~Rozdział 7~

519 35 87
                                        

Pov: Lucyfer

Kiedy w końcu dotarliśmy do hotelu, może i nie byłem jakoś skrajnie wyczerpany, ale za to czułem, że z każdym krokiem rany stają się mniej znośne.

Usiadłem specjalnie na przeciwko Alastora, żeby w razie czego to zareagować. Widziałem już podczas spaceru jak się co chwilę czegoś łapał, aby jakoś dotrzeć do końca.
Nie wierzę że to powiem ale... współczuję mu i, yyy, nie chcę by się już męczył.... ZA RAZ CO. LUCYFER OGARNIJ SIĘ!!

Jeszcze zanim Charlie zdążyła ogłosić co będziemy robić, to przysiadł się do mnie ten taki mały-niebieski. Z tym takim świecidełkiem na czole. Nie wiem jak on miał... będzie "Ktosiek". Genialne!

Spojrzałem na niego tak prowizorycznie..i aż podskoczyłem w miejscu. Patrzył się na mnie z taką ciekawością, jakbym był co najmniej lwem w zoo.
Szkoda tylko, że przez ten podskok wywołałem ,na własne życzenie, fale nieprzyjemnego uczucia, nazywanego, bólem.
Odruchowo zacisnąłem dłoń na kanapie.

A wiecie co zrobił ten Ktosiek? Zanotował coś... Zaczynam się bać.

A ponieważ Charlie nadal o czymś dyskutowała ze swoją dziewczyną, to spojrzałem na Alastora.
Był blady jak ściana, widać że ręce mu się trzęsły, a jeśli dobrze myślę, to zaciskał mocno zarówno ręce, jak i szczękę.
Zacząłem się martwić, że może stracić przytomność np. tutaj. A z tego by nie wynikało nic dobrego. Oj nic!

Próbowałem go jakoś niewerbalnie zapytać czy będzie żył do końca spotkania, jednak nawet na mnie nie spojrzał.
Za to wiecznie czułem na sobie wzrok tego małego naukowca, koło którego swoją drogą przed sekundą usiadła Niffty.

-...okej, dobrze kochani, zaczynamy! - ogłosiła radośnie moją córeczka. Od razu na nią skierowałem całą swoją uwagę. Byłem w sumie ciekaw, co tym razem wymyśliła. - Na razie zaczniemy od czegoś prostego. Zagramy sobie w...prawdę czy wyzwanie! - Dodała radośnie podskakując. Reakcja reszty była dosyć podobna, choć może nie aż tak entuzjastyczna. Wszyscy jednak byli za.

- O tak! Będzie ciekawie! - odezwała się dziewczyna z jednym okiem i kucykiem. No dobra, może wcale nie będzie tak źle...
- To kto zaczyna? - dodała z cwaniackim wyrazem twarzy. To nie wróży nic dobrego.

- Ja! Ja! Ja! - Podniosła rękę piszcząc mała sprzątaczka.

- No dobrze, to Niffty, zaczynaj! - odpowiedziała jej zadowolona Charlie i usiadła na fotelu tuż obok Vaggi. Chyba tak miała na imię... załóżmy, że tak.

- Baxter! Prawda czy wyzwanie? - zapytała kolegę obok niej z wypisaną ekscytacją na twarzy.
Wspomniany "Ktosiek", trochę zaskoczony odpowiedział w końcu:

- Prawda...

- Lubisz szczury? - i ona powiedziałam to z PEŁNĄ powagą. Wwiercała w niego swoje jednookie spojrzenie, aż ten nie wyjąkał odpowiedzi.

- Nie... Czemu? - słychać było konsternacje w jego głosie. Najwyraźniej nawet on nie rozumiał po co dziewczynie była ta informacja.

- O, okej! Zadbam żeby ich nie było. - i zaczęła się śmiać jaki taki typowy złoczyńca knujący swój plan. Albo inaczej, jak ja kiedy robiłem przedstawienie z kaczkami w roli głównej, a jednego zdradził drugi i ten pierwszy myślał jak się na nim zemścić.
Tak, jestem z tego dumny.

Wszyscy zerkali na siebie ukradkiem w niezrozumieniu.

- Panie...Alastorze. Prawda czy wyzwanie? - O NIE TYLKO NIE TO. Spojrzałem na wspomnianego jelenia, który chyba dopiero teraz się ocknął ze swoich myśli.

Choć, to muszę przyznać, całkiem dobrze zasłonił swoje zdziwienie, poszerzeniem uśmiechu i wbicia w małego Ktosia swoich ślepi.
W przeciwieństwie do całej reszty ekipy, bo kot w kapeluszu chyba się zakrztusił powietrzem, dziewczyna mojej córki patrzyła to na jednego, to na drugiego nie mogąc uwierzyć co się dzieje,  cyklopka z kucykiem parsknęła śmiechem a Charlie się nerwowo uśmiechnęła.

- Przykro mi...Ale się nie bawię. - odpowiedział po chwili ciszy Alastor. O dziwo, bez zająknięcia, naprawdę z pewnością w głosie.

Szkoda tylko, że rzuciło mi się w oczy to, jak zaciska dłoni na drugiej coraz mocniej. Myślę, że jakby moją tak ścisnął, to miałabym połamane paluszki...auć.

- Oj no co ty Al! Proszę! - moja mała spróbowała ratować sytuację. A niebieski skrzat coś znowu zapisał w notatniku.

- Proszę, proszę, proszę, proszęee! - zrobiła słodką minkę, która mnie by już rozbroiła, ale nie jego. On tylko pokręciła głową z pewnym siebie uśmiechem.
Za sekundę, ku mojemu przerażeniu, oczy mojej córki skierowały się na mnie. W odpowiedzi wzruszyłem ramionami próbując też się jakoś uśmiechnąć.
Chyba nie wyszło...

- Alastor, no weź. Daj dzieciakowi trochę frajdy. Widzisz, jaki jest nakręcony. - powiedział w końcu barman.
Choć mam powody myśleć, że to dziewczyna siedząca obok niego, zmusiła go do zabrania głosu.

Zauważyłem jak w twarzy radiowego co się zmienia, widać, że go to wszystko najwyraźniej męczy i po jeszcze paru prośbach mojej córki, zgodził się.
Manifestowałem w duchu aby nie dał mu nic trudnego.

- Agh...dobra. Prawda.. - powiedział w końcu, czym wywołał uśmiechy satysfakcji chyba i każdego. No może oprócz mnie.

- Wspaniale! To też... - chwilę myślał coś, ZNOWU, energicznie notując. - Jakie ma pan wrażenia po doświadczeniach z panem Vox'em? - myślałem że też się zakrztusze powietrzem jak ten kot...

Pov: Alastor

Ledwo kontaktowałam kiedy nagle ten mały naukowiec do mnie się odezwał.
Obraz mi się rozmazywał, czułem się okropnie i teraz jeszcze to.

A na to jego pytanie to szczerze...nie wiedziałem jak odpowiedzieć.
Myśl Alastor, myśl! Każda sekunda zwłoki sprawia, że ten pokurcz tylko więcej zapisuje. Tak nie może być.

Po chwili milczenia, zebrałem w sobie resztki sił i odpowiedziałem, najpewniej jak to możliwe:

- Niezbyt ciekawe dla ciebie. Był lekkomyślny i tyle. - patrzyłem na niego bez mrugania, chcąc w razie czego wyłapać cokolwiek co może się okazać przydatne.
Ale czułem, że więcej nie dam rady powiedzieć, przynajmniej nie bez tego durnego jąkania.

Miałem też farta, zadał pytanie w tak ogólny sposób, że nie musiałem się wysilać. 

Kiedy Baxter już otwierał usta aby coś powiedzieć, nagle odezwał się...Lucyfer.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam moje gwiazdeczki po krótkiej przerwie!!

Wczoraj nie udało mi się nic napisać, jednak dziś już się jakoś udało:)
Obiecuję, że dziś wieczorem postaram się napisać coś jeszcze haha

Mam nadzieję, że nie było jakoś mega nudno w tym rozdziale, bo dosyć długo nad jednym wątkiem się chyba rozwodziłam...ale no trudno! W razie czego to komentarze są otwarte<33

O i:
AmeliaNoob twoje teksty to ZŁO-TO
@velcia
Krokiet_3000 dziękuję za życzenia o wenę:3
szczur_kakaszka bardzo mi miło że ci się podoba i dziękuję za cudny komentarz 🥹

Wszystkich nie dam rady wymienić, ale ja te wszystkie cudne komentarze czytam!! 

DO ZOBACZENIA WIECZOREM<3333

1025 słów

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz