Prolog

68 2 1
                                        

—Hyunjin, powtórzmy to jeszcze raz — powiedziałam wciskając talkback na panelu konsoli. Widziałam jego frustrację, gdy nagrywaliśmy ten fragment dzisiaj po raz szósty. — Spokojnie, mamy czas, nigdzie nam się nie śpieszy - dodałam wyłączając interkom.

Z powrotem włączyłam bit, który rozbrzmiał w jego słuchawkach. Spojrzałam na Changbina siedzącego obok, który jedną ręką scrollował coś w telefonie, a drugą intensywnie notował coś w notesie. Wyglądał na bardzo skupionego, nie widziałam więc sensu żeby zaburzać jego rytm pracy. Skupiony Changbin zawsze przynosił same korzyści. Jisung standardowo wylegiwał się na kanapie, bo jego rola na dziś już się zakończyła. A Bang Chan... Lider liderów zarzucił nonszalancko nogi na biurko i wyglądał, jakby rozmyślał nad całym życiem choć wiedziałam co to znaczy - był szczęśliwy z powodu, dla którego dziś tu był.

Przetarłam dłońmi zmęczoną już twarz. Kończenie albumu zawsze było najgorętszym czasem w studiu, coś co wcześniej wydawało nam się dobre, finalnie wymagało od nas masy poprawek i niejednokrotnie zarywaliśmy nocki.

Ale teraz było idealnie. Hyunjin pilnował rytmu, słowa były wyraźne i dokładnie w jego stylu.
— Mamy to — mruknęłam klaszcząc w dłonie, czym przypadkowo obudziłam Hana. Obróciłam się w jego stronę widząc, jak przeciera zaspane oczy. Mrugnęłam do niego szczęśliwa. — Zbieraj dupsko, idziemy do domu.

Ale jak to wszystko się zaczęło?

** 5 lat wcześniej **

Leżałam na kanapie z laptopem na kolanach przeglądajac kolejne ogłoszenia o pracę. Sandra, moja siostra, leżała tuż obok oglądając jakieś reality show, które po chwili i tak jej się znudziło i skakała po kanałach.

— Udało się coś wysłać? — zapytała zerkając przelotnie w ekran mojego laptopa.

— Ta, coś wysłałam. Może coś z tego w końcu będzie — westchnęłam zamykając laptopa mocniej niż powinnam.
Z każdym dniem byłam coraz bardziej zirytowana faktem, że nic mi nie wychodziło. Hobbystycznie pisałam teksty piosenek, które nie miały ujrzeć światła dziennego, kiedy nagle wpadłam na pomysł, że to może być sposób na zarobek. Wysyłałam prototypy do różnych wytwórni, nawet z drugiego końca Polski.

Kilka dni później, znowu w tym samym miejscu z laptopem na kolanach przeglądałam maile mając nadzieję na to, że w końcu się coś zmieni. "Dziękuję za skontaktowanie się z naszą wytwórnią" - tych maili były dziesiątki, już nawet ich nie czytałam. Wiedziałam, że odpowiedź będzie taka sama - nie poszukujemy songwritera do naszego zespołu. Ale jeden mail przykuł moją uwagę.

— JYP entertainment... — mruknęłam pod nosem zerkając na Sandrę po to, by za chwilę otworzyć maila i przeczytać jego treść.

Od: JYP Entertainment contact@jypent.com
Do: Wiktoria
Temat: Thank you for your submission
Dear Wiktoria,
Thank you for sending us your lyrics. We were impressed by your creativity and unique style. We would like to invite you for a meeting at JYP Entertainment headquarters in Seoul to discuss your work further and explore potential collaboration opportunities.
Please let us know your availability so we can schedule a convenient time for your visit. We look forward to meeting you and learning more about your music.
Best regards,
JYP Entertainment – A&R Team

— O kurwa - sapnęłam niemal przestraszona i odrzuciłam laptopa na kolana jakby mnie poparzył. Serce biło mi jak oszalałe, jakby za chwilę miało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej. Zerwałam się z kanapy jak dzika, patrząc na Sandrę jednocześnie ze strachem jak i podekscytowaniem. — Chyba... Lecimy do Seulu - powiedziałam po prostu wzruszając ramionami, jakby to była dla nas norma.

Co działo się potem? To był najbardziej szalony czas w moim życiu, a przynajmniej wtedy tak uważałam. Pakowanie, wyrzucanie, sprzedawanie - to był porządek całego tygodnia odkąd odpisałam JYP entertainment bez namysłu, że w sumie możemy się spotkać za dwa tygodnie. To był bezpieczny czas na zakończenie wszystkiego w Polsce, bo właśnie przeprowadzałyśmy się do Korei. Czy to było odpowiedzialne? Kompletnie nie. Człowiek młody i głupi, stawia wszystko na jedną kartę, zostawia dotychczasowe życie… nawet nie wiedząc, co czeka na drugim końcu świata.

A co jeśli jednak wszystko pójdzie dobrze?

Under the Same Roof Where stories live. Discover now