Kiedy Jackson sobie poszedł, a ja stałem tak przed Luką, doszedłem do wniosku, że jeszcze nie opowiem mu o Arturze. Nie tylko dlatego, że nie miałem na to siły, ale też dlatego, że pamiętałem jego niechęć wobec Doktora Krakena i nie wiedziałem, jak by zareagował na to, że się z nim zakumplowałem. Poniekąd nie chciałem niczego przed nim nie ukrywać; chciałem, aby ktoś jeszcze wiedział o Arturze i być może doradził mi, co robić dalej. Z jakiegoś powodu uważałem Lukę za głos rozsądku. Ostatecznie postanowiłem odłożyć decyzję o opowiedzeniu mu o wszystkim na później, kiedy będę w dużo lepszej formie.
Luca rozumiał, że mógłbym nie chcieć opowiadać o moim pobycie w izolatce i nie próbował mnie o niego wypytywać... przez jakieś trzy godziny. Bo potem, kiedy już szykowaliśmy się do snu, nie ukrywał swojego zainteresowania tym, jak było na poziomie U... Czy też może inaczej – słyszał różne plotki i teraz po prostu chciał sprawdzić, na ile są one prawdziwe, skoro jego kolega z celi już tam był.
Na początku nie miałem ochoty dzielić się wrażeniami, biorąc pod uwagę, że nie tylko byłem psychicznie i fizycznie wyczerpany, lecz także miałem dość sporą tajemnicę, której nie zamierzałem na razie wyjawiać Luce. Próbowałem zmieniać temat...
- A co się działo u was jak mnie nie było?
...Ale to nic nie dawało.
- Nic specjalnego. Wszyscy gadali tylko o tobie i Solu. No powiedz: jak tam jest na poziomie U?
Po jakimś czasie obiecałem, że opowiem mu wszystko jutro.
- Trzymam cię za słowo – powiedział, kiedy położyliśmy się do łóżek i czekaliśmy na zgaszenie świateł.
Chociaż moje posłanie w celi nie było jakoś wygodniejsze od tego w izolatce, pomyślałem, że tym razem wreszcie się wyśpię. Świadomość, że pode mną leży Luca, miała w sobie coś kojącego.
- Hej, Marv – odezwał się nagle – a ty masz kogoś, kto chciałby cię odwiedzić?
To pytanie mnie zdziwiło. Pojawiło się znikąd.
- Nie – odpowiedziałem ze zrezygnowaniem. – Raczej nie. Zresztą, nie mieliby kasy na to, aby polecieć na Plutona.
- Wiesz, ostatnio loty kosmiczne są bardziej przystępne – podjął temat Luca. – Przy kilku miesiącach oszczędzania można sobie pozwolić na jeden lot tam i z powrotem. Na przykład moja siostra odwiedza mnie raz do roku.
Luca często opowiadał mi o swojej siostrze, Adelmie, zwłaszcza kiedy akurat przychodziły od niej listy. W jego opowieściach zawsze wydawała się ona istnym aniołem, o ile nie przypominał sobie jakiejś zabawnej historyjki z dzieciństwa i nagle dowiadywałem się, że ona i Luca mają bardzo popaprane poczucie humoru (choć nie różnili się w tym względzie od innych rodzeństw, które poznałem w swoim życiu). O ile normalnie Adelma mnie ni ziębiła, ni grzała, teraz wspomnienie o niej mnie zirytowało.
- No to masz szczęście – odparłem. – Ludzie mają inne wydatki niż jednorazowy lot na Plutona do zakładu karnego. Poza tym, jak mówiłem, nikomu nie chciałoby się jechać tylko po to, aby mnie odwiedzić. Zresztą sam widziałeś: nie dostaję żadnej poczty. A teraz daj mi wreszcie spać, człowieku.
Przez chwilę trwała cisza, a ja miałem nadzieję, że wreszcie będę mógł się porządnie wyspać. Zamknąłem oczy i zaczął odpływać w sen, ale zaraz szept Luki znowu mnie rozbudził:
- Przepraszam, stary.
Brzmiał smutno i nawet domyślałem się, co mógł sobie pomyśleć. Nie pierwszy raz zresztą miałem wrażenie, że świadomość, że nie mam nikogo, kto czeka na wolności, sprawiała, że było mu mnie żal.
CZYTASZ
Projekt Tartar: Więzienie dla niezwykłych złoczyńców
Science FictionMarvin Dorn, znany jako Agent Frost, zostaje osadzony w więzieniu Tartar, przeznaczonym dla superzłoczyńców. Od teraz będzie musiał zaaklimatyzować się w nowym środowisku, gdzie wszystko zaprojektowane jest tak, aby utrzymać i zresocjalizować przest...
