Rozdział piąty

9.2K 1K 234

Nie miałam dzisiaj siły na czytanie Dziennika.

Moje myśli krążyły wokół nowego, tajemniczego przybysza.

Krzysiek.

Tylko to się teraz liczyło.

Zaintrygowałeś mnie, panie Krzysztofie. Jeszcze nikt mnie tak nie zaciekawił.

Zasnęłam dosyć szybko jak na mnie, bo często przewracam się z boku na bok, patrzę w sufit i prawie na siłę w końcu usypiam, albo męczę oczy tak, że już tylko proszą o odpoczynek. Tym razem poszło za łatwo...

Tak jak się spodziewałam śniła mi się sytuacja z cmentarza. Był tylko inny szczegół. Napastnikiem był Krzysiek.

Co ten sen miał cholera znaczyć?

Obudziłam się tuż przez przyjściem Wiedźmy cała spocona i zapłakana. Szybko się ogarnęłam i zeszłam na śniadanie. Miejsca przy stole Psów były wolne, a wszyscy siedzieli na moim miejscu pod ścianą.

- Mogę wiedzieć o chuj chodzi? - zapytałam zła Azora, który tylko ruchem głowy wskazał siedzącego na ich miejscu Krzyśka.

Podeszłam ostro wpieniona do chłopaka, który posłał mi tylko leniwy uśmiech.

- Mogę wiedzieć dlaczego Psy siedzą pod moją ścianą? A ty zajmujesz ich miejsce jakby nigdy nic?

- Obrończyni uciśnionych? - zapytał z wyraźną drwiną w głosie.

- Nie, po prostu nie odpowiada mi, że taki gnojek jak ty podsiada te ofiary, a cierpię na tym ja. To było moje miejsce, rozumiesz? Ja tam siedziałam, a nie zamierzam siedzieć z tymi ofiarami.

Spojrzał na mnie spod byka.

- Chyba będziesz musiała, mała.

Zaśmiał się.

Walnęłam talerzem z kanapką tuż przed nim i usiadłam teatralnie zarzucając włosy do tyłu. Chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem.

- Co ty robisz? - zapytał. Wyczułam w jego głosie nutkę zdenerwowania.

Tylko czy był zły na mnie czy zdenerwowany moim towarzystwem?

- Powiedziałam ci, nie mam zamiaru jeść z tymi ofiarami, a skoro mam do wyboru jeść z sześcioma, wolę jeść tylko z jedną - odpowiedziałam wpatrując się gdzieś w dal.

- Czyli jestem ofiarą?

- Owszem.

- To nie ja mam pidżamę w żaby i kapcie w kaczki - zaśmiał się. - To nawet do siebie nie pasuje!

- Pływa w jednym stawie, gówno wiesz. I jakoś nie zamierzam zmieniać mojego stroju na śniadania, bo jakaś ofiara losu powiedziała mi, że to nieodpowiedni strój.

Zaśmiał się jeszcze głośniej.

- Wiesz co byłoby odpowiednim strojem? - zapytał niemal szepcząc. Chciał być seksowny? - Czerwone, koronkowe stringi i stanik do kompletu - szepnął i mruknął przeciągle.

Posłałam mu pewny siebie uśmiech.

- Skąd wiesz co mam pod pidżamą, skarbie?

Po czym wstałam, wyrzuciłam resztki mojej kanapki do kosza i odniosłam tackę. Przeszłam obok niego z dumnie uniesioną głową i rzuciłam mu ukradkowe spojrzenie. Chłopak pożerał mnie wzrokiem, a przy tym przygryzał dolną wargę. Wyglądał jak Apollo, w każdym calu. Tylko szkoda, że zachowywał się jak głupi Narcyz.

Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!