2. O Sister, Where Art Thou?

28.7K 2.4K 730

Jeszcze zanim życiem Alei wstrząsnął list z niezwykłej szkoły, dziewczyna miała plany pojechać ze swoją przyjaciółką w okolice Cleveland.
Julie była słodką blondynką o niebieskich oczach, bratnią duszą Alei i tak się składało, że jej rodzice posiadali domek letniskowy nad wielkim jeziorem.

Słoneczne plaże, ciepły piasek i kolorowe napoje – tak miał wyglądać jej sierpień.

Teraz nie mogła z głowy wyrzucić ponurych myśli i wymarzone wczasy zaczynały się wydawać jakieś nieodpowiednie. Erin często przyglądała się siostrze z niepokojem. Widziała, że w jej głowie krążą różne niebezpieczne myśli i cały czas starała się ją przekonać do wyjazdu. Oczywiście głównie dlatego, że takie oderwanie się od wszystkiego i relaks dobrze by jej zrobiły. Aczkolwiek w małym, maleńkim stopniu także dlatego, że ona też została zaproszona.

Od momentu, w którym się o tym dowiedziała, marzyła o jeziorze Erie i odliczała dni do wyjazdu. Jednak Julie nie była jej przyjaciółką, tylko Alei. Erin została zaproszona „na doczepkę", co oznaczało, że jeśli jej siostra zrezygnuje, ona sama też będzie musiała zostać.

— A podręczniki? Czy skoro napisali, że zapewnią ci pomoce naukowe, to znaczy, że nie musisz teraz nic kupować? Do Chicago jedzie się pięć godzin, lepiej lecieć samolotem, a jeśli tak, to musisz myśleć o ograniczeniu bagażu. Wtedy byłoby idealnie, gdybyś nie musiała wieźć podręczników...

— Mamo?! — Erin przerwała matce zdecydowanym tonem, wbijając widelec w ziemniaka i spojrzała znacząco na swoją siostrę.

Alea dłubała sztućcami w talerzu i wymrukiwała krótkie odpowiedzi, kiedy potok słów rodzicielki na chwilę się urywał.

Siedzieli całą rodziną przy stole w ramach sobotniego obiadu. Od kiedy ich matka dowiedziała się o „prestiżowej szkole" nie mówiła właściwie o niczym innym. Chyba po raz pierwszy Erin była szczęśliwa, że większość czasu kobieta spędza w pracy i może męczyć Aleę jedynie przez część weekendów.

— A mundurki? Myślisz, że noszą tam mundurki? W końcu jeśli...

Alea udała, że sięga po sałatkę, żeby nachylić się do siostry.

— Nie zniosę tego dłużej — szepnęła — jedziemy do Julie.

Erin uśmiechnęła się szeroko i uśmiech ten nie zszedł z jej ust aż do wieczora. Julie napisała, że mogą przyjeżdżać w każdej chwili, więc postanowiły nie zwlekać i jechać już następnego dnia.

Alea upychała ubrania w torbie, podczas gdy Erin malowała paznokcie siedząc na łóżku.

— To było w sumie dobre pytanie — odezwała się nagle nie odrywając wzroku od lakieru. — Myślisz, że każą wam nosić mundurki? Może dostaniecie też wersje zwierzęce, żeby móc dobrze wyglądać nawet jako koty, psy i inne takie...

Miała zamiar brzmieć poważnie, ale przy drugiej połowie zdania kąciki ust zaczęły jej drgać i po chwili wybuchnęła śmiechem. Siostra spiorunowała ją wzrokiem.

— Mam już dość gderania mamy na ten temat, a teraz ty też? — fuknęła, gwałtownie uderzając w wieko walizki, żeby się domknęła. — Powiedziałam ci raz, powiem drugi. Nie zamierzam iść do tej szkoły.

— Nie masz wyjścia — Erin spojrzała smutno na siostrę.

— Znajdę jakieś. Zresztą nieważne. Nie mówmy o tym na razie.

— Dobra, dobra. — Erin znów przeniosła wzrok na paznokcie, nie mogła się jednak powstrzymać i zaraz odezwała się, naśladując matkę. — A podręczniki?

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!