Pov: Lucyfer
Siedziałem w salonie, pijąc sobie moją ulubioną gorącą czekoladę z piankami. O dziwo, nie czułem ani bólu, ani żadnego dyskomfortu.
Po prostu spokój.
Właśnie zachwycałem moim wspaniałym jak pancake'i kubeczkiem ze wzorem w kaczki, gdy do pokoju weszła moja córcia. Wyraźnke zdenerwowana córcia.
Uśmiechnąłem się do niej, by może troszkę rozluźnić, nagle zgęstniałą atmosfere. Jednak ta tylko posłała mi karcące spojrzenie i usiadła na kanapie, idealnie na przeciwko mnie.
- Tato... - zaczęła poważnie, a we mnie już coś zaczęło dygotać. - Wiesz, że mamy dużo pracy w hotelu, prawda?
- Yyy, oczywiście córeczko. Coś się stało? - odpowiedziałem zdezorientowany, jednak nadal z miesięcznym uśmiechem na ustach.
- I wiesz, że niektórzy nie powinni się tu znaleźć, ponieważ to bezcelowe, prawda?
Przełknąłem ślinę, to nie wróży dobrze.
- Tak...
- Nie wiem jak ci to powiedzieć.. więc pozwól że ujmę to krótko. Musisz się wynieść z hote-
- CO?! - Wypaliłem przerażony. Jak to?! Nie chce mnie tu?! Może zrobiłem coś nie tak?! Ktoś jej coś powiedział?! Czemu akurat teraz?! Akurat gdy-
Charlie przerwała mój chwilowy natłok myśli:
- To twoja wina. To wszystko twoja wina. Gdyby nie ty, byłoby lepiej. Zepsuło ostatnio zbyt wiele, a my nie chcemy ryzykować. Najpierw ta sprawa z Vox'em, potem Alastorem. Jesteś BEZNADZIEJNYM OJCEM!
*****************************************
- NIE, BŁAGAM!!!! - Krzyknąłem podnosząc się do siadu.
Miałem chyba tętno ze sto pięćdziesiąt, ledwo oddychałem, jeszcze spocony byłem jak taką jedną kwoka...
- Sen... - wydusiłem cicho. - To był tylko se-eghn..! - Dodałem szlochając.
Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. Tylko sen. - powtarzałem sobie jak mantrę w myślach. TYLKO-SEN.
Nie potrafiłem się uspokoić. Szlochałem i uderzałem się w twarz. Nie mogłem się opamiętać.
W dodatku, rany zaczęły się odzywać. Czułem coraz większy dyskomfort, coraz większy ból oraz, bądź co bądź, strach.
Bo co jeśli to było ostrzeżenie? Co jeśli powinienem się wynieść? Może przez to co się ostatnio dzieje, myślą że jestem beznadziejny?
W tamtym momencie, chciałem zniknąć. Rozpłynąć się w powietrzu.
Minęło jeszcze parę minut, aż chociaż troszkę się ogarnąłem.
Wstałem i zająłem się swoim ciałem. Po chwili roboty, było gotowe.
Wzięłam jeszcze najsilniejsze leki jakie miałem pod ręką na ból głowy, aby przeżyć jakoś ten dzień.
I wtedy właśnie, nareszcie spojrzałem na zegarek. Była 3:57. Co jest?!
Skoro najprawdopodobniej każdy jeszcze śpi, to znaczy, że mogę swobodnie się poruszać po hotelu. To też znaczy, że... - Wtedy wpadł mi do głowy, jeden z najgłupszych pomysłów kiedykolwiek.
Nadal nie wierzę, jakim cudem mój roztrzęsiony mózg, mógł uznać to za dobry plan.
Zapakowałem wszystko co mi było potrzebne, co wsadziłem do jednego większego plecaka. Był mniej więcej taki, jak pudełko na buty wielkiej stopy.
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
