Pov: Lucyfer
Nie miałem pojęcia czy Alastor da radę się doczołgać jakoś do swojego pokoju.
Ale musiałem udawać, że o niczym nie wiem...
Podszedłem do zgromadzenia i postawiłem moje pancake'i koło reszty potraw które ugotowała reszta.
Każdy coś tam mamrotał o tym, że super wszyscy zrobili jedzenie, aż w pewnym momencie Charlie klasnęła w dłonie i z uśmiechem zaczęła mówić.
- Dobrze, to w takim razie zacznijmy wybierać zwycięzcę! - ogłosiła entuzjastycznie. Tylko, że reszta średnio zrozumiała jak i mieli miny, jak ja kiedy znalazłem jedną z moich kaczek w toalecie.
(Też nie wiem jak się tam dostała...)
- Ale w jaki sposób? - odezwała się Cyklopka z kucykiem. Moja córcia tylko się rozpromieniła.
- Świetne pytanie Cherri! - aaa, czyli tak miała na imię. Spróbuję zapamiętać! - Każdy z nas będzie próbować każdej potrawy, oprócz swojej, po czym będzie zapisywał co mu smakowało najbardziej na specjalnej liście. Ten kto będzie miał najwięcej, wygrywa!! - dodała radośnie.
Aż miło było widzieć swoje dziecko w takim dobrym stanie...Czego nie można było powiedzieć o tym cholernym jeleniu...
Ja nie wiem! Muszę przestać tak się o niego martwić..tak nie powinno być..!
Na odpowiedź Charlie, prawie każdy pokiwał głową ze zrozumieniem.
Ustaliliśmy, że pierwszy, o dziwo, będę ja. Spróbowałem wszystkiego, oprócz pancake'ów.
Szczerze, najbardziej zasmakowały mi burgery zrobione przez kota w kapelutku i Char-Char'a.
Podszedłem więc do kartki i wpisałem swój głos w odpowiednie miejsce.
Jak już nie byłem potrzebny, to poszedłem gdzieś tam na ubocze.
I tak sobie siedziałem patrząc na to wszystko, aż w pewnym momencie padło imię "Alastor". Spojrzałem na Charlie, która wolała Alastora, którego już, na szczęście, nie było tutaj.
Wstałem szybko i podchodząc do córki, odezwałem się:
- Chyba gdzieś polazł. Ale to nic przecież. Najwyżej za raz przyjdzie. - położyłem rękę na jej ramieniu, starając się aby przypadkiem nie straciła dobrego humoru.
Niestety, uśmiech z jej twarzy zniknął. Jednak, już na moje szczęście, podeszła do nas dziewczyna bez jednego oka i zaczęła coś tam do niej mówić.
Chyba podziałało, bo znowu Charlie się uśmiechnęła.
- No dobra...To w takim razie zobaczmy kto ma najwięcej głosów! - ogłosiła, na szczęście bez żadnych negatywnych emocji.
Nikt nie wyraził sprzeciwu, więc Vanessa..tak miała na imię ta jej dziewczyna..? Nie wiem...ZNOWU.
Szybko coś policzyła i wskazała na...
MOJE PANCAKE'I!!!!
Nie mogłem powstrzymać radości jaka mnie ogarnęła. Mimo tego, jak wielką pierdołą było wygranie takiego konkursiku.
Wszyscy zaczęli klaskać, z różnymi minami. Choć żadna z nich nie wyrażała złości. Co dawało mi jakąś tam ulgę.
Potem jakieś tam gratulacje, aż w końcu Charlie ogłosiła to, na co czekałem...obiad!
Wszystkie potrawy zostały postawione przy stole, no i czas na jedzonko.
Spróbowałem chyba wszystkiego, aż nie czułem, że zaraz się porzygam.
Pomyślałem też, by zabrać radiowemu troszkę jedzenia.
Ostatecznie wziąłem parę pancake'ów do husteczki, oraz burgera, bo został.
Po czym jakoś czmychnąłem do góry.
A ponieważ jako pierwszy uciekłem stamtąd, to od razu poleciałem do pokoju Alastora.
Kiedy stanąłem przed jego drzwiami, spojrzałem w dół... może już mam halucynacje, ale wydawało mi się, jakby krew była tuż pod drzwiami.
Troszkę spanikowany, choć próbowałem zachować spokój okej?!
I zapukałem.
- Alastor? - zapytałem cicho.
Usłyszałem jakby coś się poruszyło po drugiej stronie. Po czym drzwi się otworzyły i w nich stanąłedwo żywy Bambi.
Od razu rzuciło mi się w oczy, że był bez marynarki. Co odsłonili koszulkę, która już w dobrych 50% była przesiąknięta krwią.
Już nawet nie prosiłem o zaproszenie. Po prostu wparowałem i zamknąłem za sobą drzwi.
Odłożyłem gdzieś na jakąś szafkę jedzenie jakie przyniosłem i podszedłem do radiowego, który zdążył oprzeć się o ścianę.
- Ej, spokojnie... Choć jeszcze tylko tam, musisz się położyć. - powiedziałem szybko go łapiąc, bo już miał polecieć w dół na ziemię.
Nie odpowiedział. Usłyszałem tylko jęk. Wyraźnie w nie najlepszym nastroju.
Dowlokłem go na łóżko i nie czekając, po prostu odpiąłem jego koszule, aby zmienić opatrunki.
Chyba średnio mu się spodobało to co robię bo zacisnął zęby, próbując złapać mnie za rękę.
Szybko starałem się uporać z tym wszystkim, choć nie było łatwo. Musiałem wymienić chyba wszystkiego opatrunki.
Zdaję sobie też sprawę, ile dyskomfortu oraz bólu wywołałem u mojego, yyy, "pacjenta"...Ale nie miałem wyboru. Bez tego nie pójdziemy nigdzie dalej.
- Już, już...prawie.. - mówiłem co jakiś czas, starając się go trochę podnieść na duchu. Radiowy odetchnął ciężko.
Minęło jeszcze parę minut, aż w końcu skończyłem. Zapiąłem mu guziki i zmęczony rzuciłem się na miejsce obok.
Jeszcze go przykryłem kołdrą aż...zasnąłem...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
WITAM PONOWNIE!!
Jednak udało się napisać dziś coś jeszcze<33
Choć nie wiem czy końcówka miała sens, bo sama byłam już zmęczona podczas pisania 😅
To ostatni rozdział przed końcem przerwy świątecznej.. więc tym co wracają jutro do szkoły, (w tym ja) życzę abyście przeżyli jutrzejszy dzień oraz abyście nie dostali żadnej 1 💗
To w takim razie do zobaczenia gwiazdeczki!!
MIŁEGO DNIA/NOCYYYY
792 słowa
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
