~Rozdział 15~

685 39 84
                                        

Pov: Lucyfer

Zasnąłem zaraz po tym gdy obraziłem się w myślach na Jelenia...

Nie wiem ile spałem, ale najwyraźniej był już następny dzień. Po czym to wnioskuję? Hmmm, może dlatego, że ktoś dosłownie DOBIJA SIĘ DO MOICH DRZWI!

Jęknąłem niezadowolony. Bolało mnie wszystko jak cholera i nie chciałem się ruszać z mojego wygodnego posłanka.

Szkoda tylko, że ten ktoś kto mi przeszkadzał nie myślał podobnie.

JUŻ JUŻ IDE PRZECIEŻ!

Jakoś spróbowałem się zwlec z łóżka, stanąłem na nogi.
Kręciło mi się w głowie, a do tego obraz mi się rozmazywał, czułem jakbym miał za parę sekund zemdleć na miejscu.

Chwila minęła i nareszcie dotarłem pod drzwi. Przyłożyłem ucho do nich aby spróbować usłyszeć kto to mnie nawiedza.
Ale nikogo nie słyszałem...Jedynie CIĄGŁE PUKANIE!!!!!

Otworzyłem drzwi, a za nimi dostrzegłem... Alastora?!

Zamurowało mnie.
Jak to w ogóle możliwe? Czyżby mu się polepszyło? Albo może mam halucynacje?
Wyciągnąłem rękę do góry, by spróbować złapać brodę domniemanego rudego.
Gdy tylko to zrobiłem, poczułem prawdziwą szczękę, a za raz po dłoń zaciskającą się na moim nadgarstku i odrzucająca moją własną.

Następnie, Bambi najzwyczajniej w świecie wlazł mi do pokoju, szybko zamknął drzwi po czym powoli usiadł na ziemi, dysząc ciężko.

Ja, nadal w szoku, na chwilę nawet zapomniałem o nieznośnym bólu.
Za dużo emocji naraz!
Zaskoczenie, irytacja, niedowierzanie, radość...NIE! Chodziło mi o pozytywne uczucie, że dał radę tutaj przyjść. Co oznacza poprawę jego stanu i wreszcie zostawienie go w spokoju...?

Kogo ty próbujesz oszukać?

- C-co..co się tak gapisz? - aż podskoczyłem gdy usłyszałem głos radiowego. Teraz dopiero do mnie dotarło, że wpatrywałem się prosto w niego. Szybko odwróciłem wzrok zawstydzony. - Wszystko w porządku? - Dodał czerwony wieżowiec.

CZEKAJ.
CZY ON SIĘ MNIE WŁAŚNIE ZAPYTAŁ O TO CZY WSZYSTKO ZE MNĄ DOBRZE?
To mi się śni..albo coś źle usłyszałem. Co mu się dziś dzieje?!

- Czy, ze mną..? - powiedziałem zaskoczony pokazując palcem to ja mnie, to na niego.
Wyższy tylko przewrócił oczami.

- A czy widz-dzisz...- nie dokończył, bo złapał się za brzuch a później usłyszałem jeszcze wyraźne stęknięcie. Najwyraźniej z bólu.

Mimo, że sam nie czułem się zbyt dobrze, od razu padłem na kolana obok niego. Próbowałem odsunąć ręce rudego, aby zobaczyć co się dzieje, ale ten jak małe dziecko. Wiercił się na zmianę z przeklinaniem pod nosem i chuchaniem mi prosto na włosy.

- Czy ty możesz się ogarnąć?! Najpierw przyłazisz mi tu niewiadomo po co, a jak czujesz tego konsekwencje to nie chcesz pomocy?! - fuknąłem na niego, przywołując tym samym jego spojrzenie.

Przez sekundę błysnęło w nich coś na kształt...nie wiem, zmartwienia? Troski? A może to po prostu była reakcja na ból?
CZY KTOŚ MI NA TE PYTANIA ŁASKAWIE BY MÓGŁ ODPOWIEDZIEĆ?!

Nie.

- Zamknij...m-

- Prędzej sprzedam moje kaczki niż się ciebie posłucham. - przerwałem mu, jednocześnie puszczając mu oczko.

Chyba mocno go tym zaskoczyłem bo w ciągu dwóch sekund jego uszy opadły, policzki zrobiły się czerwone a oczy patrzyły na mnie z niedowierzaniem i zdziwieniem.
Na ten widok nie dało się powstrzymać uśmiechu.

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz