21. Kot, zdjęcie i worek treningowy

17.9K 1.6K 852

Chayana stała przy kredensie w wielkiej kuchni i czekała, aż woda w czajniku się zagotuje. Prawie wszystkie szafki były tutaj puste, wielki dom miał dwie kuchnie – dla właścicieli i dla służby i ta pierwsza była praktycznie tylko reprezentacyjna. Właściwie połowa rzeczy tutaj była tylko reprezentacyjna i trudno się dziwić. Czego innego spodziewać się po ogromnej posiadłości, którą ktoś wybudował z myślą o spokojnych tygodniach lipcowego urlopu w otoczeniu przyjaciół, którzy dbali pewnie bardziej o pieniądze niż relację.

Na błyszczącą wyspę kuchenną wskoczył duży, bury kot z szarozielonymi oczyma i miauknął cicho. Kobieta zmarszczyła brwi i pstryknęła odstraszająco.

— Alea, co ci mówiłam? Żadnego łażenia po meblach — machnęła ręką w stronę zwierzęcia i kot zeskoczył na ziemię, lądując zwinnie na czterech łapach. Rozległo się kolejne miauknięcie. — Dość zabawy. Ubieraj się, znajdź Eve i zaczynajcie zajęcia. Ale już.

Kot miauknął ponownie, z pretensją, ale posłusznie przelazł do salonu. Chwilę później przy kanapie pojawiła się naga dziewczyna, która złapała leżący na kanapie koc i owinęła się nim szczelnie, posyłając niezadowolone spojrzenie stojącej nadal przy wyspie kobiecie.

Oswojenie się z nagością przyszło samo. Na początku to była tortura – nieuniknione demonstrowanie swojego ciała ledwo znajomym ludziom sprawiało, że Alea miała ochotę zapaść się pod ziemię. Albo płakać. Albo zapaść się pod ziemię i płakać ze wstydu. Ale bycie zwierzęciem samo w sobie sprawiało, że czuła się naga. Zwierzęta nie noszą ubrań. Mają futro, ale jest to częścią ich ciała. Dlatego wystarczyło kilka dni, by nagość zaczęła stawać się dla niej czymś bardziej naturalnym i mniej wstydliwym. To było bardzo charakterystyczne dla Zmiennokształtnych. Nie oznaczało to oczywiście, że celowo paradowała po posiadłości bez ubrań. Po prostu kiedy przychodziło się jej przemieniać, był to jeden z etapów procesu. Tylko tyle. Nie wstydliwa, odstręczająca, traumatyczna rzecz. Etap procesu.

— Mówiłaś, że mogę mieć przedpołudnia dla siebie — stwierdziła Alea z niezadowoleniem, wkraczając do kuchni. Jedną ręką nadal przytrzymywała koc przy biuście, drugą sięgnęła po leżące na blacie jabłko.

— A ty mówiłaś, że nie będziesz łazić po meblach — odcięła się kobieta, zalewając kawę wrzątkiem. — Trochę więcej wiedzy ci nie zaszkodzi — dodała. Alea westchnęła. Lubiła Eve i lubiła poznawać senturalny świat, ale czasem miała ochotę po prostu leżeć i nic nie robić. Kiedy żuła kęs jabłka do kuchni przyplątał się Kot i z cichym miauknięciem wskoczył na blat. Chayana zmarszczyła złowrogo brwi.

— Złaź — poleciła, machając ręką, by spłoszyć zwierzę, ale w przeciwieństwie do Alei, Kot nie ruszył się ani o centymetr. Kobieta westchnęła głośno, po czym zgarnęła swój kubek i ruszyła w stronę jednego z pokoi.

— Wasza dwójka ma się stąd wynosić — poleciła jak zawsze surowym tonem. — Ubierz się i znajdź Eve. I zrób coś z Kotem.

Alea wywróciła oczyma.

— I zrób coś z Kotem — przedrzeźniała już nieobecną Chayanę, robiąc głupią minę. Wyrzuciła ogryzek jabłka do śmietnika, po czym wyciągnęła wolną rękę i zgarnęła zwierzę, przyciskając je do siebie. — Jak się dzisiaj miewasz? — zapytała, uśmiechając się pogodnie.

Kot miauknął cicho i dziewczyna od-miauknęła mu, choć nie była w stanie go zrozumieć. Ani w tej, ani w zwierzęcej formie. Potem zaśmiała się cicho sama do siebie i ze zwierzęciem na rękach ruszyła do swojego pokoju, uważając żeby nie nadepnąć na koc i nie wywrócić się na schodach.

Alea znalazła Eve niedługo później, w jednym z pokoi w zachodniej części budynku. Eve siedziała na kanapie, rozkładając na niskim stoliku przed sobą mapę Ameryki Północnej. Powitała dziewczynę przyjaznym uśmiechem i skinęła, by ta zajęła miejsce obok niej.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!