Pov: Narrator
Podczas gdy Lucyfer zrobił jedną z większych głupot w swoim życiu, Baxter opowiedział Charlie oraz Vaggi o większości swoich obserwacji. Przez to obie dziewczyny były praktycznie całkowicie blade. Nie mogły uwierzyć w to co właśnie słyszą.
- Czekaj! Czyli myślisz, że od walki z Vox'em są w tak złym stanie? Ale niby co im się stało?! - powiedziała nagle anielica, czym wywołała zwiększenie się poziomu irytacji u niższego.
- Według mnie, władca piekła musiał doznać tych urazów gdy zniknął a Radiowy demon: podczas walki. Podstawy logicznego myślenia...Ty też jesteś do tego zdolna. Kobieto. - odpowiedział jej zniecierpliwiony.
Nienawidził gdy musiał komuś coś tak dokładnie tłumaczyć, bo czuł jakby ktoś go niedokładnie słuchał.
Ach, te baby
!! ŻARCIK !!
Charlie zasłoniła dłońmi usta. Była przerażona i potwornie zmartwiona. Jak mogła tak zaniedbać osób które tyle dla niej zrobiły? Tak może być..
- Nie możemy tego tak zostawić! Pójdźmy do Alastora i mojego taty nawet teraz! - ogłosiła zdecydowana i zdeterminowana.
Momentalnie Vaggi złapała ukochaną za rękę.
- Kochanie...Nie wiem czy to dobry pomysł. Z tego co mówi Baxter, nie jest teraz z nimi dobrze a wiesz jacy są, a szczególnie Alastor. Ani jeden ani drugi ci nic nie powie. A przy najbliższej okazji uciekną do swoich pokoi.. - zaczęła jej tłumaczyć łagodnie. Mimo to, nadal chciała sama pójść do Jelenia żeby dowiedzieć się paru rzeczy. Lub w razie czego wycisnąć je siłą z Al'a.
- Ale nie możemy tego z-
- To tylko pogprszy sprawę. Lepiej poczekać na dobry moment. - wtrącił się niechętnie chłopak w czerwonych okularach, zmuszony w sumie przez niewerbalny rozkaz Vaggi. Czyli spojrzenie.
- A co jeśli.. jeśli któryś tego nie przeżyje? - powiedziała blondynka łapiąc się za serce. Nawet nie mogła o tym myśleć..! I za co to wszystko?!
- Na pewno wszystko będzie dobrze. Silni są. - pocieszała ją dziewczyna z jednym okiem, kładąc drugą dłoń na jej ramieniu. - Do tego obydwie wiemy, że prędzej by się pocałowaliśmy niż by się przyznali do swoich problemów. - dodała puszczając Charlie oczko, uśmiechając się lekko.
- No dobrze, niech wam będzie...To powinniśmy teraz zrobić? - uległa w końcu księżniczka. Czym wywołała cwaniacki uśmiech u Baxtera.
- Myślę, że mam pewien pomysł. - oznajmił tajemniczo. Obydwie z dziewczyn wbiły w niego swoje zaciekawione spojrzenia. - Co byście powiedziały na mały spisek?
Pov: Alastor
Obudziłem się czując: ból, ciepło, swędzenie w okolicach moich jelenich uszu i zdezorientowanie.
Tabletka od karzełka chyba przestała działać, bo znowu sam ruch sprawiał ból. Choć i tak czułem się lepiej niż jeszcze parę dni temu. Najwyraźniej ten idiota wiedział co robi...Tylko czemu?
Od jakiegoś czasu zadawałem sobie to pytanie. W jakim celu Lucyfer postanowił mi pomóc? Czemu mnie po prostu nie zostawił już dawno i najważniejsze...CZY ON MNIE PRZYKRYŁ KOCEM PO RAZ KOLEJNY DO JASNEJ CHOLERY?!
Nie czułem aby rany były w jakimś złym stanie.. więc postanowiłem zostać w tej pozycji w jakiej jestem. Jak będę chciał, to wstanę. Chciałem już odpocząć, jednak te myśli nadal nie dawały mi spokoju..
Ręką złapałem za koc i rzeczywiście, niemożliwe aby był tutaj wcześniej. Gdy zasnąłem to też nie miałem go na sobie. Czyli tylko ten kaczkowy maniak mógł go dać. Naprawdę go nie rozumiem...Siebie zresztą też.
Czemu o nim w ogóle myślę?!
W końcu to tylko kretyn o słabym guście. Gdybym był w pełni sił to bym nie pozwolił mi się nawet dotknąć. Ale z drugiej strony... Potrafi być naprawdę, chyba mam odruch wymiotny, znośny. Tak, ja też w to nie wierzę. A tym bardziej w to, że jak zdałem sobie sprawę z tego, że jestem sam to poczułem...rozczarowanie..?!
Pov: Lucyfer
Po jakimś czasie zbierania sił, w końcu udało mi się ruszyć. Przeszedłem dwa kroki i gdy byłem na tyle blisko, rzuciłem się na łóżko.
Gdy poczułem pod sobą miękki materac, odetchnąłem z ulgą. Nawet mimo niemiłosiernego bólu jaki mi towarzyszył, czułem się lepiej cierpiąc pod ciepłą kołderką niż na zimnej, twardej podłodze.
Udało mi się po chwili jakoś przykryć kawałkiem ciepłego materiału w moje ulubione, słodziutkie, najlepsze kaczuszki. Oj.. potrzebowałem tego.
Jednak to nie był koniec moich problemów, ła! Charlie jak by mnie zobaczyła w takim stanie.. była by zła. Charlie była by bardzo zła! A tego nie chciałem.
Jak już postanowiłem odpalić moje myśli na pełne obroty, to nie mogło zabraknąć tematu tego czerwonego kretyńskiego wieżowca z uszami.
Musiałem zadać sobie jeszcze raz to samo pytanie: LUCEK KUŹWA! CO JEST Z TOBĄ NIE TAK?!
Nie możesz być normalny i nadal nienawidzić tego Jelenia?
Opatuliłem się szczelniej kołdrą.
Jakoś tak...nie potrafiłem. Nie po tym wszystkim. Nie da się. Po prostu się nie da!
Jak teraz o nim myślę to nie czuje już tego co wcześniej. Czyli: irytacja, złość i takie duperele.
Tylko coś na kształt, yyy.. nie wiem jak to nazwać. Ale jest to przyjemne.
A do tego, gdy myślałem tak o moim wyjściu z jego pokoju to jakbym...wcale nie chciał zostawiać go samego..?
Kurwa Bambi, to wszystko wina tych twoich uszu. Dodając do tego jeszcze twoją zjebaną osobowość...
Widzisz?! Przez ciebie zacząłem przeklinać! Nie ładnie, oj nie ładnie! Już z tobą nie gadam!!!!
Nawet wtedy, wiedział że to kłamstwo
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Puk, puk
Kto tam?
Zależy kto pyta i czego potrzebuje.
Tak wiem, że to nie miało najmniejszego sensu 🤣, ale musiałam.
Dziś rozdział troszkę w formie przemyśleń, (no może oprócz początku) ale jest potrzebny do dalszego rozwoju relacji:3
Jak kończę to pisać, to jedną nogą już pod kołdrą śpię...Tak jak Lucek i Ale hehe
Życzę wam miłej egzystencji, więęc:
MIŁEGO DNIA/NOCY GWIAZDECZKIIII
900 słów
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
