Rozdział trzeci

11.3K 903 92

  Wstałam podobnie tak jak wczoraj, obudzona przez jakąś loszkę o głosie wiedźmy.

  Spojrzałam z niechęcią na mundurek, który wisiał za szafie tuż obok drzwi. Szara marynarka, która zapinała się na dwa guziki, trochę ciemniejsza spódnica i jasnoszara koszula. Jedynym urozmaiceniem był bordowy krawat i bordowe mankiety marynarki. Na małej kieszonce widniała przypinka z jakąś nazwą, ale nie zadawałam sobie trudu, żeby ja przeczytać, bo po cholerę mi to?

  Zeszłam na śniadanie, zupełnie jak wczoraj, w pidżamie w żaby. Dzisiaj jednak założyłam do tego kapcie w kaczki, które zakrywały kostki, bo wczoraj było mi cholernie zimno w stopy.

  Zgarnęłam tak samo jak wczoraj jedną kromkę i masło ze szwedzkiego stołu. Usiadłam na swoim miejscu, gdy ktoś zaczął do mnie krzyczeć. Odwróciłam się i zobaczyłam Azora, który biegł w moją stronę z prawie wywieszonym jęzorem do pasa, jak pies.

  - Jak chcesz to możesz usiąść z nami! - zaszczekał radośnie i wywalił zęby na wierzch.

  Spojrzałam w stronę, którą pokazywał i dostrzegłam uśmiechających się do mnie grupkę ludzi. Dostrzegłam w nich coś znajomego... Już wiedziałam co. Jedna dziewczyna miała włosy jak pudel, druga miała małego kucyka na środku głowy jak york, jakiś chłopak notorycznie drapał się za uchem (dobrze, że nie noga, bo chyba bym się posikała za śmiechu), inny zaś siedział z otwartym pyskiem, a ostatni próbował właśnie językiem czy herbata jest gorąca. Nie zamierzałam siedzieć przy stoliku Psów, co to to nie.

  - Nie... - powiedziałam zniesmaczona i jeszcze raz rzuciłam spojrzenie na tamten stolik. - Wygodniej mi się je na podłodze, przynajmniej mam oparcie - zaśmiałam się.

  Chłopak spojrzał na mnie swoim maślanym spojrzeniem, wręcz błagając bym usiadła razem z nimi. Udałam, że tego nie widzę i zajęłam swoje miejsce siadając po turecku i oparłam się o ścianę. Zaczęłam brać pierwszy kęs przygotowanej kanapki, gdy zobaczyłam, że wierny Azor siada obok mnie i także zaczyna jeść swoje śniadanie. Miałam ochotę westchnąć przeciągle, bo nie odpowiadało mi jego towarzystwo.

  Po pięciu gryzach byłam pełna. Azor wytrzeszczył na mnie oczy, gdy odłożyłam talerz z nadgryzioną kromką na bok.

  - Dlaczego nie jesz? - zapytał.

  - Już zjadałam.

  - Aha.

  I tak wyglądała nasza rozmowa.

  ***

  Po lekcjach chłopak odprowadził mnie do pokoju i znowu szczekał o tym spacerze. Może da mi spokój jak go wyprowadzę?

  Zgodziłam się.

  Szliśmy wzdłuż ścieżki na placu. Wokoło było tylko kilka zaniedbanych drzew, pod nimi opustoszałe ławki. Nikogo tam nie było. Było dopiero południe, nauki nie było właściwie, więc nawet kujony powinny spędzać czas poza swoim pokojem. Słońce świeciło, ale zbierało się na deszcz. W mundurku szkolnym było mi w sam raz.

  - A... - ugryzłam się w język, gdy zorientowałam się, że chcę właśnie zwrócić się do chłopaka Azor. - Artur, mogę cie o coś zapytać?

  - Umm... Jasne pytaj...

  Przełknęłam ślinę.

  - Znałeś może poprzednie lokatorki mojego pokoju?

  Zatrzymał się w pół kroku i zamarł. Zaczerwienił się i już chciał zawrócić, ale pociągnęłam go za rękaw marynarki.

  - Powiedziałeś, że mogę. Czekam.

Niedoszły Samobójca ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!