4. Rozpoczęcie roku

22.5K 2.1K 1.3K

Pokój numer 546 był niewielki, ale przytulny, z białymi ścianami i meblami z jasnego drewna. Tuż przy wejściu, po lewej stronie, stała komoda, obecnie zawalona drobiazgami. Dalej znajdowało się piętrowe łóżko z pościelami w jakieś kolorowe wzory. Po prawej stronie, na pojedynczym łóżku, siedziały dwie dziewczyny. Pod ścianą naprzeciw drzwi stała wysoka, głęboka, dwuskrzydłowa, ciemna szafa, a obok niej, pod oknem z fioletowymi żaluzjami, biurko.

Erin postawiła swoje torby na środku pomieszczenia i przyjrzała się współlokatorkom. Jedna była niska, miała dziecięcą, okrągłą twarz i jasnobrązowe włosy, które nierównymi falami opadały do ramion, może trochę niżej. Na widok Erin uśmiechnęła się szeroko i poderwała z miejsca.

— Jesteś! — wykrzyknęła o wiele głośniej, niż wymagała tego sytuacja i praktycznie podbiegła do dziewczyny. Przez chwilę wyglądała, jakby miała zamiar rzucić się Erin w ramiona, ostatecznie jednak wyciągnęła jedynie rękę. — Cześć! Jestem Lizzy!

— Alea — odpowiedziała Erin nieco oszołomiona i uścisnęła rękę dziewczyny. Tamta długo nie potrafiła ustać w miejscu. Okrążyła nowa lokatorkę, przestawiła na bok jej torby i podbiegła z powrotem do przyjaciółki.

Druga dziewczyna zdawała się być jej przeciwieństwem. Była bardzo chuda, wysoka i blada. Miała czarne, ścięte „na chłopaka" włosy, mocno pomalowane (także na czarno) oczy i ponury wyraz twarzy. Przywitała Erin jedynie skinieniem głowy.

— Tatiana Lennox — przedstawiła się. Głos miała poważny, a ton oficjalny. Podniosła się z łóżka stając na długich, patykowatych nogach. — Lepiej się pospiesz, bo zaraz wszystkie będziemy spóźnione.

Erin nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wdzięczna, że współlokatorki zdecydowały się na nią czekać, rozerwała folię i wyciągnęła mundurek. Składały się na niego czarne rajstopy, czarna, grubo plisowana spódniczka, biała koszula i czarny żakiet. Jej nowe znajome taktownie się odwróciły kiedy zsuwała z siebie jeansy i sweter.

Erin była szczupła, ale nie niezdrowo chuda. Rozmiar, który przypisała jej sekretarka okazał się odpowiedni. Koszula była trochę za luźna, ale to jej odpowiadało. Kiedy była gotowa, przejrzała się w wysokim lustrze stojącym obok pojedynczego łóżka. Spódniczka sięgała jej niewiele przed kolano, tymczasem na niskiej Lizzy wydawała się ona dłuższa, a na wysokiej Tatianie zaczepnie krótka.

— Jeśli musimy to nosić codziennie to mogli chociaż dać nam kilka par — zauważyła niezadowolona. Lizzy zaśmiała się radośnie i dosłownie wypchnęła ją z pokoju przy akompaniamencie pesymistycznych pomruków drugiej koleżanki.

— Nie musimy tego nosić na co dzień — wyjaśniła Elizabeth głosem, który przywodził na myśli świergot ptaków. — Tylko na specjalne okazje, takie jak rozpoczęcie roku.

To była fantastyczna wiadomość. Erin uśmiechnęła się szeroko, ale uśmiech ten zaraz zszedł jej z ust.

— Rozpoczęcie roku, na które jesteśmy już spóźnione — zauważyła niezadowolona Tatiana i pokazała im zegarek, który miała zapięty na nadgarstku obok zielonego łańcucha.

— Cholera! — wyrwało się Erin i wszystkie trzy puściły się biegiem.

Dziewczyna nie miała pojęcia, gdzie muszą trafić, pozwoliła więc prowadzić się Lizzy. Zbiegły na pierwsze piętro, przez drzwi naprzeciw internatu Łowców, pokonały kilka zakrętów i wypadły na balkon, który obiegał dookoła budynek i tworząc miejsce obserwacyjne z widokiem na dziedziniec. Przebiegły do drzwi naprzeciwko i pojawiły się w budynku szkoły, na piętrze, na którym był sekretariat. Później wspięły się na wielkie schody, odbiły znów w prawo i stanęły w potężnych drzwiach prowadzących na ogromną salę, zatłoczoną i wypełnioną szmerami rozmów.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!