Rozdział dwudziesty pierwszy

6.3K 697 22

  DZIĘKUJĘ ZA TRZY TYSIĄCE WYŚWIETLEŃ PRZY TYM OPOWIADANIU ♥

  NIE WIECIE ILE TO DLA MNIE SZKRABY ZNACZY ♥

  KOCHAM WAS!! ♥

  ***

  Siedzieliśmy w ciszy. Paliłam kolejnego papierosa i myślałam nad tym wszystkim, nie spiesząc się w ogóle. Cisza, która panowała pomiędzy nami, nie przeszkadzała nam ani trochę. Każdy z nas miał niezły bałagan w głowie, ja myślałam nad jego słowami i przeszłością jego brata, a on czy chce mi pomóc w poszukiwaniach Klary... 

  W końcu chłopak odetchnął głośno, a nasze spojrzenia skrzyżowały się ze sobą.

  - Dobra z ciebie dziewczyna, Em.

  Uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok. Wcale nie byłam dobra, nie traktowałam ludzi tak jak powinnam była. Za często podnosiłam głos na mamę, nie słuchałam taty, krytykowałam nauczycieli, wymyślałam wszystkim wredne przezwiska, odpychałam od siebie ludzi jak najdalej, nie chciałam słuchać nawet najbliższej przyjaciółki, kiedy jeszcze nią była. Byłam pieprzoną egoistką. Chciałam mieć spokój, nie chciałam być zraniona, co szło w parze z byciem samotną. Nie przeszkadzało mi to wtedy. Dopiero tutaj zrozumiałam jak wiele traciłam przez te wszystkie lata, jak bardzo zraniłam samą siebie uciekając przed tym uczuciem ze strony innych. Całe moje życie było porażką. Nawet to, że zaufałam Azorowi, a nie mojemu Krzyśkowi było poronionym pomysłem, którego żałowałam. Chłopak stał się kolejną osobą do kolekcji, którą od siebie odsunęłam... Chciałam się zmienić, ale nie potrafiłam... Bałam się.

  - O czym myślisz? - zapytał po chwili mojego milczenia.

  Spojrzałam na jego ręce, które spoczywały spokojnie na kolanach. Musiał wypalić swoją już chyba dziesiątą fajkę pod rząd znowu szybciej niż ja. Uniosłam delikatnie głowę i zamrugałam powoli. Uśmiechnęłam się nieśmiało.

  - Dlaczego mam ci się zwierzać jak nawet nie wiem jak masz na imię?

  Usłyszałam jego śmiech i dostrzegłam poruszającą się klatkę piersiową strasznie szybko. Znów na mnie nie patrzył, szukał czegoś wzrokiem w przestrzeni, która otwierała się przed nami i wydawała się być na wyciągnięcie ręki. Tak naprawdę była odległa, była tak cholernie daleko, wydawała się zakazana, ogrodzona żelazną, ciężką bramą i wysokim ogrodzeniem z drutu kolczastego, czasem zastanawiałam się czy nie jest odpięty do prądu, żeby od razu zabijać uciekinierów. Czy było stąd jakiekolwiek wyjście, jakakolwiek droga ucieczki?

  - Gdzie moje maniery? Jestem Tadeusz! - zaśmiał się krótko. - Nie naprawdę. Mój ojciec miał hopla na punkcie wódki "Pan Tadeusz", więc stwierdził, że jedno dziecko musi się tak nazywać. Z łaski swojej mów mi Ted.

  Zaśmiałam się krótko.

  - Okej, Ted. Myślę, że nie jestem taką osobą jaką chciałabym być i nie wiem czy potrafię to zmienić. Na pewno nie tutaj... Muszę się stąd wyrwać.

  - Wiem jak stąd uciec, ale musisz zostawić sprawę Klary.

  - Nie! - odpowiedziałam bez zastanowienia. - Nie zostawię jej.

  - Uparta jesteś - rzucił chłodno i westchnął, by po chwili spojrzeć na mnie ze smutkiem w oczach. - Dobrze, pomogę ci.

  Nie wytrzymałam i rzuciłam się na niego. Przytulałam go śmiejąc radośnie. Po kilku chwilach, chłopak również objął mnie mocno i zawtórował. 

  Chwilo trwaj - pomyślałam.

  ***

  Mamy kolejny ♥

  Mam do Was prośbę, a mianowicie proszę Was - nie naciskajcie na mnie, bo mi się odechciewa :'( Jeśli czytacie moje notki doskonale wiecie, że moja nieobecność spowodowana jest głównie tym, że mam mnóstwo nauki na rozszerzenia i nie radzę sobie ze wszystkim na raz :') 

  Wasza Kejti xx


Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!