Pov: Alastor
-Oni chcieli mnie upić żeby wyciągnąć informacje o tobie... - Wymamrotał w końcu, a ja spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
No to sobie wybrali świetną osobę do przesłuchania. Husk już nie żyje.
Żebyśmy się źle nie zrozumieli, nie byłem w takim szoku przez sam fakt, że ktoś z hotelu chciał wyciągnąć informacje o mnie. Najzwyczajniej w świecie nie spodziewałem się aby ktokolwiek rozsądny poszedł z taką sprawą do Lucyfera! Jak wielkim idiotą trzeba być!
- A kto taki mądry? - odpowiedziałem, po chwili milczenia i przyswajania tej absurdalnej informacji.
Blond Rutkowski zaśmiał się nerwowo, zaczynając bawić się palcami. Latał też wzrokiem po pomieszczeniu, wnioskuję, że szukał apteczki lub czegoś podobnego.
Pewnie chciałby zrobić to co ma zrobić ze mną a następnie najchętniej zamknąć mi jadaczkę jakimiś lekami... Ale nie ma tak łatwo.
- A no... Nieee znaas-
- Lucyfer. - przerwałem mu bez zastanowienia.
Bo może i nie byłem w najlepszej kondycji, to nie mam zamiaru dawać ludziom jakiejś taryfy ulgowej.
A w dodatku jak mam odpuścić, JEŚLI NAWET PIES BY SIĘ ZORIENTOWAŁ JAKI KIT PRÓBUJĘ MI TEN KRASNAL WCISNĄĆ!
- Dobra, dobra! Charlie, Maggie no i jeszcze..ten taki ze skrzydłami. Chyba. Chyba wszyscy. - wymamrotał od niechcenia.
- Takie to było trudne? - zapytałem, przejeżdżając placami po włosach.
Gdy przez dłuższą chwilę nie dostałem odpowiedzi, spojrzałem na mojego rozmówcę z uniesioną brwią.
A on...gapił się na mnie z rozchylonymi ustami. Mam coś na twarzy? Głowie? Co mu jest?
Nie mam pojęcia czemu, ale nie minęła sekunda, a poczułem jak zaczynają palić mnie policzki.
Już miałem coś powiedzieć, żeby może jakkolwiek wybrnąć z tej sytuacji, kiedy poczułem przeszywający ból...znowu.
- agh.. - Wyrwało mi się.
Nie mogłem powstrzymać odruchu zgięcia się wpół czy zaciśnięcia dłoni na pościeli.
Też przez zaciśnięte powieki, nie mogłem zobaczyć reakcji Lucyfera.
Jednak dotyk na ramieniu. Nie trzeba dużo myśleć aby wiedzieć, że to wspomniany kurdupel. (tak, nigdy nie przestanę tak o nim myśleć)
- Ej, ej, ej, ej, ej, na spokojnie. Połóż się, dobra? - mówił do mnie, jednocześnie delikatnie ciągnąc w dół.
Długo nie protestowałem. Położyłem się na lewym boku, przedtem do upadłego anioła. Ale ten za raz nakazał mi położyć się na plecach. - Kuźwa wiedziałem żeby cię od razu wysłać z powrotem do łóżka. Jeszcze tego mi brakuje byś mi tu zszedł. - gadał sobie pod nosem, ale na tyle wyraźnie, by przypadkiem nie uleciało mi ani jedno słowo.
Nawet nie zarejestrowałem momentu, jak dłoń niskiego blondyna wylądowała na moim policzku.
Szczerze, to było dosyć przyjemne. Gdy tak ktoś się troszczył, a ja nie czułem się niekomfortowo.
Prawdę mówiąc, on był drugą osobą w moim życiu, której nie miałem gdzieś.
Nie przeszkadzał mi nawet w jego przypadku kontakt fizyczny. Co było nieuniknione przy tych cholernych ranach i opatrunkach...
- Okej, będę musiał rozpiąć twoją koszule, dobrze? - wziął rękę z mojej twarzy, teraz wskazując nią na moją klatkę piersiową.
Przewróciłem teatralnie oczami, ale kiwając ledwo widocznie głową.
Co? Może i czułem się fatalnie, ale pozory trzeba stwarzać.
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
