Pov: Lucyfer
Sam nie wiem co mnie tknęło, ale poczułem potrzebę..ochrony? Pomocy? Nieważne!
- A może! A może zrobimy sobie konkurs kulinarny! - wypaliłem zanim zdążyłem pomyśleć.
Wszyscy nagle wbili we mnie swoje zdziwione spojrzenia. Chyba tak ich zaskoczyłem, że zamarli na dobre 10 sekund. W tym czasie zdążyłem prześledzić każdą z twarzy.
Charlie na początku była zaskoczona, jednak za chwilę się rozpromieniła.
Vaggi patrzyła na mnie podejrzliwie, chyba cały czas.
Kot w kapeluszu z niedowierzaniem wbijał we mnie ślepia.
Ktosiek zerkał co chwilę na mnie, co chwilę na zeszyt NADAL COŚ ZAPISUJĄC?! NO TRAFI MNIE COŚ ZARAZ!
Sprzątaczka chyba nawet mnie nie słuchała, bo bawiła się z robaczkami.
Cyklopka z kucykiem podobnie zareagowała co kot, tylko, że zachichotała pod nosem.
A nasz ULUBIONY jeleń, spojrzał na mnie z... wdzięcznością? Na jego twarzy była po prostu ulgą, oraz, nie wiem czy mi uwierzycie, ale powiedział mi nieme "dziękuję" za pomocą ruchu warg.
Mimowolnie się uśmiechnąłem.
JA JUŻ NAWET NIE WIEM CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE.
Na początku go nienawidzę, denerwuje mnie sam jego widok! Zachowuje się tak arogancko i bezczelnie, a potem zaczynam się o niego troszczyć, on zaczyna chyba też się przestawiać w inną stronę, a teraz mi dziękuję! Ja śnie??
Moje rozmyślania przerwał pisk Charlie. Podbiegła do mnie i złapała mnie za ramiona.
- To. Jest. Świetny. Pomysł!!! Kto chce zrobić konkurs na gotowanie w parach? - zawołała do reszty. Reszta spojrzała po sobie i prawie każdy pokiwał głową.
- No nie wiem. Tak nagle zmieniać plany...- Wtrąciła się nagle dziewczyna mojej córki. Teraz to na nią się spojrzenia skierowany, więc skorzystałam z okazji pokazując jej aby już lepiej nic nie mówiła. Co ja się będę zgrywać... błagałem ją wręcz.
- yyy, to znaczy nieważne! - dodała kiedy już Charlie otwierała usta. Ale chyba całkiem skutecznie jej to te usta zamknęło.
- Możemy, yyy, wylosować parę..? - wyjąkałem jeszcze.
Charlie bardzo się ucieszyła i troszkę za bardzo się podekscytowała. Jednak inni jakoś ją opanowali.
Potem poszliśmy do kuchni, gdzie ostatecznie doszliśmy do wniosku, że zrobimy tablice, gdzie wypiszemy imiona każdego i jedna osoba będzie wbijała szpilkę z zasłoniętymi oczami, tym samym losując imiona.
Mądre jak dla mnie. Chyba...
Potem doszliśmy do wniosku, że losować będzie Husk. Głównie dlatego, że miał wszystko w dupie.
- No dobrze, to losujemy! - ogłosiła moja małą dziewczynka, zawiązując hustke na oczach kota. Następnie go skierowała i powiedział, aby wbijał pierwszą szpilkę.
Zamachnął się i... trafił w imię: "Vaggi". Uff, przynajmniej nie w moje.
A w dużym skrócie: do Vaggi, wylosował Baxtera (czyli mojego Ktosia).
Potem trafił w "Niffty", której trafiła się "Cherri Bomb".
A więc, zostały tylko cztery imiona...
Moje, Alastora, Charlie i barmana. NO DOBRA! *i Husk'a.
Znowu zamach ii.... trafił w imię.."Alastor".
Kiedy kot zdjął opaskę i spojrzał w co własnie trafił, to pobladł. Wyraźnie nie był zadowolony z tego zabiegu okolicznościowe.
Kolejny zamach i.... Trafił we mnie! Kuźwa!
Rozumiecie to! Właśnie się okazało, że mam gotować z tym ledwo kontaktujacym na ten moment jeleniem!
Ale z drugiej strony, było mi to nawet ja rękę.
Przynajmniej będę mógł go przypilnować.
Podszedłem więc do niego, a ten to zauważając pokazał mi żebym się nachylił... zrobiłem to. Po czym nagle usłyszałem jego głos przy uchu:
- Obojętnie m-mi co robimy. Al-le ja p-po objedzi-dzie tu nie wrac-.. - i urwał, bo usłyszałem jakby jęk bólu. Zrozumiałem po czym się odsunąłem i odpowiedziałem już normalnie, starając się jakoś poprawiać samopoczucie, zarówno jemu, jak i mi samemu.
- Zrobimy najlepsze pancake'i w historii tego hotelu. - po czym puściłem mu oczko. Za raz jednak z nieruchomiałem, bo ten się najwyraźniej... zarumienił?! A może to mi już opatrunki przeciekają. Oby to drugie!
Po chwili każdego zagoniono do swojego stanowiska w kuchni. Każdy miał swój stolik, każdy miał swoją prowizoryczną kuchenkę. A składników było pełno i były one w jednym miejscu.
Charlie to wszystko załatwiła, przez co jestem z niej bardzo, ale to bardzo dumny! Moja dziewczyna dorasta...Chyba się wzruszyłem.
Mieliśmy godzinę. Potem każdy spróbuję dania od każdego i z tego ma być obiad.
- a więc czas...START!! - Ogłosiła Charlie, po czym sama poleciała do swojego stanowiska.
Pov: Alastor
Kiedy czas ruszył, w końcu ruszyłem się ze stołka na którym siedziałem odkąd dali nam to stanowisko.
Wiedziałem też, że nie zamierzam nic jeść. Głównie dlatego, że było mi niedobrze w sumie to cały czas od kiedy wyszedłem z własnego pokoju.
Jak stanąłem koło Lucyfera, nawet nie siląc się na błyskotliwą gadkę, po prostu zapytałem:
- Od czego zaczynamy? - na dźwięk mojego głosu, niziołek obrócił się w tempie światła po czym... Złapał mnie za nadgarstki.
- O nie, nie. Ty siedzisz i co najwyżej będziesz mógł mi doradzać. Z miejsca siedzącego! - pouczył mnie. Nie no to są żarty! Ten karzeł mnie teraz poucza! Trzymajcie mnie!
A ponieważ miał aktualnie dużo więcej siły niż ja, to bez problemu mnie zmusił abym usiadł na stołku z powrotem.
- Nie po to się męczyłem żeby cię jako tako poskładać, abyś teraz mi to zniszczył jeszcze bardziej się zajeżdżając! - nakrzyczał na mnie szeptem.
A wyraz jego twarzy wyrażał, nie bójmy się tego słowa, troskę.
Tylko troskę o mnie, czy może o to co reszta pomyśli z jego córeczką na czele? Tego już nie wiem...
Potem już się odwrócił i zaczął robić swoje.
Ja w tym czasie latałem za nim, tylko, że wzrokiem. Jednocześnie walcząc, o to bym nie wydał z siebie innych dźwięków oprócz syknięć bólu co jakiś czasz oraz wiecznym pozycji, dosyć mocno skulonej.
Bo byłem praktycznie zgięty w pół na tym krześle. Co jakiś czas też nie mogłem się powstrzymać i aż zaciskałem oczy. A po ich otwarciu szukałem panicznie kaczkowego maniaka.
Zupełnie nieświadomy...że obserwują ich trzy pary oczu...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A kogo my tu mammyy
Nadal czytacie? Wow. Kocham was<33
Ale dobra, dziś trochę mniej będę gadać hehe.
WITAM WAS GWIAZDECZKI DRUGI RAZ W CIĄGU JEDNEGO DNIA!!
W tym rozdziale w sumie to skakałam trochę od Lucyfera naszego, po Alastora, aż do jednego zdania od narratora.
Mam nadzieję, że będziecie co mieli do czytania przed snem i w razie czego to pisać, pisać!!
Wasze komentarze są lepsze od karpatki hshs
(Karpatka to takie ciasto które kocham jak sto pięćdziesiąt;)
MIŁEGO DNIA/NOCYY
1015 słów
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
