Rozdział ósmy

7.5K 823 47

  Minęły trzy dni.

  Krzysiek się do mnie nie odzywał, Azor się mnie bał, bo wcześniej rozmawiałam z Krzyśkiem, a on jest jego zdaniem niebezpieczny. Ludzie mnie obgadywali i krzywo się na mnie patrzyli. Miałam dosyć. Nikt się do mnie nie odzywał, nawet nauczyciele. Tylko z Kluską mogłam porozmawiać, ale nie miałam czasu, żeby chodzić codziennie na skrzydło szpitalne i opowiadać jej jakie to moje życie jest nudne. Nie chciałam jej zawracać dupy moimi fatalnymi historiami. 

  Szłam sobie korytarzem na ostatnią już lekcję, gdy drzwi od oddziału zamkniętego, otworzyły się. Zza nich wyszła całkiem odmieniona dziewczyna, która przed trzema dniami rozwaliła mi nos i podbiła oko. Wcześniej tego bym nie zauważyła, ponieważ dopiero po czasie zaczęło mnie piec pod okiem i dostrzegłam kątem oka opuchliznę, która powoli zaczynała sinieć. Dowiedziałam się, że dziewczyna miała na imię Roksana.

  Była jakaś inna. Nie miała już wypchanych cycków, które zmalały o jakieś pięć rozmiarów. Makijaż zniknął, pozostawiając jedynie wory pod oczami i puste spojrzenie, które wędrowało po suficie. Jej modne i firmowe ubrania zastąpiła jakaś biała szmata, która nieelegancko zwisała z niej, tak jakby ważyła niecałe czterdzieści kilogramów. Stała na środku korytarza boso. Przypatrywałam się temu obrazkowi i żałowałam, że znowu nie powstrzymałam swojego słownego ataku.

  Dwójka sanitariuszy popchnęło ją do przodu, ponieważ dziewczyna stała i patrzyła tępo w sufit już dobre pięć minut i chyba nigdzie się nie wybierała. Roksana postawiła krok do przodu jednocześnie nadeptując na swoją szatę, sukienkę, prześcieradło? Kij wie co to mogło być i upadła twarzą na podłogę. W ciągu kilku sekund znalazłam się obok niech. Dziewczyna leżała twarzą przy podłodze, z wypiętą w górę pupę i się nawet nie poruszała.

  Podbiegłam szybko do dziewczyny, stanęłam nad nią i spojrzałam na sanitariuszy.

  - Co jej zrobiliście?! Patrzcie jak ona wygląda, jak ona się zachowuje! Ona już nie jest człowiekiem, zrobiliście z niej warzywo! - krzyknęłam jednocześnie kucając przy dziewczynie.

  - Następnym razem będzie wiedziała, że trzeba być miłym dla innych, suka.

  Ten głos... Świat zawirował mi przed oczami. Wszystko mi się przypomniało. Tam na cmentarzu usłyszałam tym samym głosem to samo zdanie, tylko te słowa pełne pogardy, były wtedy skierowane do mnie. Gdyby jeszcze na nią splunął, zaczęłabym krzyczeć. Spojrzałam na niego z góry tak jak wtedy i zobaczyłam charakterystyczne rysy swarzy i ten uśmiech. Przede mną stał mój gwałciciel, powód dzięki któremu się tutaj znalazłam... Gorzej być nie mogło...

  **

  Obudziłam się w skrzydle szpitalnym. Cały czas śniła mi się ta twarz, te oczy, które wywiercały mi dziurę w głowie. Rozpłakałam się.

  Po chwili rozejrzałam się po sali, w moich nogach ktoś spał. Był to chłopak w szkolnym mundurku, co mnie nie zdziwiło, bo w szkole jedyną dziewczyną, która ze mną "rozmawiała" była Roksana. Pewnie znużyło go siedzenie na krześle, a głowa sama opadła mu na moją kołdrę. Był wieczór, a nawet już chyba noc. Zastanawiałam się co chłopak tam robił, bo w naszym kochanym psychiatryku obowiązywała godzina policyjna.

  Z kantorka wyszła Kluska i widząc, że już się obudziłam, podeszła do mnie pełna entuzjazmu z uśmiechem od ucha do ucha.

  - Co się stało? - zapytałam szeptem kobiety.

  - Zemdlałaś, kochanie - odpowiedziała szeptem.

  Jej głos był spokojny, nawet bardzo. Jednocześnie mnie uspokajał, a z głowy ulatywał mi powoli obraz mojego napastnika w tym samym miejscu, w którym byłam. wiedziałam teraz, że muszę stąd uciekać. Nie było innej możliwości, inaczej bym chyba oszalała.

  - To ja powinnam się zapytać, co się właściwie takiego stało, słonko? Co spowodowało tak silne emocje, że zapanowały nad twoim ciałem i spowodowały omdlenie? A może dlatego, że znowu nie jadłaś za wiele i organizm tego nie wytrzymał?

  - Po prostu rozpoznałam kogoś...

  - Jeżeli nie chcesz o tym mówić, nie mów.

  Odetchnęłam głęboko. Chciałam jej powiedzieć, nikt nie wiedział czemu tutaj jestem, widzieli tylko bliznę dookoła szyi, którą nosiłam jak piętno. Byłam oznaczona jak krowa na pastwisku, ale czasu nie cofnę. Żałowałam, tylko pytanie brzmiało - tego, że to zrobiłam, czy tego, ze mi się nie udało?

  - Trafiłam tutaj, bo chciałam popełnić samobójstwo, ale to już wiesz. Nie wiesz jednak dlaczego chciałam to zrobić... - Westchnęłam i zebrałam się w sobie, żeby wypowiedzieć te dwa słowa. - Zostałam zgwałcona. Siedziałam na cmentarzu i paliłam papierosy, których na marginesie bardzo mi brakuje... Przyszedł chłopak i zaczął mówić, że gaszę papierosy na grobie jego brata, ale on mnie okłamał... Oczywiście musiałam wystrzelić jak z karabinu maszynowego i musiałam się z nim spierać, jak to ja... I po prostu to zrobił, był silny i przytrzymanie mnie nie stanowiło dla niego żadnego problemu... A teraz, gdy już prawie o tym zapomniałam, on się pojawia... Kluska, on tutaj jest... Jest jednym z sanitariuszy na oddziale zamkniętym, patrzył mi prosto w twarz, gdy wyrzucał stamtąd Roksanę. Wypowiedział te słowa, które obdarował mnie po całym zdarzeniu: "Następnym razem będzie wiedziała, że trzeba być miłym dla innych, suka.". Tylko wtedy skierowane to było do mnie... A ja się boję, boję się go, boję się tam trafić, nie chcę tutaj być... Już od początku mojego pobytu tutaj szukam ucieczki, nie mogę ci powiedzieć skąd wzięłam taki pomysł, ale mogę ci powiedzieć, że w końcu mi się to uda...

  Kobieta przytuliła mnie do serca i płakała razem ze mną. Po raz kolejny obdarowała mnie swoją miłością, na którą nawet nie zasłużyłam. Po kilku minutach naszego wspólnego płakania, chłopak się obudził. Był nim Krzysiek. Nie spodziewałam się tego nawet w najskrytszych marzeniach. Spojrzał na mnie smutno i chciał odejść. Jednak ja zawołałam go do siebie. Przytulił mnie mocno i pozwalał płakać, kiedy Kluska weszła z powrotem do swojego kantorka. Siedział na moim łóżku i trzymał mnie na kolanach, a ja po prostu płakałam w jego białą koszulę , a on kołysał mnie lekko, ale nigdy nie puścił mnie z objęć. Po czasie bicie jego serca mnie uspokoiło. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami.

  - Jakim cudem tutaj jesteś? - zapytałam, bo od samego początku czekałam na odpowiedź. 

  Spojrzał na mnie z uśmiechem i otarł starannie każdą łzę swoim kciukiem. Ucałował delikatnie moją głowę, jakby bał się, że znowu mu ucieknę. Jednak ja już nie zamierzałam uciekać...

  - Pogadałem z dyrcią i jestem... Mam pewne przywileje tutaj, ale opowiem ci o nich kiedy indziej...

  - Zostaniesz ze mną? - wypaliłam nagle i zarumieniłam się. 

  Musiałam wyglądać jak najdojrzalszy pomidor, bo chłopak zaśmiał się i pokiwał głową.

  Ułożyliśmy się w wygodniejszej pozycji. Leżałam na jego klatce piersiowej, a do snu kołysało mnie bicie jego serca i jego równomierny oddech.

  - Powiedzieć ci coś? - odezwał się nagle mój towarzysz. 

  Spojrzałam na niego i pokiwałam niepewnie głową. Chłopak ponownie położył moją głowę na swojej klatce piersiowej i przytulił mnie mocniej do siebie.

  - Czekałem tylko na te słowa, na ten moment, żeby mieć cie przy sobie - wyszeptał w moje włosy.

  Ucałowałam delikatnie klatkę piersiową chłopaka, która była naga, bo koszula wisiała i schła na krześle przy moim łóżku. Mogłam doskonale obserwować każdy jego mięsień brzucha. Był niesamowicie ciepły, jak mój własny grzejnik. Cieszyłam się ze słów, które do mnie wypowiedział, cieszyłam się z jego obecności, w tamtym momencie mogłabym umrzeć i byłaby to śmierć moich marzeń.

  Chyba mnie usidliłeś, panie Krzysztofie. Jeszcze chwila, a się w panu zakocham...

  ***

  I mamy kolejny <3

  Przepraszam, że dodaję go w sumie trochę późno, ale własnie wstałam, a rozdziału wczoraj nie zdążyłam napisać, bo grałam w Assassina II xd

  Kocham Was :*

  Do następnego <3

Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!