Pov: Lucyfer
Zanim zdążyłem chociażby odpowiedzieć, zostałem zabrany do tego śmierdzącego baru.
Przede mną, zjawił się barman z dziwnie uśmiechnięta miną. No dobra. Troszkę przesadziłem mówiąc: "uśmiechniętą".
Było to coś na kształt zadowolonego grymasu.
Po mojej prawej stronie, siadła Charlie, a po lewej, jednooka dziewczyna.
Vanessa! Albo Vanny..? Może lepiej po prostu się do niej nie odzywać. Na pewno nie po imieniu!
Ten czerwony debil pewnie by wiedział co zrobić...Szkoda tylko, że postanowił zadbać tylko o siebie i uciec! CHOLERNY JELEŃ!!!!
Może to i głupie.. to gdyby mi też kazał pójść stamtąd... poszedłbym.
A teraz żałowałem, że sam nie pomyślałem.
BAMBI! JEŚLI MNIE SŁYSZYSZ! PORWIJ MNIE STĄD CZY COŚ! ZA TE WSZYSTKIE ZAWAŁY JAKIE PRZEZ CIEBIE PRZECHODIZŁEM...! WIEŻOWCU RUDYYYY!
Nagle, moje rozmyślania przerwał niewielki huk. Wywołany, kto by się spodziewał, przez gigantycznego drinka, który wylądował przede mną.
Podobnego, tylko DUŻO, mniejszego drinka, dostały dziewczyny pomiędzy którymi siedziałem.
Nikt się na razie nie odzywał...Każdy po prostu pił.
Pomyślałem, że w sumie to całkiem dobrze. Wolę takie coś, niż jakby zalewali mnie pytaniami.
Jedynym minusem było to, jak mocno wszyscy wwiercali we mnie wzrok. Jakby niewerbalnie próbowali mnie do czegoś przekonać.
"Coś tu nie gra. Lepiej będzie się szybko zwinąć i nie pić za dużo." - Właśnie tak powinienem wtedy pomyśleć.
No niestety. Presja bycia otoczonym przez, jak dla mnie, dużą grupę osób, już podziałała jak dwa piwa. Nie myślałem zbyt mądrze. Jedynie chciałem przestać być w centrum uwagi, więc...piłem.
Najpierw wypiłem tego gigantycznego drinka. Czułem się trochę podpity, ale pretensjonalne spojrzenia się nie skończyły. To piłem dalej cokolwiek co mi podstawiono pod nos.
- Husk, nie wiem czy to dobry pomysł... - usłyszałem w pewnym momencie zmartwiony głos mojej córeczki.
Byłem już wtedy praktycznie upity.
Procentów we krwi miałem ponad normę. Dlatego nie wykorzystałem okazji i nie uciekłem, a po prostu patrzyłem to na barmana, to na Charlie. Oczywiście, sącząc to co mi kotek podstawił do picia.
- Już i tak za późno. Spójrz na niego. - mruknął do niej w odpowiedzi barman.
Spojrzałem na niego niemrawo, czując, że chodzi o mnie.
- Spokojnie, kochanie. Pamiętasz jakie dobre skutki ma alkohol? - wtrąciła się dziewczyna Charlie. Teraz to do niej się zwróciłem, analizując leniwie jej twarz.
Patrzyła nade mnie, z łagodnym wyrazem twarzy. Wyglądała na zmartwioną, choć jednocześnie zdeterminowaną...
Z perspektywy czasu, wiem, że powinienem wtedy już wiedzieć po co to wszystko. Jedynej mój mózg, aktualnie zamglony przez drinki, nie potrafił pojąć tak zaawansowanej wiedzy.
- Wasza wysokość, mogę zadać pytanie? Jak kolega koledze? - Gwałtownie wróciłem głową do poprzedniej pozycji.
Myślałem że dobre 10 sekund nad odpowiedzią, nie potrafiąc przywołać odpowiednich słów. Jakby te podstawowe informacje, po prostu zniknęły.
- Ta..k. Plo...siem. - wydukałem ostatecznie. Oj, tak nawalony to nie byłem od pewnego wieczoru, kiedy razem z Lilith, niedługo po znalezieniu się w tej norze, załatwiliśmy sobie bar.
Najpierw miało to być troszkę wina... A skończyło się tak, że wyróżniliśmy 3/4 tego baru.
Piwa, wina, wódka, bimber i wiele więcej.
- Co łączy Pana z Alastorem? - zapytał, chyba niezbyt zaskoczony formą mojej wypowiedzi.
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
