~Rozdział 13

527 40 63
                                        

Pov: Narrator

Vaggi przyłożyła ucho do drzwi Alastora.
Jedyne co udało jej się wyłapać to odgłos kroków. Dosyć nieregularny odgłos.
Stała tak chwilę, jednak już nic ciekawego nie usłyszała.

Jak tylko go dorwę, to wszystko mi wyśpiewa - pomyślała anielica. Musi spróbować sama się czegoś dowiedzieć.
Nie chciała robić niczego za plecami Charlie...Ale ona chce jej tylko pomóc. Niech tylko Alastor wychyli się ze swojego pokoju.

W końcu, odeszła w stronę ich wspólnego pokoju. Gdzie aktualnie porwały Baxtera.

Gdy weszła, jej oczom ukazał się widok ukochanej siedzącej po turecku, wpatrującą się w wyraźnie zdziwionego chłopaka.
Gdy zauważył Vaggi, na jego twarzy wymalowało się coś na kształt ulgi.

- Yyy..Co tu się dzieje? - zapytała patrząc to na jedno, to na drugie. - Coś przegapiłam?

- Właśnie mówiłem tej kobiecie, że zamiast interesować się mną, powinna zainteresować się jej ojcem. Bo jak tak dalej pójdzie to ani on, ani Radiowych Demon nie dożyją do końca tygodn-

- Że co proszę?! - wypaliła dziewczyna z jednym okiem.

Wtedy też Charlie wybudziła się z transu i na jej twarz wpełzła czysta panika. Wzięła Baxtera za ramiona i zaczęła nim potrząsać.

- Co to znaczy?! Czy mojemu tacie coś się stało?! Co z Alastorem?! Dlaczego tak nagle zniknęli?! B-baxter! - końcówkę zdania powiedziała płaczliwym tonem, nie mogąc znieść takiej myśli.

Vaggi podbiegłam do blondynki, odciągając ją od poszkodowanego, wspomnianego wyżej, Baxtera. Zaczęła gładzić ją po plecach.

- Hej, już. Na pewno da się to logicznie wyjaśnić. Spokojnie. Pamiętasz co mówiłyśmy o oddychaniu? - mówiła do niej łagodnie próbując jakoś załagodzić sytuację.
Po chwili, rzeczywiście się udało. A wtedy to anielica przejęła pałeczkę.

- Co to ma znaczyć?! Dlaczego mają niby "nie dożyć do końca tygodnia"?! - Powiedziała wbijając zdenerwowane spojrzenie w niższego.

Ten tylko wzruszył ramionami i odpowiedział tonem sugerującym, że powinno to być dla nich oczywiste:

- Myślałem, że widzicie to samo co ja. Nie zauważyłyście krwi? Ani ich dziwnego zachowania?

Wtedy Vaggi dostała olśnienia. Rzeczywiście...To miało sens. Ale co im się niby stało?

- A-ale...k-kiedy to się sta.. stało? - zapytała próbując mówić spokojnie Charlie. Złapała się za głowę próbując to przetworzyć.

- Czy naprawdę muszę wam wszystko tłumaczyć? Ale dobrze... - zirytowany Baxter, wziął głęboki wdech i dodał:

- W takim razie, od początku...

Pov: Lucyfer

Obudził mnie ból głowy. Jęknąłem rozglądając się po pomieszczeniu. Czułem się jak gówno.
Po chwili jednak dotarło do mnie, że nie jestem we własnym pokoju. Ale w pokoju Jelenia!

Obróciłem głowę. Zauważyłem obok mnie, no dobrze, z metr ode mnie, śpiącego jakby nigdy nic demona.
Co się stało?!
Pamiętam jak poszedłem po coś a potem... ciemność.

Jakiś czas tak leżałem obolały, aż w końcu się podniosłem.
Wstałem i powoli rozejrzałem się po pokoju. Na podłodze rzuciło mi się w oczy, o zgrozo, ślady mojej własnej krwi.
Dosyć kontrastowała z wystrojem, więc nie trudno było to zauważyć.
Cóż..nie mogłem tu zostać.

Podszedłem do Jelenia i delikatnego rozpiąłem koszulę. Chciałem zobaczyć w jakim stanie były rany.
Nie wiem jak to możliwe, ale nie potrzeba było nic zmieniać. Było naprawdę ładnie.
Odetchnąłem z ulgą. Nie wiem jak długo tak sobie tu spałem, ale czas się ewakuować.

Ale stop! Lucyfer idioto! Przecież sam się tą kołdrą nie przykryłeś prawda?
To znaczy, że on..? Mnie..? Nie mogłem w to uwierzyć..
Choć i tak wzięłam to nowoczesne przykrycie, chowając pod nim ciało overlorda.
Aż się pod nosem uśmiechnąłem, mimo bólu głowy oraz dokuczających ran.
EJ! EJEJEJEJEJ! OPANUJ SIĘ!
Po kiego grzyba ty się uśmiechasz?!

Zaskoczony własną reakcją, no może też troszkę zawstydzony.. NIEWAŻNE!
Skierowałem się w stronę drzwi. Powoli bo powoli, ale jednak.

W końcu dotarłem do drzwi, cichutko je otworzyłem i wychyliłem się, aby zobaczyć czy nikogo nie ma.
Na szczęście nie.

Zamknąłem drzwi wychodząc, po czym praktycznie na paluszkach skierowałem do swojego pokoju.
Byłem już naprawdę blisko polecania na wyższe piętro gdy nagle...

- um, Panie tato Charlie? - usłyszałem za sobą głos, wyraźnie zmęczony życiem.
Odwróciłem się zakładając na twarz kretyński uśmiech. Moim oczom ukazał się, a jakże, kot ze skrzydłami.

- Oooo, jak dobrze cię widzie! Tam co u ciebie? - odpowiedziałem próbując udawać, że wcale się nie skradałem.

- Czemu wychodziłeś właśnie z pokoju Alastora? - o nie..tylko nie to.. Wiedziałem żeby rozejrzeć się jeszcze raz!

- Cooooooo? Nieeeee - powiedziałem nerwowo. - Ja tylko..eee.. pomyliłem się! Ale już idę do swojego pokoju... - pokazałem za siebie, jednocześnie cofając się o krok do tyłu.

Jednak widziałem po minie kocura, że ten nie ma zamiaru odpuścić i już otwiera usta aby mnie uśmiercić.
W przypływie paniki, poczułem, że nie mogę, nie chcę tu zostać!
Po czym nagle... znalazłem się we własnym pokoju. Zaczynając czuć jak kończyny odmawiają mi posłuszeństwa.. upadłem na ziemię dysząc ciężko i zwijając się z bólu.

Zrobiłem najgłupszą rzecz jaka była tylko możliwa.

Tymczasem Husk nadal stał w tym samym miejscu, próbując zrozumieć czy może nikt nie dosypał mi żadnych dragów do piwa...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

HEJKAAA

Witam was po niego dłuższej przerwie:)
i tak wiem, mówiłam, że będzie w czwartek..ale zaciągnięto mnie na trening z samoobrony i nie miałam już siły:/

Mam nadzieję, że dałam wam tym chociaż troszkę rozrywki, bo cały rozdział napisałam będąc w szkole😅

Dziękuję bardzo, że nadal tu ze mną jesteście hehe, LOVCIAM WAS WSZYSTKICH

MIŁEGO DNIA/NOCY GWIAZDECZKIIII

852 słowa

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz