~Rozdział 11~

540 37 115
                                        

Pov: Alastor

Obudził mnie, jak zwykle z resztą, ból. Tylko tym razem inny. Jakby wywoływany przez kogoś...

- agh...Kurwa...Luc-cyfe-er..? - nie mogłem powstrzymać przekleństwa. Aż się skupiłem, objąłem sam siebie zaciskając zęby a nogi dałem praktycznie pod brodę leżąc na lewym boku.

Po chwili takich katuszy, nareszcie rozejrzałem się po otoczeniu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to...ten stuknięty kaczkowy maniak!
Właśnie ziewał nie odrywając ode mnie wzroku..do tego był w rozpiętej do połowy koszuli. Poczułem jak policzki mnie palą.

Ale za raz, co on tu robi?! Co się w ogóle dzieje?!

Kiedy dostrzegł, że już zmartwychwstałem, aż się zakrztusił powietrzem i ze...zmartwieniem? Można to tak nazwać?
Usiadł na łóżku panicznie się rozglądając.
Nie mam pojęcia po co. Błagam ogarnij się karzełku...

- Jap- Znaczy ten! Wszystko dobrze? Uderzyłem cię?! Chcesz żebym zobaczył te ran- albo chcesz jeszcze spać?! może- Wymieniał jak szalony, a ja czujący kolejną falę bólu, spojrzałem na niego wściekle i jakimś cudem, wydusiłem:

- Z-zamknij się... - Po czym zakaszałem parę razy, co chyba rzeczywiście go uciszyło.
Leżałem tak skulony, niższy zaczął czegoś szukać.

W tym celu wstał po czym podszedł do jednej z moich pułek.. wyglądało to tak, jakby miał tam jakieś skupisko swoich rzeczy. Bo to na pewno nie były moje.
Przynajmniej z tego co widziałem.
A widziałem dosyć mało...

- O mam! - obwieścił, uradowany i przyleciał z powrotem do mnie.

Następne co zobaczyłem to jak podaje mi coś przed twarz, a zaraz po tym, wodę.

- Masz tu, proszę. Tabletek przeciwbólową. A potem sobie popij wodą czy coś.. - Zaczął zdanie w taki sposób, że aż sam się zaskoczyłem. Nikt nie mówił do mnie takim przyjemnym tonem od dekad. I...mi się to naprawdę podobało...
To się zaczyna robić śmieszne.
Choć końcówkę już próbował powiedzieć obojętnie. Widać, że na siłę!

Spróbowałem się jakoś podnieść do siadu. Niezbyt mi to wyszło. W połowie ból był zbyt silny. Poddałem się po czym spojrzałem na niego z politowaniem.

- N-nie..potrz-rzeb-buje...czegoś...tak-kiego.. - nie mam pojęcia jakim cudem jakiekolwiek sensowne słowa wypełzły z moich ust.

Na twarzy Lucyfera, pojawiło się znowu zmartwienie, albo już panika, gdy się nie udało, abym się podniósł.
Znowu na moje słowa, położył się obok tak, abym go dobrze widział, a następnie w końcu się odezwał.

- Przestań próbować się zgrywać. Widać gołym okiem, jak taka tabletka by ci pomogła. Daj sobie pomóc... - i wbił we mnie swoje błagalne spojrzenie. Zacząłem myśleć, żeby się zaraz przypadkiem nie rozpłakał.

Nie wiedziałem tylko...Co ja mam mu odpowiedzieć? Przecież nie będę teraz jak ten grzeczny "pacjent", bo to jego minka na mnie nie działa. Bo nie działa.
Prawda...? 

Zamrugałem dwa razy, patrząc gdzieś w bok. Co chyba nie było dobrym posunięciem, ponieważ kaczkowy maniak nagle wcisnął mi tabletkę do gardła, po czym obrócił mnie na plecy.
Byłem w takim szoku, że nawet nie potrafiłem zaprotestować.

A ten przyłożył mi butelkę do ust. Nie miałem wyjścia, tylko pić.
Dopiero po paru łukach zrozumiałem, jak bardzo byłem spragniony. Piłem tak łapczywie, że się woda skończyła.

Kurdupel wyraźnie zadowolony... poklepał mnie po głowie...

- A widzisz! Miałem rację! A jak ci dam jeść, to zeżresz pół zapasów hotelu. - powiedział pewny siebie.

W odpowiedzi, zrobiłem jedyne na co miałem siły, czyli przewrócenie oczami.
Jego niskość zrobił to samo, chyba mnie przedrzeźniają.
Jednak już średnio mnie to obchodziło. Wbiłem wzrok w sufit.

Pov: Lucyfer

Chyba nici z mojej satysfakcji, bo sekundę po tym, jeleń wbił wzrok, tępo w sufit.
A ponieważ miałem dziś dobrą gadkę, to usiadłem na łóżku, tuż obok niego i uważnie go obserwując, zagaiłem.

- Lubisz się tak ciągle uśmiechać? Nawet teraz, jak nie dajesz rady nawet się podnieść?

Radiowy, nadal patrząc w górę, kiwnął ledwo zauważalnie głową.
Mlasnąłem, zirytowany. Czy on ma mnie za idiotę?! Przecież widać. Założę się, że jakby żyła przez miesiąc sam na odludziu, mając świadomość, że nikogo tam nie ma, nie uśmiechnąłby się ANI RAZU.
Po co on to robi?

- Nie no...Alastor. Czy ja się z Szatanem na mózgi zamieniłem? - zapytałem sarkastycznie. Choć nadal nie dostałem pełnej atencji rudego. Ten po prostu patrzył w sufit..

Jednak zauważyłam pewną zmianę w tym spojrzeniu. Jak gdyby coś drgnęło.

Zachciało mi się szczerej gadki...

- No dobra, to ty chwilę odpocznij, tabletka zacznie działać, ja dam ci coś do jedzenia i wtedy pogadamy. - stwierdziłem pewnie i zacząłem schodzić z łóżka.

O WOW! Nareszcie udało mi się zasłużyć na spojrzenie uszatego.
Teraz to ja mu wysłałem spojrzenie pełne politowania.

Chce mniej ignorować? Proszę bardzo!

Pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie za niedługo zabranie tego czegoś do mojego pokoju.
PONIEWAŻ! Mam tam więcej rzeczy do pomocy temu łosiowi! Nie...to był jeleń...chyba.

Zacząłem więc iść w stronę pułki na której były rzeczy jakie tu przemyciłem i....

Upadł nieprzytomny na ziemię, wywołując tym głośny huk oraz przerażenie u Alastora...


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hejka moje gwiazdeczki najlepsze!!

Lucyfer miał dziś gadkę hshs

Mam nadzieję tylko, że ten rozdział miał ręce i nogi, bo dziś po szkole kompletnie nie mogłam się skupić 😭
A i przepraszam was, ale wczoraj nie dałam rady nic napisać...kompletnie nie miałem weny ani energii...

TO. WSZYSTKO. PRZEZ. SZKOŁĘ.

Po pierwszym dniu szkoły po przerwie, do tej pory nie mogę się ogarnąć:[
A do tego miałam dziś dwie matmy...

Ale no dobrze, jutro widzimi się na pewno, więc standardowo:

MIŁEGO DNIA/NOCY GWIAZDECZKIIII

879 słów

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz