Rozdział trzeci

Zacznij od początku

  Założyłam ręce na piersi i spojrzałam na niego wyczekująco. Chłopak wciągnął powietrze głęboko do płuc i wypuścił. Ponowił tą czynność kilkakrotnie zanim uspokoił się na tyle, żeby znowu coś powiedzieć.

  - Tak, znałem wszystkie.

  - Ile ich było?

  Spojrzał na mnie kpiąco.

  - Sporo.

  - Ile tutaj jesteś?

  - Niecały rok.

  - I znałeś je wszystkie?

  - Nie wszystkie. - Wbił wzrok w swoje buty. - Z każdą się kolegowałem. Tak jak z tobą teraz. Ale w jednej byłem zakochany.

  Podniósł wzrok i spojrzał na mnie zarumieniony.

  - Jak się nazywała?

  - Dlaczego pytasz?

  - Tak z ciekawości, przecież się kolegujemy.

  Uśmiechnęłam się sztucznie.

  Potrzebowałam informacji.

  - Klara.

  Zachłysnęłam się powietrzem i o mało co nie wylądowałam na pupie, gdy usłyszałam to imię. To jedno słowo uderzyło we mnie potężną siłą i nawet nie zorientowałam się, że przestałam oddychać. Kręciło mi się w głowie.

  - Wszystko ok? - zapytał zmartwiony chłopak.

  - Jaka ona była? Była szalona? - zapytałam na jednym wydechu.

  - Dlaczego tak o nią wypytujesz?

  - Powiedziałam ci już, ciekawość.

  - Znałaś ją?

  - Tak jakby - skłamałam. - Kiedyś z nią pisałam, później kontakt nas się urwał jak trafiła tutaj. Przez internet wydawała mi się całkiem spoko, dlatego pytam.

  Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedział. Po chwili pokiwał głową. Uwierzył mi!

  - Klara nie była szalona. Leki, które brała zmieniały ją. Po tygodniu była zupełnie inna niż od razu po swoim przyjeździe. Bała się kogoś, nie chciała powiedzieć kogo, powiedziała, że to zbyt niebezpieczne. Ale pomimo tego, ona nie była szalona. Dużo rozmawialiśmy, ale na następny dzień nie pamiętała naszych rozmów, nie wiem czy to przez leki czy jej psychika to wykreślała z głowy. Kiedyś nawet byliśmy razem, do końca dnia, z samego rana, gdy chciałem ją przytulić, zapytała jak się nazywam... - Zobaczyłam, że po twarzy chłopaka płyną łzy. - Chciałem jej pomóc, chciałem, żeby była zdrowa i żeby stąd wyszła, ale jej się nie polepszało, widziałem to. Tak mocno ją kochałem...

  - Co się z nią stało?

  - Tego nie wiem, pytałem chyba wszystkich. Są cztery możliwości...

  Ponownie przełknęłam ślinę.

  - Jakie? - zapytałam niepewnie. Nie byłam pewna czy chcę znać odpowiedź.

  - Albo została przeniesiona na oddział zamknięty bądź do innego ośrodka, albo Oni ją zabili, albo uciekła, albo sama się zabiła...

  Do głowy wpadł mi nagle szalony pomysł.

  - A może się ukrywa... - wyszeptałam.

  Chłopak zrobił wielkie oczy.

  - C...co?

  - Nie przeszło ci nigdy przez myśl, ze może się ukryła przed Nimi i zostawiła jakieś wskazówki, żeby można byłoby ją odnaleźć? Ją albo jej ciało? Nie chciałbyś wiedzieć co się z nią stało?

  - Chyba nie... To zamknięty rozdział, nie chce rozdrapywać starych ran.

  On śmiał powiedzieć, że ją kochał? Kto normalny mógł kogoś kochać i po prostu żyć bez drugiej osoby, nie wiedząc co się z nią dzieje, gdzie jest, czy jest z nią ok, czy nic sobie nie zrobiła, czy żyje?! W tamtym momencie się zdenerwowałam i przestałam uważać na słowa, które wypowiadam do chłopaka. W tamtym momencie nie liczyło się już nic innego jak tylko wbiec do pokoju, otworzyć Dziennik i dowiedzieć się czegoś więcej.

  - Rób jak uważasz! - wykrzyknęłam mu w twarz, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam kroczyć przed siebie. Zauważyłam, że Artur podąża za mną. - Azor, zostań! - krzyknęłam do niego przez ramię.

  Chłopak zatrzymał się gwałtownie i posłuchał mnie, jak pies.

  Wbiegłam na piętro, na którym znajdowały się pokoje i szybko schowałam się w swoim. Rzuciłam się na łóżko i wyciągnęłam Dziennik. Wróciłam do dnia, na którym skończyłam wczoraj.

28 września

Wszystko zaczyna powoli wirować, świat nie jest taki sam w tym miejscu. Poznałam Artura. Uczepił się mnie jak rzep psiego ogona. Może okazać się łatwym pomocnikiem do poszukiwania drogi ucieczki, ale nie wezmę go ze sobą. Chodziłam dużo po szkole wieczorem, do póki nie kazali mi wracać do pokoju. Znalazłam klamkę do drzwi w schowku woźnego, na końcu korytarza w piwnicy. Woźnego prawie nigdy tam nie ma, więc dostęp do tego jest łatwy. Przemyciłam ją po cichu do mojego pokoju. W nocy około trzeciej cichną wszelkie kroki strażników, ale około piątej znowu powracają. Więc mam około dwóch godzin na poszukiwania drogi ucieczki. Zaproponowałabym to Arturowi, ale on jest zbyt głupi, żeby to wszystko ogarnąć. Ciągle uważa, że biorę leki i przez to mam problemy z pamięcią, ale ja już ich nie biorę. Dzięki temu, że jest wręcz pewien o tym, że nic nie pamiętam następnego dnia, łatwo jest nim manipulować.

29 września

O trzeciej trzydzieści wyszłam z pokoju. Budynek był trochę bardziej straszny niż za dnia, ale nie ma już odwrotu. Musiałam zachować wszystkie środki ostrożności. Oprócz tego, że drzwi trochę skrzypią i trzeba je oliwić raz na tydzień, byłam jak ninja. Bezszelestnie zeszłam na stołówkę i otworzyłam zdobytą (także od woźnego) klamką od okien, wszystkie okna po kolei. Sprawdziłam czy żadne kraty się nie ruszają. Ani drgnęły. Cholera. Zbadałam każdą otwartą salę lekcyjną. Tylko jedna była zamknięta. Klasa sto trzydzieści pięć.

  Klasa Drzewa!

  ***

  Jak się podoba kochani?

  Proszę oczywiście o komy i gwiazdki :)

  Kocham Was i do następnego <3

Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!