17. Dwójki, trójki i wielkie organizacje

20K 1.6K 777

Można umierać na wiele różnych sposobów. Gdy jest się śmiertelnie chorym, jest szansa, że uda się nam z tą chorobą pogodzić i odejść w spokoju. Są śmierci nagłe, w tragicznych wypadkach, kiedy w ogóle nie ma czasu na myślenie, albo takie zupełnie naturalne, we właściwym miejscu i czasie, z którymi nie wypada się kłócić. Tymczasem Alea Laneford umierała po kawałku. Zapadała się w sobie, jak balonik, z którego wypuszczono powietrze. Każdego dnia budziła się, jakby odrobinę mniej, a wieczorami coraz mniejsza jej część zasypiała. Czegoś jej brakowało. Trochę nie mogła, a trochę nie chciała wierzyć, że to wszystko, to jest Wszystko. Że to na co patrzy i o czym wie to, plus minus, cała nasza rzeczywistość. Posklejana z kolorowych ścian, pachnących drzew, płaczu dzieci, zapachu nocy, matematycznych wzorów i praw fizyki. Mniej więcej od początku roku prześladowało ją to dziwne uczucie, że coś w niej nie pasuje do świata, nie pasuje do niej samej, aż wreszcie, po kilku miesiącach takiego stanu zdała sobie pewnego dnia z przygnębieniem sprawę, że nie ma pojęcia, kim właściwie ta „ona sama" jest. Im dłużej to wszystko trwało, tym częściej można było ją przyłapać w kiepskim humorze i nawet Erin zdarzało się narzekać, że Alea się od niej troszeczkę odsunęła...

Wtedy właśnie przyszła przemiana. W lipcu po raz pierwszy świat Alei się zatrząsł i zmienił, by już nigdy nie powrócić do dawnej formy. Jednak to, co przeraziło dziewczynę najbardziej to, o dziwo, nie sama zmiana w zwierzę, ale obrastające ją z każdej strony uczucie, że tak powinno być. W efekcie Alea Laneford w dniu swojej pierwszej przemiany i ostatecznego objawienia się jako Zmiennokształtna nie odczuła traumy z powodu uświadomienia sobie, że nie jest człowiekiem. Stało się coś wręcz przeciwnego, odczuła ulgę. Wszystkie te miesiące niepewności, dziwnego poczucia braku przynależności, godziny poświęcone na zastanawianiu się, co jest nie tak, wszystko to, jak się okazało, prowadziło do tego jednego, lipcowego wieczoru. Zmieniając się w zwierzę uzyskała naglę odpowiedź na wszystkie dręczące ją pytania i w jednej chwili zrozumiała, że ta niezwykła moc siedziała w niej od zawsze. Jak jakieś zduszone przeczucie, Zmiennokształtność pulsowała w jej krwi dzień po dniu, niezauważalna, niewyczuwalna, ale prawdziwa. Alea była przesiąknięta senturą i choć wtedy nie zdawała sobie z tego sprawy, podpowiadała jej to podświadomość. Zmieniając się tamtej nocy po raz pierwszy od dawna poczuła się pełna. W całości.

Wbrew pozorom jednak nie torowało jej to przejścia na prostą, wygodną drogę ku szczęściu. Choć bowiem zyskała jako takie poczucie samej siebie, nadal stała w progu świta zupełnie jej obcego, trudno więc było dziwić się jej rozchwianiu. Tak właśnie zbliżamy się do odpowiedzi na pytanie: Czemu Alea Laneford nie poszła do Mallaroy? Czemu tak bardzo nie chciała? Dlaczego wybrała bandę podejrzanych uciekinierów i pozostawiła za sobą problemy do rozwiązania, którymi musiała zająć się jej własna siostra?

Powód był jeden, oczywisty i tak bardzo nam wszystkim znany, że trudno się z nim nie utożsamić. Strach. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że w ciągu niecałego roku bycie człowiekiem stało się dla niej bardziej nienaturalne, niż bycie Zmiennokształtną, choć nie znała jeszcze wtedy tego terminu. Ta zmiana tożsamości przebiegła wewnątrz niej przerażająco niekontrolowanie i po cichu. Kiedy więc dostała list z Mallaroy zaczęła w panice zastanawiać się, jakie nowe zmiany w niej samej przyniesie mieszkanie pośród czterech innych ras. To był strach paraliżujący, bo walczyła sama ze sobą. Wiedziała, że jest sobą, ale jednocześnie miała świadomość, że rok temu, jako człowiek, również czuła się sobą. To było rozbijające, od środka, zżerało ją jak choroba i popychało do irracjonalnych decyzji. Chciała za wszelką cenę pozostać Aleą Laneford, siostrą bliźniaczką, córką, przyjaciółką, a wszystkie głosy w jej głowie krzyczały, że wystarczy kilka miesięcy w Mallaroy, by wszystko to rozpłynęło się w powietrzu. Kto wie, co by się z nią stało? Może pośród obcych istot jej siostrzana miłość zniknęła by tak samo, jak poczucie człowieczeństwa? Może świadomość, że ma matkę i ojca mieszkających w London, Ohio, zaczęłaby ja drapać i swędzieć i po jakimś czasie zagubiłaby się, zostając zastąpiona przez nowe emocje nowej Alei? Strach przed tak irracjonalnymi rzeczami był śmieszny, ale prawdziwy, do bólu, do szpiku kości. Więc gdy nadarzyła się okazja, by sprzeciwić się kolei wydarzeń, rzucić wyznaczony tor losu i uciec, dziewczyna chwyciła ją i wsiadła do czarnej terenówki. I do dziś nie była w stanie ocenić, czy postąpiła słusznie.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!