAN BURN BRIGHTER ~

- Zaraz mnie coś trafi!

- THAN THE SUUUUUN ~

- ZAMKNIJ SIĘ DO CHOLERY! - mniejszy szatyn uderzył pięścią w radio, nie mogąc już słuchać zawodzeń przyjaciela. Urządzenie zapiszczało, po czym wyłączyło się, najpewniej zepsute.

- Baek, jak mogłeś! - zawołał chłopak z włosami w ładnym, jasno brązowym odcieniu - Akurat kiedy miało być najlepsze!

- Przysięgam, że jeszcze chwila i wylądowałbyś w jeziorze, razem z tym durnym radiem! - warknął Baekhyun.

- Mogłeś śpiewać ze mną! - żachnął się Luhan i nadął policzki wielce obrażony.

- Tia, robiłem to trzy godziny temu jakbyś nie pamiętał. Już mam dość tego twojego wycia! - powiedział Baekhyun, biorąc dwa głębokie wdechy, żeby się uspokoić.

Luhan w tym czasie znalazł sobie nowe zajęcie, a mianowicie zaczął bawić się ogrzewaniem samochodu i nie tylko. Przekręcał wszystkie gałki i wciskał guziki na chybił trafił, co uruchomiło między innymi wycieraczki, spryskiwacze i światło. Baekhyun resztką silnej woli powstrzymywał się od wywalenia przyjaciela na ulicę.

- Luhan, przestań.

- Nudzi mi się. - burknął Chińczyk i po raz kolejny opryskał przednią szybę niebieskim płynem, rozmazując obraz otoczenia. Baekhyun pacnął Luhana po rękach, a gdy chciał przetrzeć szybę, nic się nie stało. Wciskał odpowiedni przycisk, ale wycieraczki najwyraźniej zrobiły sobie wolne.

- Co jest? - zdenerwował się.

- Chyba się zepsuły. - powiedział cicho Luhan.

- To twoja wina!

- Nie prawda!

Baekhyun zatrzymał auto i zgasił silnik. Odwrócił się z zamiarem znalezienia na tylnych siedzeniach jakiejś szmatki, którą mógłby wytrzeć szybę. Przez chwilę panowała cisza, którą przerwał głośny trzask dochodzący z zewnątrz. Chłopcy zamarli, niepewni czy się przesłyszeli, czy może to wiatr szturcha gałęzie.

- Słyszałeś to? - spytał cicho Luhan, przełykając ślinę.

- Tak. - potwierdził Baekhyun, ale zignorował niepokojący dźwięk i wznowił swoje poszukiwania.

Jednak trzask rozległ się ponownie, tym razem w kilku miejscach i głośniej. Luhan zbladł i chwycił się klamki od drzwi, zaciskając na niej ręce. Lekko uchylił szybę i uparcie wpatrywał się pomiędzy drzewa, chociaż nic nie było widać. Już chciał odwrócić wzrok, kiedy zauważył obok pobliskich krzaków dwa świecące punkty, które bardzo przypominały ślepia. Co dziwne oczy zdawały się obserwować go w skupieniu, jakby na coś czekając.

- Baek. - szepnął Luhan, nie odwracając wzroku od dziwnego zjawiska.

- Co? - zapytał szatyn, dalej grzebiąc pod siedzeniami.

- Tam coś jest.

Baekhyun wyprostował się i spojrzał we wskazanym kierunku, ale kiedy nic nie zobaczył, westchnął tylko i znów skupił się na zagubionej szmatce.

- Przestań mnie straszyć Luhan. Tu nic nie ma, więc siedź cicho i zajmij się czymś.

Luhan znów wbił wzrok za szybę i wpatrzył się w to samo miejsce co poprzednio. Oczy nadal tam były, ale po chwili zniknęły, jakby rozpłynęły się w powietrzu. Chińczyk otworzył drzwi i wyszedł z samochodu. Zbliżył się do krzaków szukając pary ślepi, ale nie mógł ich znaleźć. Odwrócił się z zamiarem powrotu do auta,kiedy coś złapało go za nogawkę spodni i pociągnęło w dół. Chłopak upadł z krzykiem, czując ból rozchodzący się po całym ciele. Coś zaczęło go ciągnąć w stronę lasu i choć szarpał się próbując wydostać, został wciągnięty w wysoką trawę.

Baekhyun zaalarmowany krzykami przyjaciela, zaprzestał poszukiwań nieszczęsnej szmatki i rozejrzał się. Jedyne co udało mu się zobaczyć to ręka znikająca w krzakach. Wyskoczył z samochodu i pobiegł w tamto miejsce, jednak po Luhanie ślad zaginął.

- Luhan? - krzyknął z nadzieją, że Chińczyk wyjdzie zaraz zza drzewa i obróci wszystko w żart - Luhan to nie jest śmieszne!

Kiedy nic nie wskazywało na to, że chłopak odpowie, Baekhyun wyjął telefon i zaczął wykręcać numer na policję. Zanim jednak ktokolwiek odebrał, usłyszał ciche warczenie za sobą. Zastygł z telefonem przy uchu, bojąc się odwrócić.

- Halo? - odezwał się męski głos, ale Baekhyun nie odpowiedział. Gorączkowo myślał, czy uda mu się dobiec do samochodu i zatrzasnąć drzwi. Niestety nie zdążył tego sprawdzić, bo sekundę później coś z wielką siłą powaliło go na ziemię. Poczuł wielki ból w okolicach szyi i coś dużego, włochatego, siedzącego na nim. Próbował zepchnąć z siebie stworzenie, ale zaczęło brakować mu sił. Obraz rozmazywał mu się przed oczami, wszystko wirowało, a dźwięki mieszały się ze sobą. Jeszcze do tego ten rozrywający ból, który stawał się nie do zniesienia.

Nie minęło dużo czasu, zanim wszystko stało się czarne, a Baekhyun stracił kontakt z rzeczywistością.

____________________________________________________________________________________

Okej! To jest moje pierwsze opublikowane ff i szczerze mówiąc nie wiem czy dobrze robię, wstawiając je tutaj. Naprawdę się boje jak zostanie przyjęte, ale no cóż... Do odważnych świat należy! Przepraszam za brak przecinków lub ich nadmierną ilość... No i w sumie tyle <3


Changes || ZAKOŃCZONEPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!