Rozdział dziesiąty

8.8K 834 131

  Po jednodniowej przerwie od całego tego syfu, wróciłam do swojego pokoju. Rozejrzałam się po tym smutnym miejscu. Wolałabym zamieszkać w skrzydle szpitalnym, mimo tego, ze barwy były podobnie przytłaczające, nie czułam się tam jak w klatce, miałam tam z kim porozmawiać i było jakoś milej niż samej tutaj. Niestety za zamkniętymi drzwiami kryłam swoje tajemnice, kryłam Dziennik i wszystko co wiem. Tutaj zdejmowałam maskę, którą przybierałam jak zbroję na czas lekcji i spotkań z innymi pacjentami.

  Ułożyłam się wygodnie na łóżku, które wydawało mi się być zrobione z metalu bądź jakiegoś typu samego żelastwa, więc ułożenie się wygodnie znaczyło - "nie nic mnie chyba nie boli".

  Wyjęłam spod łóżka pudełko z Dziennikiem i zaczęłam czytać. 

11 października

Zwiedzałam znowu nocą szkołę. Nie wiem dlaczego, ale wydaje się jaśniejsza w noc niż w dzień. W ciągu dnia chodzą tutaj smutni ludzie, smutni tak jak ja i mimo tylu znajomych, tak naprawdę są samotni. Tak jak ja. Zaśmiecamy tylko te korytarze, a gdybyśmy się zabili? Jakieś masowe samobójstwo? Dla każdego byłoby lepiej i prościej. Nauczyciele i psycholodzy nie zawracaliby sobie nami dupy, więc byłoby im w sumie na rękę... Rodzice przestaliby płacić za tutejszy pobyt i ogólnie za nas, byłoby im łatwiej. Przyjaciele przestaliby się o nas martwić i przejmować brakiem kontaktu z nami, w pewnym sensie ulżyłoby im. Chociaż mimo tego nie dużo osób z nas ma w ogóle przyjaciół czy znajomych... czy ludzi, którym chociaż trochę na nas zależy... Takie jest nasze smutne życie.

  Otarłam łzy kręcące się w moich oczach wierzchem dłoni.  Miało to sens, niosło to czystą prawdę. Każde jej słowo trafiało w mój czuły punkt. Tak już mają ludzie z depresją... Pociągnęłam kilkakrotnie nosem i wróciłam do czytania.

12 października

Dzisiaj spędziłam cały dzień samotnie, oprócz Artura, który radośnie wołał, że za kilka dni ma odbyć się dyskoteka. Super, dyskoteka dla psycholi. Nic lepszego nie mogło mi się przytrafić. Na imprezach na których byłam było mnóstwo ćpania, pełno ludzi stało przed domem z odpalonymi papierosami w ręku, a wódka lała się hektolitrami. Co ludzie stąd (chodzi mi o nauczycieli czy opiekunów, trochę nie wiem jak mam to nazwać) mogli wiedzieć o dyskotekach czy jakichkolwiek innych imprezach dla nastolatków? Podpowiem. GÓWNO.

13 października

Dowiedziałam się od Artura, że zachowuję się jak duch, nie uśmiecham się, nie odzywam, szuram nogami i wlekę się po korytarzach. Doszło to w końcu do mnie. To Oni to ze mnie zrobili, nikt inny nie był temu winien. Nie określałam się jako człowiek, byłam "to".

14 października

Nie wiem jak wytrzymałam czas spędzony tutaj, ale zaczęłam się dusić tym powietrzem. Powietrze, które się tutaj znajdowało również było chore, tak jak osoby znajdujące się w tym miejscu. Jest to w sumie przykre, ale stało mi się to obojętne. Obojętność wkradła się do mojego życia już dawno temu i często chodziła krok w krok obok mnie, nie opuszczając mnie na krok. dlatego miałam w dupie Artura, innych ludzi, którzy do mnie nie mówili, nauczycieli, którzy zwracali mi uwagę za nieuważanie na lekcjach, strasznego woźnego, który stał się straszny, gdy przyłapał mnie gdzieś w nocy w szkole kilka dni temu... Nie był jednym z Nich, bo miałabym przerąbane... On po prostu był zły, próbował mnie ochronić przed oddziałem zamkniętym, na który nie wchodziłam od tamtego czasu... Zaprowadził mnie do mojego pokoju i kazał się schować, i nikomu nie powtarzać co się wydarzyło tamtej nocy. Był w porządku, jak nieliczni stąd. Była jeszcze fajna pielęgniarka, która dała mi leki przeciwbólowe, gdy miałam ten cały gówniany detoks od piguł, które usiłowali mi podać. Już ich nie brałam.

15 października

Nadal się Ich boję... Kurwa, jestem cholernie przerażona TYM ŚWIATEM.

  Klara co masz na myśli?

16 października

Weszłam ponownie w ciągu nocy na oddział zamknięty, ale wywalili mnie z niego i kazali nigdy nie próbować się dostać tam z własnej woli. Nie rozumiałam ich. Co takiego się tak kryło? I dlaczego mnie tak po prostu stamtąd wypuścili? Doktorek miał wolne?

17 października

Było strasznie upiornie, nie wiem nawet gdzie byłam. Co to za miasto? Jak się nazywa ten cały chory dom pojebów? Po prostu trwałam... Z czasem starałam się przestać oddychać... Byłoby łatwiej...

  Zamknęłam Dziennik i odpłynęłam. Nie zdążyłam nawet schować go do pudełka, w którym zwykle się znajdował, przykryłam go tylko kołdrą i poszłam spać. 

  Czekałam na rano, aż zobaczę mojego Krzysia. Aż zobaczę jego uśmiech. Aż poczuję jego ciało ściśle przylegające do mojego. Aż poczuję jego usta na moim czole bądź policzku. Nie spieszyło się nam, nie całowaliśmy się, często nawet nie staliśmy za blisko siebie. Ta odległość, ten spokój, który nam towarzyszył był jak najbardziej w porządku. Cieszyłam się, że chłopak tak po prostu przyjął do wiadomości, że pewien czas temu zostałam zgwałcona i nie chciał robić nic pochopnie, bez mojej zgody, nic na siłę... W sumie lubiłam go za to, tak, właśnie za to. Za to, ze mu się nigdzie nie spieszyło. Nie był tym typem chłopaka, który musi mieć wszystko na pstryknięcie palcami, który nie trzyma na wodzy swojego kutasa i myśli tylko o jednym. 

  Bałam się tylko, że nie będziemy mieli innych tematów do rozmów niż nasze problemy... Bo do tej pory "naszymi rozmowami" były się chamskie odzywki i zagrania poniżej pasa. chociaż nie wiem czy można było określić to "rozmowami"...

  Pasowało mi to i bałam się tej zmiany. 

  Jak mamy zachowywać się teraz? 

  Ale z drugiej strony myśl o nadchodzących zmianach, była ekscytująca i wywoływał motyle w moim brzuchu, czego nie poczułam od bardzo dawna...

  ***

  Przepraszam, że dodaję rozdział dopiero teraz i że was zaniedbałam, ale siedzę codziennie do drugiej nad ranem z nosem w książkach i teraz w sumie postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę :)

  Przepraszam jeszcze raz, dziękuję za wsparcie i wszystkim, którzy czekają w dalszym ciągu na dalsze części tego opowiadania, jesteście niesamowici <3

  Możecie komentować i głosować, będzie mi strasznie miło <3

  Nie pytajcie kiedy będzie kolejny rozdział, bo nawet ja tego nie wiem. Zależy od moich nowych miłości - Biologii, Matematyki, Polskiego i Angielskiego, nie ode mnie :')

  Zrobimy może sprawdzian obecności, kto przeczyta ten rozdział i tą notkę piszę "Jestem" w komentarzach czy coś podobnego na znak, że jesteście nadal obecni w moim życiu , co Wy na to? :* Chcę wiedzieć ile mam swoich prywatnych aniołków :') <3

Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!