~Rozdział 1~

685 47 31
                                        

Pov: Alastor

Minął już chyba tydzień od kiedy Vox przestał sprawiać problemy.
Chyba tydzień... Nie wiem co się działo, ale kiedy wszystko "wróciło do normy", było ze mną coraz gorzej.

Próbowałem wszystkiego. Od tradycyjnych metod leczenia i opatrywania ran, aż po używanie swoich zdolności voodoo.
Tylko, że nic za cholerę nie chciało pomóc!
Choć po części i ja wykazałem się głupotą. Trudno w to uwierzyć, ale przez to wszystko po prostu byłem zbyt zdesperowany wróceniem do pełni sił.
Teraz mam świadomość tego, jak złym pomysłem było użycie mocy do uleczenia się.

Bo najwyraźniej głównie przez to doprowadziłem się do najgorszego stanu w jakim kiedykolwiek się znalazłem...

Pewnej nocy, dochodziła pierwsza, ból był nie do zniesienia. Nie wytrzymał bym do rana.
Spróbowałem jeszcze raz, jakoś załagodzić stan mojej rany po walce z Adamem.
Kiedy już myślałem, że się udało...Nagle zrobiło mi się słabo. Chyba zemdlałem bo nagle znalazłem się na ziemi, doczołgałem się do ściany i próbowałem się podnieść.

Mało co z tego pamiętam, ale wiem, że w pewnym momencie, jak z nikąd, pojawił się przede mną ten niziołek.
Wtedy na chwilę trochę oprzytomniałem i kazałem mu się wynosić.
Ten coś tam jeszcze pierdolił, jednak już nie jestem pewny co...

Pamiętam jeszcze, że złapałem go za ramię próbując odepchnąć. Nie chciałem żeby KTOKOLWIEK, widział mnie w takim stanie.
Kto to widział! Radiowy demon który załatwił tyle overlordów, który był postrachem piekła, nagle został zauważony w tak żałosnym stanie.

Potem to już mam jakieś przebłyski tylko.
Miłośnik kaczek chyba mi... pomógł? Nie... coś mi się musiało pomieszać.
Następnie jeszcze jakoś zostałem dowleczony do swojego łóżka i..na tym moje wspomnienia się skończyły.

Obudził mnie ból w każdej kończynie i odgłosy jakby ktoś chodził po pokoju.
Nie miałem nawet siły żeby obrócić się, aby zobaczyć czy to nie halucynacje.
Za raz jednak już nawet nie musiałem, bo usłyszałem najwyraźniej, rozmowę przez telefon.

- Spokojnie córeczko, nic poważnego się nie dzieje. Po prostu potrzebowałbym dnia urlopu...Nie! Nie musisz mi nic przynosić! Poradzę sobie. Pamiętaj że twój tato jest królem piekła....tak, ja też cię kocham..Papaa - świergotał sobie najlepsze, nikt inny, tylko ten skrzat z obsesją na punkcie kaczek!

To musi być sen, albo koszmar. Co tu się dzieje!
Znowu zacząłem słyszeć kroki, o zgrozo, w moją stronę. Nagle nade mną ukazał się obraz upadłego anioła w swoim tradycyjnym stroju.
Na widok tego, że zmartwychwstałem, jego twarz wykrzywiła się w lekkim uśmiechu.

- No witam! Nareszcie ktoś tu otworzył oczy. Jest 13, troszkę ci się pospało, hmm? - Zacisnąłem szczękę. Już chciałem się podnieść, jednak w połowie ruchu poczułem przeżywający ból, który sprowadził mnie z powrotem na łóżko.

Chyba naprawdę coś jest ze mną nie tak, bo kiedy znowu żałośnie wylądowałem na łóżku, na twarzy Lucyfera pojawiło się...zmartwienie?

- Po tym co wczoraj się z tobą działo, to ja bym nawet nie myślał o ruszeniu się z tej pozycji. Choć w sumie to rób co chcesz! Mam to w dupie! - Dodał chyba samego siebie próbując przekonać. Widać, że nie ma tego w dupie- ale za raz!
Coś mi tu nie gra...

- co t-ty tu robisz? - wysyczałem w końcu.

Lucyfer, ponieważ wcześniej się obrócił do mnie swoimi małymi plecami, gwałtownie wrócił do pochylania się nade mną.
Teraz na jego twarzy malowała się konsternacja.

- Jak to co? Dupę co uratowałem!..Nawet pokój ci trochę z krwi posprzątałem!
No właśnie, może trochę wdzięczności? - powiedział, przy tym żywo gestykulując.

On chyba żarty sobie stroi. To ja bym chyba wolał żeby mi jednak nie pomagał.
Teraz zacznie się pewnie szantaż, a ja nawet nie mogę się ruszyć.
Co teraz ja mam niby zrobić?!

- p-pogadamy kiedy indziej, k-kolego..Teraz wypierdalaj..! - nie zabrzmiało to tak donośnie jakbym sobie tego życzył, choć chyba i tak niższy zrozumiał mój przekaz.

Pomyślałem sobie, że teraz albo nigdy i jakoś dźwignąłem się do siadu.
Był to okropny ból. Za raz po tym jak znalazłem się w tej pozycji, od razu zgiąłem się w pół zaciskając palce na łóżku.
Drugą ręką złapałem się za brzuch.
CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE?! - krzyczałem na siebie w głowie.

Nawet nie poczułem kiedy Lucyfer złapał mnie za ramiona i próbował jakoś mnie znowu sprowadzić do poprzedniej pozycji.

- Ty głupi jesteś?! Wracaj do grzecznego leżenia i to NA-TY-CHMIAST. - ochrzanił mnie. TEN KURDUPEL MNIE OCHRZANIŁ!

Jednak zostało mi jeszcze trochę oleju w głowie i zamiast się poddać to znowu jakoś wydusiłem:

- Jaki ty masz z tego int-teres, co? Z-zostaw-

Nawet nie dokończyłem bo ten wykorzystał moją nieuwagę i osłabienie dodatkowym wysiłkiem jakim jest mowa, bo nareszcie mnie zmusił do położenia się.
Może sobie dopowiadam ale odetchnął głośno, można powiedzieć, że może nawet z ulgą.

- Ty jesteś niemożliwy.. Posłuchaj mnie raz a porządnie Bambi! - nie cierpię tego jak tak mówi... - Nie myśl sobie za dużo, bo u mnie na pierwszym miejscu jest Charlie.
A jeśli ty byś zdechł, to cały jej dobry humor i szczęście by prysło. Nie wiem czemu...ale by była smutna okej?! - No to poleciał. Czyli mam wierzyć, że mi pomógł, bo nie chce, aby jego córka straciła dobry humor? Śmieszne..

Zaśmiał bym się, gdyby nie było by w chuj bolesne samo oddychanie.
Nawet nie zdobyłem się na spojrzenie pełne pogardy. Otworzyć ust nie zdążyłem, a ten klaun kontynuował:

- Podsumowując: Będziesz tu teraz siedzieć, dopóki nie dasz rady normalnie funkcjonować. ALE ZANIM ZACZNIESZ PYTAĆ! To TYLKO, dlatego, że Charlie jakby cię zobaczyła w takim stanie, od razu by się zamartwiała znając życie. - tym, ta.

Nie przeszkadza mi to, ale kiedy próbowałam dowlec się jak najdalej od tego aniołka i księżniczki, to Charlie niezbyt się mną przejmowała. Choć to nawet lepiej..

-.. Zrobimy tak, ja wcisne reszcie jakiś kit, ty nie będziesz martwić nikogo sobą, a ja nikomu nie pisne ani słówka o tym co jest z tobą. Umowa?

- Zostaw mnie po prostu i m-miej mnie w dupie... - Wydukałem, wbijając sobie paznokcie w dłoń.

Spowodowałem moją odzywką wyrwźną irytację u mojego rozmówcy, jednak za raz się opanował i odpowiedział mi, o dziwo, dosyć łagodnie...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
WITAM PONOWNIEEEE!

Tutaj również nie czytam tego drugi raz bo jestem troszkę leniem i mi się nie
chce 😅
Mam nadzieję że nie zepsułam postaci Alastora już na starcie, bo pisanie go nie przychodzi mi jakoś specjalnie naturalnie...

Wiem też, że mówiłam iż wstawię rozdział wieczorem, ale nudziło mi się to napisałam teraz:3
Nwm czy napiszę też wieczorem, ale jutro napewnooo

Miłego dnia/nocy gwiazdeczki!!

1057 słów

~POD MASKĄ~ (radioapple)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz