~Rozdział 5~

598 40 78
                                        

Pov: Lucyfer

Kiedy tylko drzwi się zamknęły, Alastorowi, najprościej mówiąc, nogi odmówiły posłuszeństwa i w ciągu 0,01 sekundy wylądował na ziemi.

Jeszcze zanim zdążyłem ogarnąć co się właśnie wydarzyło, demon można powiedzieć, że się skulił z bólu próbując jakoś złapać oddech.
To wtedy oprzytomniałem i przeszedł mnie zimny dreszcz. NIE UMIERAJ JESZCZE BO JEDNAK BYŚ SIĘ JESZCZE TAK NA TYDZIEŃ PRZYDAŁ!!!!

Podbiegłem do niego i uklęknąłem, próbując go jakoś podnieś. Z jego ust po cichu leciały takie przekleństwa, że nawet ja tego nie wypowiem. Za to jego oczy były szeroko otwarte jakby podczas jakiegoś ataku.
Mimo tego, że mnie samego ból dokuczał niemiłosiernie, to jednak wziąłem go w końcu pod ramię i zaciągnąłem do łóżka.

- Kurw...N-nie możesz m-mnie zabić...cz-czy coś... - wyharczał ledwo łapiąc powietrze. Słysząc to spróbowałam jakoś rozładować atmosfere i przewróciłem oczami udając obrażonego.

- A myślisz, że czemu nie zrobiłem tego roku temu? - zapytałem sarkastycznie. Chyba mój plan jako tako zadziałał, bo rudy jeleń też przewrócił oczami.
Nie wiem czemu...Ale mimowolnie się uśmiechnąłem. Nie z jakimiś przesadnymi emocjami, po prostu tak.. szczerze.

Po jakimś czasie doprowadziłem czerwonego grzesznika do jakiegoś tam ładu składu, mimo, że nadal było z nim kiepsko. Nie byłem pewien czy by nie załatwić mu jakiś tabletek...Ale kiedy o tym tylko usłyszał to sklecił całkiem mocne zdanie o treści:

- Pierdol się, nie będziesz mnie żadną chemią faszerować! - Robimy postępy, co nie? Choć potem już jednak znowu głos zrobił mu się słabszy. Taka loteria.

Kiedy w końcu stwierdziłem, że mogę go zostawić na te parę godzin jakimi jest noc, wymknąłem się z jego pokoju. A ponieważ było już po 2 w nocy, to nie było problemu.

Jak nareszcie dotarłem do swojego pokoju i zamknąłem drzwi... Kichnąłem chyba najmocniej i najgłośniej w ciągu mojego całego istnienia.
Do tego szybciutko zmieniłem opatrunki, a potem wziąłem moją piżamę jedno częściową, która wyglądała jak jedna wielka kaczka i rzuciłem się na łóżko.

Odetchnąłem z ulgą. Właśnie na ten moment czekałem cały dzień. WŁAŚNIE NA TEN!
Po jakimś czasie liczenia kaczek... Padłem jak kawka.

Następnego dnia

Pov: Lucyfer

Obudziło mnie dzikie nawalanie w drzwi. Aż mi się przypomniała poprzednia noc.

za raz...KTOŚ MI SIĘ DOBIJA DO POKOJU!

Jakoś się zwlekłem z łóżka, choć czułem jak rany pulsują, i w moim stroju kaczuszki otworzyłem drzwi.
W nich zobaczyłem... moją córeczkę. Od razu otworzyłem szerzej oczy ,uśmiechając się niezręcznie.

- O hejka córeczko! Co za miła niespodzianka..! - po jej minie wywnioskowałem, że ta rozmowa do moich ulubionych nie będzie należała...

- Tato... - zaczęła poważnie. Przeszedłem mnie dreszcz. Co tu się działo?! Zrobiłem coś?! MOŻE ALASTOR ZROBIŁ KAPUT I NAPISAŁ W TESTAMENCIE, ŻE TO PRZEZE MNIE???!!
Ale niee... niemożliwe. Chyba.

-...Zapraszam na śniadanie! - dokończyła melodyjnie. Ja pier... No to mnie nastraszyła! I za co to?!

- o..A TAK! Za raz będę! - i zanim cokolwiek pomyślałem, zamknąłem jej drzwi przed nosem.
Od razu po tym poleciałem się ogarnąć. Nie wiem ile zeszło...max.20 minut....chyba.
Po czym poleciałem w tempie ekspresowym na dół.

Kiedy dotarłem do miejsca gdzie jemy posiłki, okazało się, że przy jednym stole siedzą: Charlie, jej dziewczyna, pani od bomb, ten kot-barman i...Alastor?!
Szczena mi opadła. Mi się coś nie przewidziało?!
Jeszcze niedawno nie potrafił się podnieść z ziemi, a teraz siedział sobie jakby nigdy nic wpatrując się w stół.

Pech chciał, że ostatnie wolne miejsce znajdowały się, a jakże, koło radiowego.

Usiadłem niepewnie. Jak w końcu się usadowiłem, to zabrałem coś tam do jedzenia, a ponieważ stół był rozległy, to pomyślałem że to czas sobie coś wyjaśnić.

- Co tu tu do cholery robisz?! - nakrzyczałem na niego szeptem. Ten tylko na mnie spojrzał z wyraźnym zmęczeniem i zirytowaniem w oczach. Nawet jego uśmiech zadrżał, choć ani na sekundę nie opadł.

- Z-zapyt-taj..swoj-jej...córk-k.. - wskazał na nią ruchem oczu. Jego szept brzmiał, jakby zaraz miał się załamać.
Tak trochę jak ja, kiedy Charlie dowie się o wszystkim. OBY NIE. OBY NIE. OBY NIE!!

- A więc! - odezwała się, jakby przywołana przez Alastora. Obaj zbladliśmy. - Skoro tu już siedzimy w, dosyć Kameralnym gronie..- Może niech się stanie jeszcze kameralniejsze..? Tak bez Alastora..? I mnie.. ALBO KAŻDEGO. - .. Pomyślałam, że możemy trochę pobyć tak tylko ze sobą. Zaplanowałam nam już calutki dzień! - zapewniła wesoło.

Mam nadzieję, że nie widziała tylko mojej miny. Bo czułem się co najmniej, jakbym właśnie dostał z piłki lekarskiej w łeb.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

wenasklep.com

HEJKA W 2026 GWIAZDECZKI!!
Jak tam Sylwestra?? Był ostry ✨melanżyk✨??

U mnie nie do końca, choć i tak było super.

Dziś troszkę krótszy rozdział, ale to dlatego, że kompletnie nie miałam weny😭
Jakby ktoś miał numer do sklepu z weną to zapraszam💔

Tak czy siaaak, mam nadzieję, że rozdział was nie rozczarował i widzimy się w następnym<33

MIŁEGO DNIA/NOCYYYY

786 słów

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz