~Rozdział 6~

592 48 70
                                        

Pov: Alastor

Kiedy tylko to usłyszałem, to pomyślałem że zwymiotuje to śniadanie szybciej niż mi się wydawało. Czy ona już do reszty zwariowała?!

Próbowałem jakkolwiek zahamować jakąkolwiek reakcje na jej słowa, choć chyba wychodziło mi to gorzej niż źle, bo napotkałem podejrzliwe spojrzenie Huskera. A za raz potem poczułem kolejne, tym razem jakby ktoś chciał we mnie dziurę wywiercić. Kto to? Oczywiście, że anielice bez jednego oka...

- A co to za plan? - Powiedział po chwili niezręcznej ciszy kot w kapeluszu.
Księżniczka natychmiast się rozpromieniła i gorliwie zaczęła tłumaczyć.

- ŚWIETNE PYTANIE HUSK! Aaa więc! Po śniadaniu, pójdziemy razem na krótki spacerek, jak wrócimy, to zagramy sobie w gry integracyjne, następnie obiad, chwila na odpoczynek. Po jakimś czasie wracamy i, tu nie wiem co byście woleli, spa lub gry planszowe! - Oznajmiła nam radośnie. Ja za to miałem nadzieję, że nic z tego się nie wydarzy, a mi uda się wymknąć. Bo nie uśmiecha mi się iść na spacer kiedy ledwo po schodach udało mi się zejść...

- Ja jestem za planszówkami! Rozgromie was leszcze. - odpowiedziała pewnie Cherri Bomb. Średnio za nią przepadałem tak szczerze. Mimo, że praktycznie w ogóle ze mną nie rozmawia, jej osobowość jest zwyczajnie odpychająca.

- Ja też. - mruknął Husk. Spojrzenie księżniczki za raz poleciało na króla kaczek. Ten pokiwał głową wyraźnie zakłopotany, na co mój uśmiech mimowolnie się...poszerzył?

- Dobrze..A ty Alastor? - o nie. Mnie w spa nie wrobicie, a w planszówki tym bardziej. Chociaż z dwojga złego...

- Niech będą planszówki. - wzruszyłem ramionami udając obojętnego. To był błąd..nawet bardzo duży błąd. Nagły, gwałtowny ruch, spowodował, że rany zaczęły dosyć mocno dawać o sobie znać.

Syknąłem, na tyle cicho żeby nie dotarło to do nikogo. Jednak na tyle głośno, żeby dotarło to do uszu tego karła obok.
W ciągu sekundy odwrócił się w moją stronę patrząc na mnie z, może nawet troską? Chyba po prostu potrzebuję snu...

- Czyli ustalone! Po przerwie mamy planszówki, potem kolacja iiii... MARATON FILMOWY Z NOCOWANKĄ RAZEM!!! - Aż uszy mi oklapły. Tak to donośnie ogłosiła.

Nie. Nie ma opcji, że tam pójdę. Nie obchodzi mnie co sobie świat pomyśli. Na to się nie pisałem. Ani na żadną z części tego durnego dnia.

Zauważyłem że Vaggi skarciła wzrokiem Husk'a, który miał czelność się nie cieszyć.
Bo dziewczyna cyklopką się uśmiechnęła a Lucyfer udawał, że się cieszy.
Na mnie jej już chyba marnować sił się nie chciało, bo na Barmanie poprzestała.

- Niffty i Baxter są już na zewnątrz, więc radzę się powoli zbierać. - odezwała się, dziwnie spokojnie jak na nią.

I przy okazji przypomniała mi o istnieniu tej dwójki. Sądzę, że nie będą narzekać jak jeszcze tu chwilę posiedzimy.
Ale i tak, jak się okazało, wszyscy zdążyli zjeść. Wybornie...

- To już chodźmy, wszyscy zjedli? - rozejrzała się Charlie po zgromadzonych zmartwiona czy nikt głodny chodzić nie będzie.

Może i nie wszyscy się najedli, za to nikt nie śmiał się odezwać.

Każdy zaczął wstawać, ja niechętnie do nich dołączyłem, mimo, że czułem jakby coś mnie rozrywało od środka.
Już nawet nie zwróciłem uwagi na to czy blond niziołek na mnie patrzy, po prostu zacząłem iść za resztą.

Kiedy doszliśmy do wyjścia z hotelu, ja już miałem dość. Nawet nie miałem laski, ani siły na to, żeby ją przywołać.
Powiem to jeszcze raz: PIERDOL SIĘ VOX!

Delikatnie oparłem się o najbliższą ścianę, co jakąś ulgę dało, tylko, że za małą żeby spróbować zregenerować siły.

Właśnie wtedy, podbiegła do nas Niffty.

- O cześć Niffty! Gdzie Baxter? - zagadnęła ją Cherri. Mała cyklopka przywołała kogoś do siebie za pomocą ręki, jak się można domyślić, okazał się to Baxter.

Podszedł spokojnie i rozejrzał po towarzystwie. Zatrzymał swoje spojrzenie na...Lucyferze. Widać, że z czegoś sobie zdał sprawę. Potem spojrzał na mnie i wytrzeszczył oczy?!
Może pamięta moje audycje i się przestraszył...Może.

Choć nic nie powiedział, to było to bardzo podejrzane.
Czuję jakbym mówił od rzeczy, naprawdę wolę już wracać.

Moje rozmyślania przerwało szturchnięcie mnie w bok przez, jak się okazało, Lucyfera. Już bym się zgiął w pół, gdyby nie dyskretne złapanie mnie przez niziołka.
Spojrzałem na niego zdezorientowany, a on tylko poszedł dalej.
Czyli czas umierać...i poszedłem za resztą.

Pov: Narrator

Jak tak wszyscy szli przez najbliższe okolice hotelu, Baxter co jakiś czas zerkał na dwójkę idącą na samym końcu: Króla piekła oraz Radiowego demona.

Tak, Baxter od razu rozpoznał Alastora, gdyż po tym jak trafił do piekła, zaczął zagłębiać się w to co się dzieje. Oraz w to, z kim warto się trzymać.

Podczas wycieczki, Charlie, Charri Bomb, Niffty czy Lucyfer, jako tako ze sobą rozmawiali. Pozostała część pogrążała się we własnych myślach.
Vaggi, według planu ustalonego przez nią i jej dziewczynę, obserwowała już wcześniej wspomnianą dwójkę idącą na końcu.
I o ile w kwestii Lucyfera nic ciekawego nie rzuciło jej się w oczy, to w kwesti Alastora...Jej domysły co do tego, że coś było nie tak, stawały się coraz bardziej uzasadnione.
Jednak według planu, trzeba jeszcze zostać na obserwacji.

Za to Husk'a, doręczyła kwestia Angel Dusta...Nie mógł przestać o nim myśleć.
Jednocześnie się martwił, a jednocześnie czuł żal.

Wracając do Baxtera. Ponieważ był naprawdę inteligentny oraz spostrzegawczy, to nie umknęły mu plamy krwi na ubraniu Alastora. Najwyraźniej niektóre opatrunki już przesiąkły...Nie chciał na to głośno zwracać uwagi, bo był ciekaw, co się stało, a jak się dowie, będzie mógł zbadać ten przypadek pod względem naukowym...

Po mniej więcej 40 minutach, Charlie zdecydowała, że czas wracać.
Wtedy Lucyfer był już naprawdę zmęczony a jego bateria społeczna pusta.
Podobnie z Alastorem. Czuł się nie do opisania źle.
Nie wiedziała ile jeszcze wytrzyma tak wyprostowany jak struna...

W końcu wrócili do hotelu. Poszli do salonu, bo zgodnie z planem, zaczynamy gry integracyjne.

Pov: Alastor

W KOŃCU. NARESZCIE. DZIĘKI CI LOSIE.
Weszliśmy do salonu, czułem, że jeszcze minuta i nie wytrzymam. Natychmiast usiadłem, trochę zbyt gwałtownie na fotelu. No dobra... bardziej poleciałem tak jak szmaciana lalka.
Co niestety poszło w rany.

Zarejestrowałem jeszcze, że Lucyfer usiadł na przeciwko mnie, a ten mały naukowiec koło niego.
Może mi się zdawało, ale co chwilę na mnie zerkali.
Coś było nie tak...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

A co to to na niebie??
Czy to ptak? Czy to samolot? NIE!
To wy gwiazdeczkii!!

Hejkaa, dziś miałam troszkę więcej weny, jednak pod koniec rozdziału to już padałam z nóg. Dawno nie byłam tak zmęczona po pisaniu 😭

Ale no dobrze, mam nadzieję, że was nie zawiodłam 😘
W razie czego, chętnie poczytam wasze komentarze<33

O i tak, bo bym zapomniała, bardzo wam dziękuję za te wszystkie wspaniałe komentarze 🥹
O i @lopata NIE JEDZ MNIEEEE
A @Kreska NIE DUŚ SIEEE
ODDYCHAJ MYSIA ODDYCHAJ

Dziś już nie mam siły, ale resztę tych wspaniałych gwiazdek z komentarzy wymienię w następnym rozdziale haha

MIŁEGO DNIA/NOCYY

1106 słów

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz