Rozdział 10

2.4K 227 13

- Skarbie! - Zawołał mnie Zayn, na co przewróciłam oczami, ponieważ wiadome było, że chłopcy nie znali mojego imienia, więc zmuszeni byli do tego, żeby wołać na mnie inaczej, a że za mądrzy nie byli, to wpadli tylko na to, żeby zwracać się do mnie pieszczotliwie. - Chodź no tutaj!

Z westchnieniem spojrzałam na Niall'a, który dostał fuchę jako mój goryl do obrony, na wypadek gdybym postanowiła zwiać, a on skinął głową, więc razem ruszyliśmy w kierunku działu z bielizną, co mnie nawet nie zdziwiło, tak szczerze mówiąc. Zdaniem chłopaków mogłam chodzić po domu tylko w bieliźnie, a mnie zaczynało to powoli irytować. No bo, do jasnej cholery, dziewczyna nie była tylko od tego, żeby się do niej ślinić i podziwiać.

Smętnym krokiem dowłóczyłam się do bruneta i zobaczyłam jego, szczerzącego głupio zęby, podczas gdy w dłoni trzymał znikomy kawałek materiału, nazywający się majtkami, który tak szczerze więcej odkrywał niż zakrywał. Uniosłam wysoko brwi i niechcący parsknęłam, ale widząc, że chłopakowi tylko zrzędła mina mogłam śmiało stwierdzić, że moja reakcja nie była zła i nawet się takiej spodziewał.

- Nie ma mowy, Zayn. Zapomnij - rzuciłam, sznurując wargi i obdarowując Niall'a, który stał za mną, torbą, jaką dzierżyłam w dłoni, ponieważ zaczynały boleć mnie od niej ręce (oczywiście bondyn i tak nosił za mną o wiele więcej, ale jak na razie mu to nie przeszkadzało, więc postanowiłam to wykorzystać). - Ale skoro już tutaj jesteśmy, to kupię kilka kompletów.

Postanowiłam zignorować ten błysk w oczach Zayn'a i wymijając go ruszyłam do działu z koronką, ponieważ od zawsze taka bielizna mi się podobała. Nawet nie przymierzając wybrałam kilka czarnych kompletów, dwa białe i jeden czerwony, a następnie miałam zamiar udać się do kasy, ale zatrzymało mnie pytanie Louis'a, który nagle pojawił się przy nas.

- To ty nosisz B? - Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ponieważ miałam wrażenie, że usłyszał to cały sklep, a na domiar złego chłopak stanął naprzeciwko mnie i bezkarnie wgapił się w mój biust, na co chrząknęłam z niezrozmieniem.

- Gdzie indziej mam twarz, Lou - zauważyłam, na co on jakby oparzony odskoczył ode mnie i później bez słowa odszedł, jakby zawstydzony, ale nie przejęłam się tym i razem z Niall'em udałam się do kasy, gdzie on zapłacił za bieliznę, a ja po prostu usiłowałam nie śmiać się, widząc te dziesięć toreb, jakie ze sobą taszczył.

Autentycznie go lubiłam.

Avalon, przestań. Zostałaś porwana, rozumiesz?! Por - wa - na!

- To gdzie teraz? - Zapytał, kiedy wyszliśmy ze sklepu i błądziliśmy po wielkiej galerii. Musiałam kupić jeszcze szampony i inne tego typu rzeczy, choć nie podejrzewałam, że kosmetyki będą potrzebne, ponieważ niekoniecznie wychodziłabym poza próg domu, w którym byłam przetrzymywana.

- Rossman - mruknęłam, przeglądając torbę, w poszukiwaniu nowych trampek, ponieważ te, które miałam na nogach mnie strasznie uwierały, ale przeszkodził mi w tym dźwięk, jaki wydał z siebie mój brzuch, a mianowicie bardzo głośne burknięcie.

Miałam ochotę przeklnąć, ale nie uznałam tego za dobre wyjście w towarzystwie Niall'a, więc jedynie przymknęłam oczy, żeby się nie wściec.

Serio, brzuchu?!

- Chyba jednak najpierw McDonald's - mruknął zachrypnięty głos, który od razu rozpoznałam.

Na pewno Harry.

- Och, to wy idźcie do McDonald'a, a ja udam się do Nando's - powiedział zadowolony blondyn, wręczając na pewno Harry'emu moje zakupy, ale zanim odszedł, zostawiając mnie totalnie skołowaną, zatrzymałam go, pewnie łapiąc za ramię.

- Nie mógłbyś tego zanieść do samochodu? - Zapytałam, wskazując na pakunki, które ledwo mieściły się w ramionach loczka, a Niall tylko uśmiechnął się do mnie pociesznie i zabrał rzeczy spowrotem, udając się tym razem w stronę wyjścia na parking, gdzie chłopcy zatrzymali samochód.

Spojrzałam na na pewno Harry'ego i z westchnieniem ruszyłam w kierunku najbliższego McDonald'a, więc ten tylko poszedł za mną.

- Nie wyglądasz jakbyś cieszyła się na mój widok - zauważył, wyrównując krok, a ja łypnęłam na niego tylko okiem, żeby później prychnąć.

Zatrzymaliśmy się przy jednej z ławek, na której zmieniłam swoje obuwie i, widząc, że chłopak nie odpuszczał, tylko jęknęłam:

- Przecież nic nie mówię.

- O, właśnie - rozpromienił się, ciągnąc mnie do góry za dłoń, ponieważ ubrałam trampki. - Apropos mówienia. Dlaczego tak nagle zaczęłaś się do nas odzywać?

Spojrzałam na niego kątem oka, a widząc jego poważny wzrok postanowiłam wyznać prawdę.

- Skoro nie mam wrócić do domu, to jakoś obojętne mi jest kiedy umrę - mruknęłam cicho, żeby tylko on usłyszał, a na pewno Harry jedynie wywrócił oczami.

- Przecież nie chcemy cię zabić - syknął w moją stronę.

- Och - zaśmiałam się głupio. - Więc jeśli wam odpyskuję lub zachowam się jak wolny człowiek, to pogłaszczecie mnie po główce, tak? Błagam cię.

Brunet spojrzał na mnie z politowaniem i w końcu westchnął, na co uznałam, że przyznał mi rację.

- Możemy zapomnieć o tej rozmowie i iść coś zjeść? - Zaproponował, a ja skinęłam głową, posyłając mu wymuszony uśmiech.


Jestem!

Chciałabym dodać za kilka dni następny, ale nie wiem czy mi wyjdzie xd

Kocham was <3 


Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!