Pov: Lucyfer
ON. NIE. ODDYCHAŁ.
Myślałem że padnę na zawał. Bo nie mogłem zacząć uciskać jego klatki piersiowej, przez ranę, której stan i tak nie był aktualnie idealny.
Naprawdę zacząłem panikować!
Bo co jeśli on nie przeżyje? Co jeśli Charlie się o tym dowie i dowie się że to przeze mnie?! CO JEŚLI BĘDZIE KAZAĆ MI SIĘ WYNOSIĆ I ZERWIE KONTAKT?
Zacząłem improwizować. Próbowałem wszystkiego: od jakiegoś bandażowania ran, aż po jakąś moją zmyśloną pierwszą pomoc.
Potem w końcu wpadło mi do głowy coś, co mogło być ostatnią deską ratunku, ale średnio mi się uśmiechało...
Trzeba było zrobić "usta usta" (tak, sztuczne oddychanie..)
Wziąłem głęboki wdech i przełożyłem swoje usta do jego, zaczynając przekazywanie mu powietrza. To tak się chyba nazywa? Nie wiem..ALE WRACAJĄC!
Spróbowałem też lekko uciskać jego klatkę piersiową, na pewno sprawiało mu to ból, to nie chciałem ryzykować.
Po chwili nagle poczułem jak ktoś ściska mnie za dłoń którą miałem na klatce piersiowej Alastora.
Nie trzeba było być jak Sherlock Holmes, aby się domyślić, że to sam zainteresowany.
Zaczął też kaszleć, co przyjąłem z ulgą. Natychmiast się odsunąłem i klapnąłem na łóżko obok niego.
Za to ręki już zabrać nie zdołałem, bo demon nadal ją ściskał..co pogłębiło na mojej twarzy rumieńce, które się pojawiły podczas robienia sztucznego oddychania.
Po chwili obserwowania jak Alastor kaszle i próbuje złapać oddech, zdałem sobie sprawę, że tak to mu nie pomogę i szybko zacząłem za bandażowanie ran.
- C-co się..dzi-dzieje..? - Spróbował wydusić, nadal kaszląc.
Nie wiem dlaczegoż...Ale po mojej klatce piersiowej rozlało się jakby, ciepło?
A do tego, no, może wstyd się przyznać..Lecz poczułem jakąś ulgę i radość? Kiedy coś powiedział, dając znak, że żyje.
- Już, już. Wszystko okej. Przepraszam cię..nie powinienem zostawiać cię tak na pastwę losu...- powiedziałem próbując nie pokazywać zbyt wiele emocji, co chyba zbytnio mi nie wyszło, bo uszy radiowego się skuliły. A na jego twarzy zjawiła się konsternacja, oraz, zmęczenie. Czyste, normalne zmięczenie.
Pov: Alastor
Kiedy ten niziołek nareszcie wyparował, chyba zasnąłem. Wszystko było w porządku, aż do momentu mojego przebudzenia... Bo kiedy się obudziłem, to poczułem nie dość, że jeszcze większy ból niż wcześniej, to dodatkowo, jakby coś mi napływało do przełyku.
Z każdą sekundą coraz gorzej mi się oddychało, aż w końcu dosłownie walczyłem o jakiś haust powietrza.
W pewnym momencie, mroczki pojawiły mi się przed oczami, a potem... ciemność.
Następne co pamiętam, to ucisk na klatce piersiowej oraz..jakby ktoś swoimi ustami wpychał mi powietrze do ust?
Jak trochę oprzytomniałem, to odnalazłem swoją dłonią, dłoń tego kogoś i mocno ścisnąłem. Sam nie wiem czemu.
Trochę z bólu, trochę potrzeby, em, dziwnej potrzeby. Nie powiem tego na głos nigdy. Oj nigdy.
Nareszcie dano mi spokój i zacząłem mimowolnie kaszleć, starając się złapać już trochę więcej normalnego powietrza.
Po chwili spojrzałem trochę przytomniej na otoczenie.
A kogo zobaczyłem po dwóch sekundach?
OCZYWIŚCIE ŻE LUCYFERA!
- C-co się..dzi-dzieje..? - wydusiłem w końcu. Chciałem żeby to zabrzmiało trochę groźniej niż ostatecznie wyszło. A efektu odjęło jeszcze moje kasłanie. Niesprawiedliwe...
Król kaczek zaczął coś pierdolić znowu. Jednym uchem tego słuchałam, drugie próbowałam ogarnąć co się dzieje wokół.
Jednak słysząc tyle, tak mi się wydaje, szczerych emocji kierowanych w moją stronę..nie mogłem powstrzymać ruchuoich uszu.
Co to ma wszystko znaczyć? To jakiś podstęp? Czy.. coś tam.
Uderzyło we mnie nagłe zmęczenie. Naprawdę mi się znowu chce spać? TY TAK NA SERIO ORGANIZM?!
- Masz tu, trochę wody. Jedzenia na razie nie mam.. Ale może co wystarczy. - powiedział do mnie Lucek, o dziwo, bardzo, ale to BARDZo delikatnie. Jakby bał się, że coś mi zrobi samym tonem głosu.
Podsunął mi wodę pod usta. Nie..na widok wody chciało mi się rzygać.
Zacisnąłem zęby i odsunąłem wolną ręką wodę od siebie.
Zdałem sobie też sprawę, jak mocno ściskam dłoń króla piekła. Poczułem ciepło, palące moją twarz.
Zluzowałem trochę na siłę uścisk, mimo kolejnej fali bólu, która chyba dała się we znaki na mojej twarzy.
Wnioskuję takie coś, przez reakcję białego.
Wyglądał jakby ducha zobaczył i...Sam złapał moją dłoń w swoją i wplótł swoje palce w moje...Albo może mam halucynacje?
Ale Lucyfer wyglądał na naprawdę, autentycznej zmartwionego.
- Kurwa... Przepraszam cię... obiecuję że teraz już nie będziesz tutaj tkwić sam. - powiedział w pewnym momencie, dożyć zdeterminowanym głosem.
Potem ni z gruchy ni z pietruchy, pojawił się z drugiej strony łóżka, na które wskoczył, co dało mi się mocno we znaki. A ponieważ puścił już moją rękę, to zacisnąłem ją na kołdrze.
Już chyba chciał coś palnąć, sądząc po jego minie.
Szkoda tylko że przerwało mu pukanie do drzwi i pytania przez nie zadawane.
Obydwoje zbladliśmy jeszcze bardziej.
- Alastor jesteś tam?! Przydałaby się twoja pomoc! - dobiegł do nas głos należący do...
- Vaggie - powiedzieliśmy jakby czytając sobie w myślach.
I co teraz?!
Ani jeden ani drugi nie jest w stanie się pokazać.
Alastor przez swój stan.
A Lucyfer przez to, że JEST LUCYFEREM W POKOJU ALASTORA!!!!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak wiem że nie powinnam kończyć rozdziału jak Polsat dający reklamy w najgorszym momencie
✨ALE✨
DZIŚ JESZCZE WLECI DRUGI ROZDZIAŁ, TYLKO TEN PISZĘ OD KIEDY WSTAŁAM I NAWET ŚNIADANIA NIE JADŁAM SHSHSHSHSH.
O i do pisania tego rozdziału oglądałam akurat Polsat😉
No ale dobrzee
Chciałabym wam bardzo podziękować za komentarze i zasięgi jakie sprawiliście i mi i temu fanfikowi🥹
Zrobiliście mi dzień!!
Także ja idę jeść śniadanie, a potem do pisaniaa
Miłego dnia/nocy gwiazdeczkii
890 słów
CZYTASZ
~POD MASKĄ~ (radioapple)
Fanfiction[Akcja dzieję się po drugim sezonie Hazbin hotel] Po ostatnich wydarzeniach Lucyfer jest na skraju wyczerpania. Nie czuję się najlepiej, choć powoli się regeneruje. Ani Charlie ani nikt inny nie martwi się o niego jakoś specjalnie, po części dlate...
