16. Pełnia (szczęścia) i pech

19.4K 1.6K 977

Kochana Erin,

nie odpisałaś na mój poprzedni list. Znam cię wystarczająco dobrze, by skręcać się ze strachu, co znów wykombinowałaś. Co u Ciebie? Co u Bethany, rodziców? Udało Ci się jakoś zmydlić oczy Julie? Czuję się paskudnie, okłamując wszystkich i prosząc Cię o to samo. Czuję się bardziej niż paskudnie, że zniknęłam tak bez śladu. Mówili mi, że wrócę po tygodniu i wszystko wtedy wydawało się takie sensowe. Teraz zaczynam się bać. Czasem zastygam w miejscu i dociera do mnie, jak szalona jest nasza rzeczywistość. Nad niczym już nie mam kontroli. Chciałabym Ci napisać wszystko, każdy szczegół! Ale nie mogę, Martin (mój powiedzmy-opiekun) ledwo zgodził się na te maile. Telefon zabrali mi już dawno, bo ktoś nas szuka i „nie możemy ryzykować". Sama nie wiem, to jest ponad moje siły! Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jakie męki Ty przechodzisz. Masz pewnie równie ciężko, a w dodatku wiesz o połowę mniej. Dziękuję, dziękuję, dziękuję – to i tak za mało, ale pewnie się domyślasz, jak bardzo jestem Ci wdzięczna. Za wszystko, co dla mnie zrobiłaś i za to, co zrobisz. Wiem dobrze, że starasz się na 100%. Tak to już w naszej rodzinie jest. Mam nadzieję, że ten mail do Ciebie dotrze i że mi odpowiesz (szybko!). Kusi mnie, żeby napisać więcej, ale o jednych rzeczach nie mam pojęcia, o niektórych mówić nie mogę, a jeszcze inne nie przeszłyby mi „przez palce".

Gdziekolwiek jesteś, myślami jestem z Tobą,

A.

Kiedy grupa uczniów wchodziła do gabinetu Rady, minęła się w drzwiach z trzema Protektorami. Mieli czarne, wojskowe buty, spodnie z dużymi kieszeniami i również czarne kamizelki, na których złotą nitką została wyszyta pięciogłowa Hydra, symbol Pokoju. Z surowymi minami i niezadowolonym wzrokiem, opuścili pomieszczenie, bez słowa, odprowadzeni niepewnymi spojrzeniami młodzieży. Chwilę później wszyscy już stali w gabinecie. Winnych było aż jedenaście, więc z trudem zmieścili się w jednym szeregu naprzeciw pokaźnego biurka z ciemnego drewna, za którym usiadła Lucille. Reszta członków Rady ustawiła się po obu jej stronach, łącznie z Benedictem Abbotsem, który pojawił się chwilę po wyjściu Protektorów. Przez pewien czas w gabinecie trwała nieprzyjemna cisza. Erin miała wrażenie, że spojrzenia profesorów zaczynają ją fizycznie wciskać w podłogę. W końcu Demelza Valdenrei odchrząknęła wyniośle i powiodła po nich zdenerwowanym wzrokiem. Na każdym z Wampirów zatrzymała swoje spojrzenie nieco dłużej, wyraźnie zirytowana, że oto nie może tym razem wynieść ich ponad innych.

— Wyłączony z użytku komputer w sekretariacie oraz radiowęzeł, zdewastowany zamek w drzwiach pokoju lidera Wilkołaków, zbita szyba i odbarwiona podłoga w pokoju liderki Czarodziejów, uszkodzone meble w pokoju lidera Łowców — zaczęła wyliczać, tonem zimnym jak lód. — To są szkody, które wyrządziliście. Udało się wam przy tym podszyć się pod profesora, nadać fałszywe ogłoszenie przez szkolny radiowęzeł, wszcząć bójkę, wzniecić pożar i uruchomić alarm przeciwpożarowy, naruszyć zasady używania magi w Mallaroy, naruszyć przywileje liderów w Mallaroy, naruszyć całą masę innych zasad, w tym zasady Pokoju i doprowadzić do ewakuacji szkoły.

Po tym podsumowaniu znów zapadła cisza. Rzeczywiście, kiedy ktoś ujmował to w ten sposób, ich winy urastały do olbrzymich rozmiarów.

— I wszystko to w jedno popołudnie — dodał profesor Abbots. Jego głos, dla odmiany, brzmiał całkiem serdecznie. Wydawało się, że w spojrzeniu mężczyzny czai się zrozumienie, a na ustach nawet odrobina rozbawienia. W końcu nie dało się zaprzeczyć, że młodzież przeprowadziła bardzo zorganizowaną, całkiem imponującą akcję. Do momentu, kiedy wszystko się zawaliło. Jeśli więc ktoś miał spojrzeć na to wszystko z pozytywnej strony, był to profesor Abbots. Ale niczego to nie zmieniało.

— Co wy sobie myśleliście?! — zagrzmiał nagle profesor Ormond. Najwyraźniej faza ciszy dobiegła końca i przyszedł czas, by dostali solidny ochrzan. Część uczniów skrzywiła się mimowolnie na dźwięk donośnego basu. — Naraziliście siebie i innych na poważne niebezpieczeństwo! Zdajecie sobie sprawę, jak wielką wagę mają wasze przewinienia?!

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!