-Rozdział 17-

656 41 89
                                        

Pov: Narrator

Cała czwórka jakoś się dowlekła do windy, a gdy drzwi się zamknęły, nastała niezręczna cisza...

Nikt nie chciał zacząć nic mówić, bo najzwyczajniej, nikt nie wiedział co.

Charlie stała po lewej stronie, Vaggi po prawej, Alastor pomiędzy nią a Lucyferem, a znowu król piekła między swoją córką a radiowym demonem.

Wtedy właśnie, jednooka postanowiła wykorzystać okazję.
Ponieważ nasz kochany jelonek, nadal próbował stać wyprostowany, mimo coraz gorszego bólu. Niestety nie potrafił tego tak dobrze zamaskować, będąc właściwie z każdej strony obserwowany.
Ręce mu się trzęsły, wzrok co chwilę się rozmazywał i wyostrzał, a zaciskał szczękę tak mocno, że praktycznie mógł ją sobie w każdej chwili połamać.

Vaggi zlustrowała go z góry na dół już trzy razy, więc udało jej się te znaki zauważyć. Wiedziała też, jaki Alastor dobrze potrafi ukrywać, praktycznie wszystko co by zdradzało o nim coś konkretnego...

Czyli inaczej:
NIE. MA. TAKIEJ. OPCJI. ABY. SIĘ. PRZYZNAŁ. JEŚLI. BYŁO. COŚ. NIE. TAK.

Ale trzeba pamiętać... Miały plan. A akurat nadażyła się idealna okazja, żeby zrealizować jego kolejną część.

Za to z perspektywy Charlie, sprawa wyglądała zgoła inaczej, choć jednak tak samo.

Bo z kolei ona, uważnie analizowała postawę swojego ojca. Który aktualnie potrzebował tylko snu, oraz może ciepłej herbaty.
Czuł się fatalnie. Gdyby tylko miał siły użyć mocy..! Ale nic z tego. Dodatkowo, to by nic nie dało na dłuższą metę. Za chwilę znowu by ich porwały.

Lucyfer stał zgarbiony, przytulał sam siebie i strasznie się trząsł, do tego denerwował.

Nie miał pojęcia czego się spodziewać po dziewczynach...Bo co jeśli dowiedzą się prawdy? Ta myśl nie napawała go optymizmem. Jakby dowiedziały się prawdy, to obydwoje by się chyba rzucili z mostu.

Jednak nareszcie, winda dotarła na parter. A gdy drzwi się otworzyły, przed nimi pojawił się...Baxter. Z zeszytem. I ten widok sprawił, że Lucyfer znowu poczuł mdłości.

"Mała rybka z rysikiem.." - Pomyślał.

- Nareszcie. Zapraszam. - powiedział z cwanym uśmiechem. Po czym skierował się w stronę pokoju... terapii.

Zarówno ledwo trzymający się na nogach Alastor, oraz zgarbiony Lucek spojrzeli na siebie z czystym niedowierzaniem i niepokojem. Mają przesrane.

Z braku alternatywy, jakoś dwolekli się za resztą do pokoju torturo-terapii.
Gdzie kolejne zaskoczenie, ponieważ Baxter zajął miejsce tuż obok czekającego na nich...Husk'a.

Teraz to aż wyższy z rannych się zakrztusił.
Nie chciał tu być. Oj, chyba nigdy tak bardzo nie chciał zniknąć.

- Siadajcie. - Odezwała się nagle Vaggi, pokazując na dwa krzesła na przeciwko kota w kapeluszu.
Na początku nie chcieli, po prostu stali. Ale nie minęły dwie sekundy a dziewczyna w kucyku dodała. - Już. - tonem nie znoszącym sprzeciwu.

Radiowy jednak nadal nie chciał się ruszyć, tylko tym razem, przed tego konsekwencjami uratował go niższy blondyn.
Rzucił mu porozumiewawcze spojrzenie, mówiące mniej więcej: "Jak zaraz nie usiądziesz, to padniesz na podłogę, a wtedy jesteśmy całkowicie spaleni." Co przekonało Alastora.

Obydwoje usiedli na krzesłach, o dziwo, obok siebie.

Było to jak dwie strony konfliktu:
Główni zainteresowani po jednej stronie,
"Detektywi" po drugiej.

Charlie, Vaggi, Baxter i Husk, spojrzeli po sobie tym samym dając sobie znak, że czas zaczynać.

STOP, STOP, STOP!
Od kiedy Husk w tym uczestniczy?

Wspomniany już grzesznik, został poinformowany o podejrzeniach w stosunku do naszej kochanej pary rannych przez Baxtera, gdy przestawił swój plan spisku księżniczce piekła, oraz upadłej anielicy.
Pomyślał już zawczasu, o tym jak trudno będzie wyciągnąć cokolwiek od tych dwóch gagatków. A szczególnie tego z uszami jelenia.

Do tego, Husk bardzo dobrze sprawdza się w "terapii", grzeszników zatrzymujących się w hotelu.

- No dobra. Chyba każdy z nas woli, aby to poszło gładko, więc słuchamy. Co się dzieje? - zagaiła Vaggi, próbując jakoś zacząć tą rozmowę.

Barman spojrzał na nią podnosząc jedną brew. Niezbyt spodobał mu się taki sposób. Wiedział, że bezpośredniej rozmowy, głównie z Alastorem, nie dadzą rady zrobić. A przynajmniej nie tak, żeby się czegoś dowiedziećbprzydatnego.

- Ha...Nie wiem o co wam chodzi..Co mu w ogóle tu robimy? - odpowiedział niepewnie władca piekła, rozglądając się, zdesperowany po pomieszczeniu.

- Tato, nie udawaj. Od jakiegoś czasu, po prostu nie ma z wami kontaktu. A do tego, nie myślcie że nie widzieliśmy tego w jakim złym stanie jesteście! - odezwała się, najbardziej stanowczo jak umiała, Charlie.

Troszkę musiała skłamać...Bo gdyby nie jej dziewczyna i mały naukowiec z notatnikiem, nie wyłapałaby tego. A przynajmniej nie tak szybko.

- Nie wiem o czym mów-

Znowu Lucyfer zaczął się wypierać. Jednak nie dokończył, ponieważ Baxter mu przerwał, zwracając się, tym razem do Alastora.

- Po mowie ciała wnioskuję, że powinien pan, Radiowy Demonie, być aktualnie w pozycji leżącej. Ponieważ wystarczająco wyraźnie widać, w jakim stanie pan się znajduje. - powiedział, patrząc prosto w twarz głównego zainteresowanego.

A słowami, wywołując u niego fale gniewu, który by już się ulotnił, gdyby był w pełni sił. Bo wtedy, najpewniej mały naukowiec by leżał rozpłaszczony na podłodze.

Jednak demon musiał się jedynej ograniczyć do wbicia w niego ostrego spojrzenia. I właśnie wtedy, Husk nareszcie zabrał głos...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

HEJKA GWIAZDKO CZYTAJĄCA TOOO

Dzisiaj rozdział troszkę krótszy, tylko z perspektywy narratora.
Mam nadzieję, że was zbytnio nie zanudziłam, bo na początku w ogóle chciałam aby ten rozdział miał około 500 słów. Ale akurat jak dobiłam właśnie tyle, to dostałam nagłej weny i wyszło ile wyszło;)

Jest prawie 23 gdy to publikuje, więc jeśli ktokolwiek to będzie czytał jeszcze dziś: PIONA BYCZKU✨

Życzę wam udanego weekendu i do zobaczenia!!

MIŁEGO DNIA/NOCYY

875 słów

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz