Rozdział dwudziesty ósmy

5.7K 664 22

  Czwarty z mojego zapasiku :) (wciąż sobota)

  Dodaję dzisiaj jeszcze jeden z okazji, że mamy 5k wyświetleń! ♥

  Szczerze Wam powiem, że nawet nie marzyłam o takiej ilości, myślałam, że dobijemy co najwyżej do jednego, góra dwóch tysięcy, a tutaj proszę... Jestem mega dumna z siebie i z Was, dziękuję, że wciąż tutaj jesteście i czytacie moje wypocinki. Mam nadzieję, że chociaż niektórzy z Was zostaną ze mną już do końca, na zawsze ♥

  A i jeszcze jedna okazja!

  Powiem tyle: wczoraj rano byliśmy 241 w rankingu, trochę mnie to podłamało ale i zdeterminowało do pracy. Wieczorem byliśmy 116. Brzmi już lepiej, prawda? Biorąc pod uwagę, że byliśmy już niemalże w pierwszej pięćdziesiątce... Oczywiście to tylko i wyłącznie moja wina, ale wzięłam się w garść i zaczęłam walczyć.

  Zgadniecie którzy jesteśmy teraz? Nie uwierzycie, Aniołki! Jesteśmy 65! 

  Jedno słowo: DZIĘKUJĘ♥

  ***

  Obudziłam się pod wieczór. Byłam w skrzydle szpitalnym, w tym samym łóżku co zawsze. Westchnęłam. Tym westchnięciem obudziłam Krzysia, który siedział na krześle przy moich nogach. Rzucił się w moim kierunku jak nienormalny i przytulił mnie do siebie. Przymknęłam oczy i oddałam się tej pieszczocie w pełni.

  - Jak się czujesz? - usłyszałam głos Teda.

  Krzysiek odwrócił się jak błyskawica i popchnął go w tył.

  - Nie mówiłem ci, żebyś się do niej nie zbliżał i nie kazałem ci wyjść, koleś?! - zawarczał.

  Przetarłam twarz dłońmi.

  - Uspokójcie się obaj! - podniosłam głos. Widziałam, że byli gotowi do bójki. - Krzysiek, to jest Ted i Ted jest moim przyjacielem, więc łaskawie usiądź na dupie i nie naskakuj na niego. Ted, wiesz coś nowego? Wypuszczą mnie stąd do nocy?

  Chłopak pokręcił głową.

  - Nie myślałem, że jesteś aż tak uparta, Em - zaśmiał się. - Z tego co wiem chcą cie przetrzymać do jutra, więc nocą mogę pójść sam, nic mi nie będzie. Przeszukam resztę dołu i będę się kierować w górę, jutro pójdziemy razem i przeszukamy połowę parteru i jeśli zdążymy część pierwszego piętra.

  - Nie lepiej zacząć od góry? Pójdzie szybciej w dół, znaczy no... Dokończylibyśmy dół i przeszlibyśmy na ostatnie piętro, kierowalibyśmy się w dół. Tak będzie chyba szybciej, bo najwyżej jest najmniej do przeszukania.

  Chłopak chwilę zastanowił się nad moim pomysłem.

  - W sumie to mogłoby być dobre. Jesteś mega!

  Zaśmiałam się.

  - O czym wy do cholery jasnej mówicie?! - zawył Krzyś, który niczego nie rozumiał.

  Spojrzeliśmy po sobie z Tedem. Patrzeliśmy w siebie tak uciążliwie, jakbyśmy starali usłyszeć swoje myśli i poprowadzić rozmowę. Niestety tego nie potrafiliśmy, bo byliśmy zwykłymi nastolatkami, a nie super bohaterami. Usiłowałam wyczytać coś z twarzy Teda, ale jego mimika nic nie potrafiła mi zdradzić.

  - Wtajemniczmy go - powiedział.

  Otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia. Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Nie mogłam na to pozwolić.

  - Nie! To niebezpieczne! Jeszcze po tym co powiedział Artur dzisiaj na stołówce. To nie były puste słowa, Ted!

  Byłam przerażona. Spojrzałam na Krzysia, na mojego Krzysia, którego musiałam ochronić przed tym całym syfem. Nie mogłam pozwolić, żeby mu się coś stało. Nie lubiłam takiego ryzyka.

  - Skoro to jest takie niebezpieczne... - Zrobił znak cudzysłowiu w powietrzu, przeciągając ostatnie słowo. - To zrezygnujcie i nie bawcie się w to.

  - To byłoby groźniejsze dla osoby trzeciej w tej historii, którą próbujemy ocalić... - szepnęłam smutno.

  Krzyś wlepił we mnie spojrzenie, którego nigdy nie zapomnę. Był zdenerwowany i zamyślony, wiedziałam, że nie odpuści. Jego determinacja w tamtym momencie sięgnęła granic wytrzymałości, już wiedziałam, że będę zmuszona wyjawić mu prawdę.

  Ale nie chciałam.

  ***

  Powie mu? :O

  Wasza Kejti xx


Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!