Pov: Narrator
..I właśnie wtedy, Husk nareszcie zabrał głos:
- Zamknijcie się wszyscy. Kazaliście mi tu przyjść, to chociaż dajcie, kurwa, coś powiedzieć. - powiedział, wyraźnie zirytowany tym, jak reszta się rzucała na dwójkę głównych zainteresowanych.
Wiedział, że może sobie pozwolić dziś na więcej przy Alastorze niż zazwyczaj, ponieważ widać było jego stan. Dziś by mu się nie dostało, a bądź co bądź, był winien Charlie i reszcie jakąś malutką przysługę.
Po chwili ciszy, co kot w kapeluszu odebrał jako pozwolenie na kontynuowanie swojej wypowiedzi, wskazał na już pocącego się z nerwów Lucyfera.
- Czy ma wasza wysokość coś do powiedzenia? - dodał uważnie obserwując reakcje kaczkowego maniaka.
Ten za to nie potrafił wydusić słowa. Błądził wzrokiem po pomieszczeniu, szukając jakiegoś wsparcia.
Nawet spojrzał na Radiowego demona, co niestety poskutkowało tylko zwiększeniem się poziomu zdenerwowania.
Ktoś by zapytał: "A niby dlaczego?"
MOŻE DLATEGO, ŻE ZAUWAŻYŁ DOSŁOWNIE KREW PRZECIEKAJĄCĄ ALASTOROWI Z BOKU UBRANIA.
Niby opatrunki nie były zmieniane niewiadomo jak dawno... choć to może przez nagły stres?
- A C-co..Co chcecie wiedzieć? - odpowiedział podnosząc bezradnie ręce. Nie do końca rozumiał o co im chodzi oraz czego chcą się dowiedzieć, co po części działało na jego korzyść.
- Ehg, no może na przykład, jak to się stało, że Alastor znalazł się w pańskim pokoju? - odrzekł Husk. Bo chyba to najbardziej zastanawiało wszystkich zgromadzonych.
Pov: Alastor
Gdybym tylko miał siły, Husker by nawet nie zdążył otworzyć swoich pijackich ust, a już by uciekał ile sił w nogach.
Ten blond idiota był wtedy najgorszą osobą do odpowiadania na jakiekolwiek pytania. Nie dość, że nie potrafił kłamiąc, to jeszcze przez stres bredził co mu ślina na język przyniosła. Wiedziałem żeby do niego nie przychodzić...
Bym oczywiście już dawno przejął pałeczkę i sam coś powiedział, jednak ból był coraz gorszy a do tego czułem, jakby ubranie zaczęło mi z jednej strony przesiąkać.
Złapałem się najdyskretniej jak umiałem za ten bok.
Choć za sekundę tego pożałowałem, ponieważ napotkałem wzrok nikogo innego jak Charlie. Lustrowała mnie, wyraźnie zmartwiona.
Bałem się, że zacznie się martwić na głos, co by tylko pogorszyło moją i tak już okropną sytuację.
- No bo ten..Najpierw ja spałem, potem wstałem, yyy... chciałem znowu iść spać ale tak.. słyszałem coś i myślałem że to, eee... - jąkał się kurdupel, co wyraźnie zaczynało denerwowac, pożal się Boże, "terapeutę" Huskera.
- Następne pytanie. - mruknął zrezygnowany do Vaggi.
Ta za to, wyglądała jakby ojciec jej dziewczyny kogoś zamordował. Oko miała tak zwężone, a jednocześnie wyraźnie wbite w niego...aż ja czułem dyskomfort.
Nie żebym już nie wycierpiał się wystarczająco! Czułem się fatalnie.
- Co wam się stało? - wtrąciła chłodno upadła anielica, patrząc to na mnie, to ja niziołka.
- Nic takiego moja droga...- wydusiłem po paru sekundach zbierania sił.
Nie odzywałbym się oczywiście, gdyby łaskowy król piekła, raczył coś powiedzieć. A on, wyglądał jakby go zatkało. Chyba sam nie wiedział co się dzieje.
- W-włąśnie! Niepotrzebnie się martwicie. - wtórował mi Lucyfer. Spojrzałem na niego porozumiewawczo.
Byłem zadowolony, że wreszcie powiedział coś sensownego. Może jeszcze nie jesteśmy na straconej pozycji. Może nie całkowicie...
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
