-Rozdział 20-

535 38 120
                                        

Pov: Narrator

Gdy Alastor próbował uporać się z Lucyferem, Vaggi na chwilę wróciła się do baru, chcąc sprawdzić czy pijany ojciec Charlie nie rozwalił go już.
Weszła akurat w momencie, w którym jej oczom ukazała się ciekawa scena z udziałem Alastora, oraz już wspomnianego blondyna.

Przez chwilę nie wiedziała co zrobić. Czy wejść tam i to przerwać, czy może po cichu się wycofać?

Tak biła się ze swoimi myślami, aż w końcu rozwiązanie przyszło, a właściwie poszło, samo.
Ponieważ Radiowy demon zabrał króla w tylko sobie znanym kierunku, zostawiając Vaggi z milionem teorii jakie się w jej głowie zaczęły tworzyć.

Długo nie musiała się zastanawiać.
Natychmiast poleciała do Charlie.
W końcu tu chodziło o jej ojca.

Blondynka była w pokoju terapii, analizując wszystko co tylko wyglądało na podejrzane. W tym, ślady krwi. Zarówno wyższego jak i niższego podejrzanego.

- Charlie! Muszę ci coś powiedzieć. NATYCHMIAST! - oznajmiła na całe praktycznie gardło Vaggi, szukając swojej dziewczyny.

- Tu jestem! - krzyknęła do niej wspomniana blondynka.

Nie minęła sekunda, a upadła anielica zmaterializowała się przed córką Lucyfera.

- Tu coś się kroi. Poważniejszego. - oznajmiła jednooka, łapiąc księżniczkę za ramiona.

- O czym ty mówisz? - zapytała zdezorientowana.

Co to znaczy, że "coś poważniejszego"? Czy jej tata i Alastor są w jeszcze gorszym stanie niż myśleli?! - myślała gorączkowo Charlie, już powoli panikując.

- To.. skomplikowane. Ale w skrócie: Alastor przyszedł do baru gdzie siedział twój tata, potem coś chyba rozmawiali, kłócili się, Lucyfer przyciągnął Alastora do siebie i chyba go... - urwała, nie mogąc złapać oddechu.
Wyższa z dziewczyn, od razu poklepała ją delikatnie po plecach.

Chwila minęła, zanim blondynka przetworzyła co to konkretnie miało znaczyć. A gdy to do niej dotarło, to ją zamurowało.

- To śmieszne. - wtrącił się inny głos, należący do, TAK, Baxtera! Dziewczyny aż podskoczyły, nie spodziewając się takiego komentarza.

Oczywiście Vaggi, od razu zrobiła sceptyczną minę, patrząc podejrzliwie na naukowca.

- Co tym razem? Wiem co widziałam i żadny pseudo-naukowy dowód tego nie zmieni. - oznajmiła szorstko, wywołując tą odzywką tylko mały uśmiech na twarzy niższego.

- Ponieważ, to się nie trzyma logiki a sama kobieto przyznałaś, że nie masz pewności co do tej sytua-

- Wcale nie! - wypaliła dziewczyna w kucyku, patrząc na Baxtera z mordem w oczach.

- Dobrze, wprost tego nie powiedziałaś. - przyznał jej rację, wprowadzając tym upadłą anielicę w konsternację. - Jednak! Można to wywnioskować ze sposobu opowiadania tego. A raczej streszczenia. Co tylko daje więcej wątpliwości. Przykro mi więc, ale Radiowy Demon oraz formalny Król piekła, nie powinni zmienić swoją neutralną relacje, w romantyczną.

Jak już Charlie miała coś dodać, coś spadło na podłogę, roztrzaskując się się na drobne kawałeczki.
Wszyscy automatycznie obrócili się w kierunku wyjścia z pomieszczenia, skąd dobiegał ten dźwięk.

- Pierdolisz.. - powiedziała, stojąca właśnie w progu Cherri Bomb. - Rudy kręci z Lucyferem?

- Powtórzę to i tobie. Kobieto. Że to nieprawdopodobna spekulacja, pozbawiona logi- no i tu znowu mu pewna babeczka przerwała.

- W dupie to mam! Dawać mi szczegóły. - dodała krótko, zwięźle i na temat cyklopka.

Za niedługo jeszcze o tym Pudelek napisze...

Pov: Alastor

Zostawiając tego idiotę w jego pokoju, miałem zamiar po prostu czmychnąć do swojego.
Nie oglądając się za siebie.
Nie myśleć o tym czy sobie karzełek poradzi.

Ale gdy już miałem się obrócić na pięcie i spróbować jakoś ogarnąć samego siebie, zawahałem się.
Nie mam pojęcia czemu.

Po prostu martw- NIE. To za duże słowo. Niepokoiłem się o to, czy upity anioł, nie zwymiotuje we własnym łóżku. Lub o to, czy da radę rano sam postawić się na nogi.

Oczywiście, że tak. Miej to głęboko i pomyśl w końcu o tym co z tobą. - powtarzał mi rozsądny głos w głowie.
Wiedziałem, że powinienem go posłuchać.

ALE NIE POTRAFIŁEM! I NIENAWIDZĘ SIĘ ZA TO!
DLACZEGO TO MUSI BYĆ TAKI SKOMPLIKOWANE? !
DLACZEGO NIE MOŻE BYĆ TAK PROSTO JAK Z VOXEM?!

Vox zawsze był łatwy do kontrolowania albo przewidywania jego ruchów. Wystarczyło chwilę poobserwować. A tu?! NI. CHU-.JA

Po kolejnych paru bitwach w mojej głowie, nagle, przypomniały o sobie moje rany. Aż zgiąłem się w pół. Nie ma opcji żebym dał radę zostać tutaj.

Dlatego moja głowa, wygenerowała najlepszy, jak mi się wydawało, scenariusz:
Wymknę się z pokoju karzełka, ale przed tym, zostawię mu kartkę.

Miałem gdzieś czy w ogóle znajdę teraz coś do pisania. Najwyżej będę pisać paznokciem po stole.

Ostatecznie, po szybkich poszukiwaniach, z przerwami na cierpienie w samotności, znalazłem jakiś długopis z kaczką oraz notes. Też w kaczki.

Trzymajcie mnie..- pomyślałem przewracając oczami.

Napisałem mu byle jak i cokolwiek na tym, po czym zostawiłem mu otwarty zeszyt przy łóżku. Jak on tego nie zauważy, to skoczę z okna.

Przyszedł czas na ucieczkę.
Tutaj nie było żadnych nieprzyjemnych sytuacji.
Czemu? Głównie dzięki temu, że gdy zanosiłem tego debila do jego pokoju, zdążyłem zauważyć gdzie nikt się na razie nie kręci.

W końcu, dotarłem tam gdzie chciałem od początku: mój pokój. Moja chwilowa oaza.

Wpadłem do środka, natychmiast zamykając drzwi i szukając wzrokiem apteczki.

Dobrze, że leżała na wierzchu, bo inaczej wątpię abym dał radę.

Opatrzyłem się najlepiej jak umiałem, a następnie dowlokłem się do mojej szafy, wyciągając z niej jedną, jedyną piżamę.
Miałem dość tego mokrego od krwi garnituru. A jutro i tak nie miałem w planach żadnych wyjść.

Już pół przytomny się przebrałem, po czym wpełzłem na łóżko, przykrywając się po czubek nosa.

"Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to ostatnie względnie spokojna noc w przeciągu co najmniej tygodnia. Oj, Lucyfer...Powiem to już teraz: Jesteś zbyt głupi i zbyt przekonujący."

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

WITAM PONOWNIEEE!!

Dawno się nie widzieliśmy, hmm?
Minęły całe dwa tygodnie od ostatniego rozdziału hahah...

Szczerze, miałam zamiar napisać w zeszłym piątek, jednak koleżanka miała inny plan i wróciłam do domu dosyć późno, jednocześnie wyczerpana 😅
A do tego doszły jeszcze inne obowiązki:(

ALE WRACAMM

Nie wiem co myśleć o tym rozdziale w sumie... Dlatego proszę o waszą opinię<33, bo mi się mózg wyłączył po sprawdzianie z matmy shshsh

Ale tennn, mam ciekawy plan na następne rozdziały i

SPOILER

..coraz bliżej do *kiss kiss* 😘

Także życzę wam:

MIŁEGO DNIA/NOCYYYY GWIAZDECZKI

984 słowa

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz