23. Czarny jaguar

16.9K 1.5K 704

Ledwo Erin zdążyła wyciągnąć dłoń, Michael zareagował.

— Nie ma mowy — odezwał się ostrzegawczo i na chwilę oderwał wzrok od drogi, żeby posłać jej dyscyplinujące spojrzenie. Erin nie dała się zastraszyć.

— Daj spokój — spróbowała go zignorować, znów wyciągając rękę w stronę radia. Michael zmienił pas, żeby wyprzedzić wlekący się przed nimi pojazd i przyspieszył znacząco.

— Mój samochód, moje zasady, Laneford. Nie będę słuchał żadnego pieprzonego radia.

Erin wydała z siebie poirytowane warknięcie.

— No cóż, ja nie mam zamiaru słuchać jak oddychasz przez najbliższe trzy godziny, więc mamy problem.

Michael znów na nią zerknął. Erin zaczęła się zastanawiać, czy ich bezpieczeństwo na tym nie ucierpi. Przechyliła się w jego stronę, żeby spojrzeć na prędkościomierz.

— Oczy na drogę — palcem wskazała serpentynę asfaltu przed nimi. — Nie chcę zginąć w twoim towarzystwie.

Chłopak westchnął i zacisnął palce mocniej na kierownicy.

— Zachowuj się tak dalej, Laneford — syknął — a wyrzucę cię na najbliższej stacji benzynowej.

Erin wywróciła ostentacyjnie oczami i skrzyżowała wyzywająco ręce na biuście, po czym wbiła wzrok w przednią szybę. Siedziała w samochodzie sam na sam z Michaelem Castalawem i ciągle na nowo odtwarzała sobie w głowie serię wydarzeń, która do tego doprowadziła.

* * *

Ostatecznie powódź udało się powstrzymać dopiero tuż przed obiadem, przez co wszystkie lekcje na trzecim piętrze zostały odwołane na cały dzień. Nikt do końca nie wiedział, w jaki sposób poradzono sobie z wodą, ale wolny czas był wystarczająco satysfakcjonujący, żeby się nie dopytywać. Z resztą, gdyby Lucille Lantherbom, członkini rady pięciu, Wielkiej Piątki i jednocześnie jedna z najpotężniejszych Czarodziejek Ameryki Północnej nie była w stanie poradzić sobie z wybrykiem uczennicy trzeciego roku, znaczyłoby to, że coś jest nie tak.

— Myślicie, że posłali ją do KRATERu? — zapytała swoich przyjaciół Erin.

Siedzieli na swoim stałym miejscu w salonie – w zagłębieniu w tylnej części sali, z dwoma kanapami i stolikiem do kawy, odgrodzonym z prawej strony przez regały. Ponieważ ich szlaban nadal trwał, to właśnie tu spędzali większość weekendów.

— Kogo? — zainteresował się Lucas, unosząc lekko brew na dziwnie zaniepokojenie w głosie dziewczyny.

— Alex — wyjaśniła Erin. — Nie widziałam jej na śniadaniu.

Keith wzruszył ramionami.

Choć szalona Czarodziejka już nie raz naraziła ich na niebezpieczeństwo, Erin nie potrafiła jej nie lubić. Przed oczami nadal miała rozwścieczonego Michaela, który obiecywał, że wrzuci dziewczynę do KRATERu i wierciło jej to dziurę w brzuchu. Nie umiała sobie wyobrazić zakręconej, nieświadomej niczego Alex w zamknięciu, z dala od jej magicznych książek i eksperymentów.

— Nie — odezwała się Tatiana, podnosząc wzrok znad ekranu komórki. Kiedyś brunetka miała nos wiecznie wetknięty w książkę, ale ostatnimi czasy często można było przyłapać ją na wystukiwaniu wiadomości. Erin była pewna, że wszystkie są do Dale'a. — Nie wysłali jej do krateru — oświadczyła już jaśniej. Jej twarz jak zwykle nie zdradzała zbyt wiele emocji.

— Skąd masz pewność? — nie poddawała się Erin, teraz już nie kryjąc swojego zmartwienia. Tatiana westchnęła ciężko.

— Wycieczki do KRATERu mają być karą — oznajmiła, jakby to cokolwiek tłumaczyło. Wszyscy kiwnęli niepewnie głowami z brakiem zrozumienia wypisanym na twarzy. Tatiana westchnęła po raz drugi.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!