1. Początek początku

45K 3.2K 1.4K

Trwała pierwsza sierpniowa sobota. Kiedy Erin przeskakiwała schodki, by znaleźć się na ganku, słońce stało już wysoko, ale od upału ratował wszystkich przyjemny, chłodny wiatr. Dziewczyna weszła do domu, energicznie otwierając drzwi, rzuciła krótkie „jestem" i wbiegła na górę. Wpadła do sypialni i spojrzała na... siebie. A przynajmniej tak można by to ująć.

Choć miały już po szesnaście lat, Erin i Alea nadal były identyczne. Te same, drobne uszy, lekko zadarte nosy, pełne usta i sięgające łopatek, brązowe włosy, często pofalowane od wilgoci i wiązania. Jeśli było w nich coś nieprzeciętnego, to oczy. Tęczówki miały zielono-szare i kolory tak się w nich mieszały, że momentami zdawały się być oliwkowe, a kiedy człowiek przypatrywał się uważniej, mógł dostrzec drobinki przypominające płynne złoto, zebrane dookoła źrenicy.

— Nie mieli mleczka do opalania tej firmy, której chciałyśmy... — Erin urwała w pół słowa, bo zauważyła spojrzenie siostry. Alea nie miała takiego wyrazu twarzy od czasu pewnego pamiętnego wieczoru.

To było niedługo po zakończeniu roku szkolnego. Jej siostra wbiegła do pokoju i zdarła słuchawki z uszu leżącej na łóżku Erin, nie wyłączając nawet wcześniej muzyki.

— Powiedz, że ty też! — wypaliła, przyglądając się dziewczynie uważnie. Włosy miała trochę potargane, policzki zarumienione, a oczy błyszczały jej niespokojnie. Erin usiadła na materacu zdezorientowana.

— Że ja też co..? — zapytała niepewnie. Chyba pierwszy raz w życiu nie była w stanie odgadnąć, co jej bliźniaczka ma na myśli i czuła więc narastający niepokój.

Tymczasem Alea zrobiła krok do tyłu z paniką w oczach. Była pewna, że jej siostrę spotkało to samo. W końcu niczym się nie różniły! Jednak wszystko wskazywało na to, że tak nie jest.

— No, że ty też... — zaczęła wolno, już mniej pewnie. Usiadła obok Erin na łóżku i nachyliła się w jej stronę — że ty też byłaś kotem.

Zapadła cisza. Wyszeptane przez Aleę słowa zawisły w powietrzu i zdawały się naciskać na dziewczyny złowrogo. Ta oderwana od rzeczywistości scena trwała dobrą minutę.

Przeciętny słuchacz pewnie w tym momencie by nie uwierzył, albo wziął słowa za żart i wybuchnął śmiechem, ale Erin znała swoją siostrę na wylot i widziała, że Alea jest całkowicie poważna. Tylko co w takim razie miało to znaczyć? Niedługo musiała się zastanawiać; jej siostra przerwała ciszę, odchrząkując niepewnie.

— Czyli to tylko ja — stwierdziła i w jej głosie echo zawodu mieszało się z paniką. Dziewczyna nadal drżała lekko i raz po raz obiegała pokój niespokojnym spojrzeniem. — Myślisz, że zwariowałam? Mogłabym przysiąc, że... byłam kotem. Siedziałam na dole, na ganku i obserwowałam dachowca przechodzącego przez ulicę, po czym nagle poczułam w sobie coś... nie potrafię tego opisać. A później wszystko zawirowało i miałam już łapy, ogon. Byłam kotem, albo przynajmniej każda komórka mojego ciała czuła się jak kot.

Erin trawiła przez chwilę słowa siostry, które brzmiały dla niej jak zupełna abstrakcja, czemu zresztą trudno się było dziwić. Przyglądała się Alei z uwagą i niepokojem wymalowanym na twarzy.

— Myślę — zaczęła w końcu wolno — że nie da się tak nagle zwariować. Może po prostu przysnęłaś?

— Nie. Na pewno nie. Albo byłam kotem, albo jestem chora psychicznie — oświadczyła stanowczo szatynka i po tym wyznaniu nieprzyjemna cisza znów zawisła w powietrzu.

— A możesz to powtórzyć? — zapytała w końcu Erin, przełamując pewnego rodzaju barierę.

Słowa te sugerowały, że postanowiła uwierzyć w nieprawdopodobną historię bliźniaczki i choć przyniosły im obu dziwną ulgę, jednocześnie wpuściły do pokoju ciężką, zimną falę niepewności. Siedziały na łóżku, jakby na wyspie, a otaczająca je rzeczywistość zdawała się ściekać im przez palce. Nieświadomie uchyliły drzwi do zupełnie innego świata - pełnego magii, niebezpieczeństw i cudów - który, choć jeszcze o tym nie wiedziały, już niedługo miał nieodwracalnie zmienić ich życia.

MallaroyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!