Pov: Alastor
Gdy Lucyfer próbował pomóc mi wstać, w pewnym momencie po prostu poleciał jak długi na ziemię.
Ja zresztą też wróciłem do poprzedniej pozycji, jednak dużo świadomiej.
- CO JEST KURW- Urwałem, bo moje płuca postanowiły odmówić mi posłuszeństwa. Przez chwilę nie mogłem się ruszyć oszołomiony, a do tego oblany zimnym potem.
Ignorując dające się we znaki rany, wyraźnie niezadowolone z powodu nagłego zrywu, praktycznie rzuciłem się do przodu.
Ten blond idiota wyglądał naprawdę niedobrze. Wyraźnie nie czuł się najlepiej, a każda chwila tylko pogłębiała ten stan.
Wspaniale prostu! Obydwoje będziemy musieli robić za lekarza dla siebie nawzajem. Po prostu rozkosznie!
- Wszystko dobrze? Słyszysz mnie?! - Powiedziałem lekko nim potrząsając. Czemu nie odpowiadał! Przecież widzę, że jest przytomny! - Hej, co się dzieje?! - nadal zero odpowiedzi. Po prostu wpatrywał się we mnie jakby zobaczyła kosmitę i skulił się łapiąc za brzuch.
To musiały być, tym razem jego, rany.
A NIECH CIĘ SZLAG VOX!!!!
Jedna półkula mojego mózgu, aktualnie zajęła się obrażaniem demona pseudo telewizji. A druga Lucyferem.
Może i wstyd się przyznać, ale najprościej rzecz biorąc, bałem się o niego.
To nie było miłe uczucie, więc chciałem aby szybko zniknęło. Trzeba coś zrobić...
- o-odsuń się... - Dotarł do mnie niemal szept ze strony Lucyfera.
Spojrzałem na niego zdezorientowany, aż uśmiech mi zadrżał.
Jednak coś w głosie niziołka kazało mi się go posłuchać.
Odsunąłem się o niecałe dwa metry. Siedziałem tak na tej podłodze, próbując nie klnąć jak szewc. Tak, brawo. To przez rany będące aktualnie pod opatrunkami.
Gdy nagle upadły anioł podniósł się trochę i... zwymiotował bezceremonialnie na podłogę, głośno oddychając.
Aż mnie zamurowało.
Pov: Lucyfer
Mówiłem że było mi niedobrze.
Po zwróceniu całego zjedzonego przeze mnie w ostatnim czasie jedzenia, oddychając ciężko, wytarłem sobie twarz rękawem.
Oj lepiej. Naprawdę zrobiło mi się troszkę lepiej.
Jeszcze tylko, żeby z przeszywającym mnie na wskroś bólem było podobnie.
Po paru sekundach spojrzałem w końcu na całkowicie zszokowanego Jelenia. Miałem coś na nosie?
Nigdy nie widział jak ktoś rzyga? Czy może sam tego nigdy nie robił?
- Nie patrz się tak...Tylko spróbuj wstać i pomóż mi. - Powiedziałem po chwili zbierania sił.
Widocznie Bambi był w takim szoku, że się mnie posłuchał, rzeczywiście próbując wstać.
Po paru próbach mu się udało.
Minęło parę chwil, a wyższy podszedł do mnie i złapał mnie za nadgarstki od tyłu, wyraźnie się trzęsąc. Biedny rudy.
Mi też trochę zajęło zanim ruszyłem swój wspaniały zadek z mojej wspaniałej podłogi.
ALE HEJ HEJ! TO NIE BYŁA MOJA WINA!
Gdyvy uszaty się tak nie telepał jak galaretka to by poszło dwa razy szybciej.
(Tak było, nie zmyślam)
Jak nareszcie stanęliśmy obydwoje na nogi, nagle okazało się, że stoimy trzymając się za ręce...
Poczułem jak bardzo policzki mnie palą, co było dosyć ciekawym uczuciem gdy reszta ciała jest nie do zniesienia.
Czerwony chyba też się zawstydził, bo jęknąl cicho puszczając mnie i łapiąc się za klatkę piersiową.
Już otwierałem usta, aby się z niego ponabijać, nawet pomimo ogromnego dyskomfortu, ale wtedy usłyszeliśmy pukanie...
A za raz potem dźwięk otwieranych drzwi...
- Cześć tat-
Nam obydwu chyba przeleciało wtedy życie przed oczami...
Pov: Narrator
To właśnie Charlie wraz ze swoją dziewczyną zawitały w pokoju Lucyfera, wywołując tym u chłopaków myśli samobójcze. Czuli, że to koniec.
Tymczasem Charlie, urwała w pół zdania, ponieważ zobaczyła:
- Alastora w pokoju swojego ojca, a podobno się nienawidzili.
- Wymiociny na podłodze, w tym brudnego nadal niższego z przyłapanych.
- Ślady krwi, zarówno Anielskiej jak i zwykłej, ludzkiej.
- ALASTORA W POKOJU SWOJEGO OJCA!
Podobnie zszokowana była też Vaggi. Obydwie na chwilę zmroziło.
Co tu się dzieje?
- yyyy, Cześć córeczko..! - wydusił po dłuższym czasie milczenia Lucek. Wyraźnie zdenerwowany.
Przez jego głowę przelatywało aktualnie tysięcy scenariuszy. Czy Charlie się wścieknie? Czy może uda jakby nic nie widziała? Czy umrze z szoku? Czy będzie zadawać dużo pytań? I. JAK. Z. TEGO. PLANUJE. WYBRNĄĆ. ALASTOR?!
Znowu wspomniany Jelonek, właśnie korzystał z chwili gdy każdego zacięło i myślał nad dobrym kłamstwem.
Miał parę pomysłów, ale były one uzależnione od reakcji dziewczyn.
Dobrze, że nie weszły jak jeszcze trzymali się za ręce... To byłby nawet dla Al'a koniec.
Wreszcie, Vaggi wyrwała się z transu w jaki wpadła gdy ujrzała tą scenę, od razu wbijając podejrzliwe spojrzenie, to w jednego, to w drogiego.
- Zapraszam z nami. - rzuciła jakby nic się nie stało i szturchnęła swoją ukochaną, biorąc ją za rękę i prowadząc w kierunku windy.
Ani niższy, ani wyższy, nie mieli pojęcia o co chodzi.
- Miło było cię nienawidzić - szepnął Lucyfer do Alastora, gdy szli już powoli w kierunku windy.
- Miło było patrzeć na ciebie z góry.. - odpowiedział mu nawet ciszej. Próbując jednocześnie iść wyprostowany, co z każdym krokiem stawało się trudniejsze.
Tak samo zresztą król piekła...To, co będą przeżywać z chwilę: To będzie prawdziwe piekło.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam ponownie 😋
Jak widzicie: w końcu przypał.
To było nieuniknione.
Choć i tak mogło być gorzej...😉
Możliwe, że niektórzy z was mają aktualnie ferie, więc życzę aby was nie budzili o piątej rano shsh
(Ja niestety wolnego jeszcze nie mam://)
Co mogę jeszcze powiedzieć?
Pod koniec pisania byłam już praktycznie pół przytomna, także przepraszam za ewentualne błędy/powtarzanie się:3
Mam nadzieję że jakkolwiek zaspokoiłam wasze oczekiwania co do rozdziału i życzę
MIŁEGO DNIA/NOCY GWIAZDECZKII
856 słów
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
