3. Za murami

24.4K 2.1K 449

Jak to zawsze z Erin bywało, zrobiła dokładnie to, co zapowiedziała, uparcie trwając przy swoim wątpliwym planie. Niecałe kilkadziesiąt minut później była już w drodze do London, a po dwóch i pół godzinie nerwowej podróży stanęła przed domem.

Była niedziela, musiała się więc przygotować na to, że rodzice będą w domu. Rozpoczęcie roku w Szkole im. Flanagana Mallaroya miało odbyć się jutro o jedenastej. Czasu miała więc niewiele, ale wystarczająco.

Weszła na ganek, powstrzymując się, by nie wymachiwać lekką jak piórko walizką. Była zupełnie pusta, bo Erin nie miała zamiaru pozbawiać się połowy ubrań, które właśnie przywiozła do internatu, tylko po to, żeby udawać, że wraca z wakacji. Pusta walizka i odrobina aktorstwa musiały więc wystarczyć, by odegrać własną siostrę.

Przekręciła klucz w drzwiach i weszła do domu. W holu natychmiast pojawiła się jej matka, jakby wyrosła spod ziemi. Na widok dziewczyny zmarszczyła brwi i wsparła ręce na biodrach.

— Hej mamuś, przepraszam, że ten wyjazd tak się przedłużył.

Z teatralnym stęknięciem postawiła obok siebie pustą walizkę i zaczęła zdejmować buty. Jej rodzicielka przez chwilę milczała, przyglądając jej się uważnie.

Erin zaczęło robić się gorąco, spuściła więc wzrok na sznurowadła zasłaniając twarz włosami. Czyżby matka już ją przejrzała?

— Aleo Laneford! — skrzekliwy głos kobiety wypełnił dom, a dziewczyna odetchnęła z ulgą. — Co ty sobie wyobrażasz? Tak chcesz zaczynać rok szkolny? Spóźniona i nieodpowiedzialna?! Nawet nie wiesz, jak się martwiłam. Nie odebrałaś żadnego mojego telefonu!

Erin przygryzła wargę, powstrzymując radość, jaką wzbudzały w niej wszystkie te oskarżenia. Oznaczały bowiem, że pierwszy punkt planu się powiódł.

— Wiem, wiem, przepraszam... — chwyciła torbę i ruszyła do góry po schodach, dokładając wszelkich starań, by wspinanie się na nie z bagażem wyglądało na bardzo trudne. — Chodzi o to, mamo, że zgubiłam komórkę gdzieś na plaży...

Nie chcąc słuchać dalszych krzyków własnej matki, umknęła do pokoju, który dzieliła z siostrą. Położyła torbę na łóżku, po czym zatrzymała się przed lustrem i poświęciła chwilę na przyglądanie się sobie.

— Możesz to zrobić — mruknęła zachęcająco do swojego odbicia, a odbicie mruknęło zachęcająco do niej. Zadowolona, że się zgadzają, zeszła znów na dół. Znalazła matkę w kuchni, rozmawiającą przez telefon.

— Już jest, tak. Nie uwierzysz, ale zgubiła telefon. Musisz jej natychmiast kupić nowy, przecież nie wyślemy jej do Chicago bez łączności! Nie, to nie jest rozpieszczanie, to jest sytuacja kryzysowa...

Erin sięgnęła po mleko do lodówki, ale zamarła z ręką na butelce. Alea nie lubiła mleka. Z westchnieniem wybrała sok i nalała go sobie do szklanki, po czym usiadła przy stole. Kiedy matka skończyła rozmawiać, zwróciła się w stronę córki.

— Właśnie zadzwoniłam do twojego ojca. Dostaniesz nowy telefon jeszcze dziś, a jutro z samego rana lecisz samolotem do Chicago.

Erin nie mogła ukryć uśmiechu. Godzina w samolocie zamiast pięciu w autokarze? Raj! W dodatku siostra będzie musiała jej podziękować za nową komórkę, kiedy wróci. Jej rodzicielce nie spodobał się ten uśmiech.

— Aleo Laneford! Nie myśl sobie, że to jakaś nagroda. Dostajesz te rzeczy, bo nie ma już czasu załatwić sprawy w inny sposób, ale nie licz, że unikniesz konsekwencji za swoje nieodpowiedzialne zachowanie! A teraz, zamiast się tu szczerzyć, leć na górę i wstawiaj pranie. Jutro z samego rana jedziesz na lotnisko. Ojciec cię podwiezie w drodze do pracy.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!