Pov: Alastor
- Uciekamy z hotelu. Musimy na jakiś czas zniknąć. - rzucił w końcu od niechcenia karzeł.
- Że co kurwa?! - Wypaliłem bez zastanowienia.
To była dosłownie pierwszy myśl, jaka się pojawiła w mojej głowie. CO ON SOBIE DO CHOLERY MYŚLI?! I CZEMU TERAZ?! DO TEGO, GDZIE ON CHCE NIBY ZNIKAĆ?!
Ignorowałem dyskomfort, jaki coraz mocniej odczuwałem przez rany, próbując zatrzymać tego tłumoka. Który już zaczął się zbierać chyba do wyjścia.
- Nie marudź i chodź. - serio?! Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! - Lepiej będzie dla każdego, jak to wszystko trochę przycichnie.
- Ale co do chol-
- A chcesz wrócić do pełni sił?! - Przerwał mi fanatyk kaczek. Zamkną tym mi na chwilę usta, ponieważ, nie ukrywam, zaskoczył mnie.
Czyli ma jakiś plan? - No właśnie. Gdzie masz coś do ubrania? Bo będziemy musieli jakoś przeżyć przez te parę dni. - dodał, chodząc po pokoju i grzebiąc mi po szafkach.
No bezczelny.
Po jakimś czasie użerania się ze sobą, byłem według blondyna "gotowy na wyprawę". Przebrałem się jeszcze szybko, co (o dziwo) uszanował i odwrócił się do mnie plecami na tą chwilę.
Usiadłem na łóżku, próbując sobie poradzić z zawiązaniem swojej muszki. Ale przez moje drżące palce, za nic nie udawało tego zrobić.
Sam nie wiem co się wtedy ze mną działo...
Jednak w pewnym momencie, ktoś złapał moje dłonie w swoje i ściskając je delikatnie, położył mi je na udach. Samemu biorąc się za to małe wiązane cholerstwo.
Nie musiałem się zbytnio zastanawiać, kto to był. Mimo to, spojrzałem zdziwiony na Lucyfera. A on wyglądał, jakby zrobienie mi tej muszki, było najważniejszym celem jego życia.
Gdy skończył, nareszcie spojrzał na mnie i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Na chwilę nas obydwu zamurowało. Wpatrywaliśmy się w siebie jak w obrazki, nawet nie zwracając uwagi na to, że praktycznie chuchaliśmy sobie w usta.
Wtedy blondyn uśmiechnął się ciepło, a następnie, jakby to było zupełnie normalne, pocałował mnie w policzek.
Teraz, to dopiero musiałem być czerwony. Wpatrywałem się w niego z niedowierzaniem. A on? On tylko posłał mi triumfalny uśmieszek, biorąc swoje i moje manatki.
Nie było tego wszystkiego zbyt wiele, ponieważ cwaniak miał do dźwigania plecak plus małą torbę.
Nie miałem zbyt wielu rzeczy których potrzebowałem. Potrafię i potrafiłem się dostosować do sytuacji.
Wstałem powoli, idąc- STOP! Wlecząc się za Lucyferem.
Musiałem przetworzyć i to, co się przed chwilą wydarzyło, ale również to, że właśnie kieruję się do wyjścia z hotelu, do tego z moim teoretycznym wrogiem. JAK.DO.TEGO.DOSZŁO.
Wyszliśmy nareszcie z mojego pokoju, po cichu kierując się w stronę wyjścia.
Po parunastu krokach, byłem wdzięczny niskiemu towarzyszowi, za zabranie moich rzeczy. Ponieważ zacząłem czuć coraz większy ból, w prawie każdej kończynie swojego ciała. Miałem nadzieję, że opatrunki jakkolwiek wytrzymają jeszcze trochę czasu.
Wydostaliśmy się z budynku bez większych problemów, jednak za raz po przekroczeniu progu, mieliśmy chwilowe zaćmienie. Bo gdzie my mamy się nieby udać? Pod most?
Spojrzałem na Lucyfera, a tego już nie było. Szedł w tylko sobie znanym kierunku.
Bez zastanowienia ruszyłem za nim, starając się utrzymać na nogach. On parę razy się odwracał, trochę jakby sprawdzając czy jeszcze żyję.
Ostatecznie zatrzymaliśmy się przed jakimś budynkiem.
Był on położony w miejscu, gdzie najpewniej nie kręciło się zbyt wielu grzeszników. Co nam akurat odpowiadało.
- Hej, dalesz jakoś radę? - zapytał mnie tuż przed wejściem blondas. Kiwnąłem głową z, miarę możliwości, kolarskim wyrazem twarzy.
- Wątpisz we mnie? - odpowiedziałem mu, dosyć mocnym głosem jak na mój stan.
Niziołek parsknął cicho śmiechem.
- Debil. - prychnął wystawiając mi język i jednocześnie otwierając drzwi do środka.
- Karzeł.
- Rudzielec.
- Łamaga.
- Śpiąca królewna.
- Pijak. - tą odzywką, tym razem ja zamknąłem usta Lucyferowi. Który swoją drogą, chyba zaczął sobie przypominać, co odwalał poprzedniej nocy.
- A zamknij się... - burknął zawstydzony, nareszcie wchodząc do budynku.
Ruszyłem tuż za nim, po dwóch sekundach będąc już w środku.
Wnętrze wyglądało na bogate. Niezbyt nowoczesnee, jednocześnie stylowe.
Ten kto to urządzał ma gust. - pomyślałem rozglądając się dyskretnie.
- Chodź tu! Ogarniemy cię trochę! - zawołał do mnie nisko rosły królik, który już zdążył wejść do jakiegoś pokoju.
Udałem się w stronę uchylonych, masywnych drzwi, po czym zajrzałem do środka.
Wnętrze było urządzone, nawet jak dla mnie, dosyć przytulnie i w ciepłych kolorach. Dodatkowo, w oczy rzucił mi się kominek w rogu pokoju.
Lucyfer siedział na jakimś łóżku, klepiąc miejsce obok, niewerbalnie karząc mi usiąść.
Zrobiłem co kazał. Tak, wiem że to nie w moim stylu, ale cóż mogę powiedzieć? Nawet najinteligentniejsi muszą czasami spełnić polecenie tanio flirtującego idioty.
Wow...nie wierzę że powiedziałem to na głos...
- P-powiesz mi w końcu, co ci odwaliło? - zapytałem, zanim zdążył zacząć mnie "leczyć". Czyli inaczej, zmieniać opatrunki. Co było swoistym leczeniem w sumie.
- aaaaaghhh... - jęknął, wciskając głowę w pierwszą lepszą poduszkę. - Po prostu nie możemy tak narażać się wszystkim, okej?
Oj, nie, nie, nie. Ze mną nie ma tak łatwo.
- Nie. Czemu akurat teraz, co? - ciągnąłem dalej. BO LUDZIE! Budzi mnie w środku nocy, każe uciekać z nim niewiadomo gdzie, a jeszcze na końcu nie chce powiedzieć czemu!
- Bo no ...no wiesz. Zrobiło się gorąco. Nie dość, że coraz więcej osób chce się wmieszać w sprawę mojego i twojego zdrowia to jeszcze...
- Co jeszcze? - ponagliłem go, dosyć łagodnie jak na mnie, gdy nie odpowiadał przez dłuższą chwilę.
- Oni chcieli mnie upić żeby wyciągnąć informacje o tobie... - Wymamrotał w końcu, a ja spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
No to sobie wybrali świetną osobę do przesłuchania. Husk już nie żyje.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
HEJOOOO!!
Ostatecznie, rozdział mamy w sobotę wieczorem shshsh.
Wczoraj już po całym dniu to moja wina była na minusie 😖 a nie chciałam pisać wam czegoś na odwal się także ten:3
Mam też pytanko, czy chcecie zobaczyć ten rozdział, tylko że z perspektywy Lucyfera??
Bo tak w połowie pisania, przyszedł mi do głowy pomysł, czy nie zmienić narracji, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że nie będę teraz mieszczą hah.
Także jakby coś, to komentarze cały czas dostępne😘
O i btw, jesteście gotowi na zmianę czasu? Bo ja nie:((
S P A Ć W I Ę C E J
No to by było chyba na tyle gwiazdeczki:}
MIŁEGO DNIA/NOCYYYY
993 słowa
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
