Rozdział 9

2.7K 237 62

Po chwili monotonnego stania w miejscu jak kompletny, idiotyczny, frajerski kołek, mrugnęłam kilkakrotnie i spojrzałam na pierwszą lepszą osobę i był nią Liam. Miałam zamiar powiedzieć coś w stylu 'nope', ale niestety w chwili gdy otworzyłam usta, doszło do mnie, że mogę się zabić tym jednym słowem, więc zamknęłam je spowrotem.

Avalon jako mistrzyni ciętej riposty.

Nieświadomie przejechałam wzrokiem po suficie, udając, że nic nie usłyszałam. Tak, to był plan genialny, zdecydowanie.

Ale co miałam powiedzieć?

Dobra, ale sporo wydacie?

Nope.

Usłyszałam ciche chrząknięcie, więc zdesperowana spoglądnęłam na Harry'ego, który proszącym wzrokiem wręcz błagał mnie o to, bym się odezwała. Łatwo prosić, ale mi języka w gardle zabrakło. Co niby miałabym zrobić, żeby się nie wkurzyli, nie zaśmiali i zachowali całkowitą powagę, co tylko wspomnę, że w towarzystwie Niall'a i tak było niemożliwe.

Z westchnieniem wstałam z miejsca i bez słowa udałam się do łazienki, gdzie po prostu stanęłam przed lustrem i oparłam się o toaletkę, uważnie oglądając swoje odbicie. Swoją drogą nie wyglądałam aż tak źle. Wypuściłam z siebie głośno powietrze i odepchnęłam się lekko, po czym nerwowo poprawiłam swoje gęste włosy i wyszłam jak gdyby nigdy nic, mijając zdezorientowanych chłopaków w salonie i zamykając się w swoim(?) pokoju. Do ręki złapałam swoje już prawie rozwalone trampki i wyszłam znów do przedpokoju, by spojrzeć na całe nic nie rozumiejące stowarzyszenie porywaczy z dobrym sercem. Absurd.

- Idziemy? - Zapytałam, wkładając w podskokach swoje trampki, na co Zayn zerwał się z miejsca i pobiegł do drzwi, po drodze łapiąc jakąś parę butów w dłonie.

Skołowana zerknęłam za siebie, ale rozpędzony już Niall przebiegł obok mojej osoby, nawet nie kłopocząc się tym, że zahaczył o moje ramię i niemal się wywrócił. Lekko utykając wybiegł na zewnątrz i zawołał do bruneta, który opierał się już o samochód, szczerząc głupio zęby:

- Zayn, jeleniu, oddaj mi buty!

Żeby nie ryknąć nieopanowanym śmiechem, musiałam zakryć sobie usta, a dodatkowo widząc rozeźlony wzrok tlenoionego blondyna, wolałam nie ryzykować. W końcu ośmieszył się przed swoją ofiarą, czyli kimś, kto powinien mieć do niego pewien respekt, a tak się składało, że do jego osoby po prostu nie dało się takowego posiadać.

- Ale z ciebie tłumok, Niall - żąchnął się Louis, który nagle wyrósł w miejscu po mojej prawej stronie. - Przecież masz kilka par butów. Nie wiem czym się przejmujesz.

- Ale ten cymbał zabrał moje ulubione! - Oburzył się niebieskooki, tupiąc nogą niczym obrażone dziecko, na co Lou uniósł do góry ręce i odszedł, wkładając na nogi swoje adidasy.

- Ja się poddaję - stęknął Liam, przechodząc obok mnie i klepiąc mnie pocieszająco w ramię, nawet nie wiem dlaczego. - Idzie tu z nimi wszystkimi zwariować. Psychiatryku, nadchodzę!

- Daddy Liam! - Wrzasnął Harry, biegnąc obok mnie i wskakując na plecy swojego przyjaciela, by móc tulić jego głowę do swojej klatki piersiowej. - Tatusiu, pójdziemy później na szarlotkę?

Wyglądało to komicznie, kiedy loczek siedział sobie po prostu na plecach przyjaciela, a ten drugi zirytowany i rozdrażniony wywrócił tylko oczami, ale nic nie mówiąc zaniósł kolegę pod sam samochód, co jakiś czas podrzucając go w miejscu, bo nie oszukujmy się - Harry musiał być ciężki.

- Oo taak! - Zaryczał Niall, biorąc jednak w dłonie inną parę butów, którymi tak na marginesie były konversy, i mrugnął do mnie, wskazując na swoje plecy.

Stockholm Syndrome // H.S. ✅Przeczytaj tę opowieść za DARMO!