Tak jak zapowiadał Doktor Kraken, była to długa i męcząca noc.
Dla niego zapewne o wiele gorsza, nigdy nie będę twierdził inaczej... Niemniej jednak słuchanie tego wszystkiego – zarówno przez pluskwę, jak i zza zamkniętych drzwi – stanowiło dla mnie pewną unikalną torturę. Te odbijające się w ciemności nocy krzyki przychodziły falami w prawie regularnych odstępach. Niektóre były głośniejsze, inne cichsze (a przynajmniej takie się wydawały). Nie wiedziałem, co mu robili (i mój umysł nasuwał różne przypuszczenia, a co jedno, to gorsze), ale wiedziałem jedno: chcieli nie tylko sprawić mu ból, ale też zabrać mu sen.
A on próbował to jakoś opanować; próbował recytowaniem wiersza odwrócić swoją uwagę od bólu. Byłem pod wrażeniem jego siły ducha. Nie wiem, czy byłbym w stanie skupić się na czymkolwiek, gdyby robili mi to, co jemu.
Ja sam w pewnym momencie czułem się wyczerpany – psychicznie i fizycznie – i marzyłem tylko o tym, aby zamknąć oczy i wreszcie pójść spać. Ale nie mogłem. Nie tylko dlatego, że słyszałem krzyki Doktora (a i recytowany przez niego wiersz szybko nabrał dla mnie pewnej upiorności, chociaż wiedziałem, że Artur wygłaszał go tylko po to, aby nie myśleć o bólu), ale też dlatego, że jak mógłbym tak po prostu spać, kiedy ktoś inny cierpi?
Faktem było jednak to, że nie wiedziałem, co mógłbym dla niego zrobić. Próbowałem na początku recytować wiersz razem z nim, ale szybko myliłem słowa i miałem wrażenie, że tylko go dekoncentruję. Potem pomyślałem, że mógłbym jakoś odwrócić jego uwagę, opowiadając mu o jakiejś głupocie, ale przez te krzyki nie mogłem niczego wymyślić.
W duchu pragnąłem, aby to się wreszcie skończyło. Aby wreszcie przestali mu to robić i dali nam wszystkim spać. Ale mijała godzina, potem kolejna i kolejna, i w pewnym momencie już nie byłem pewien, jak długo nie spaliśmy.
- Przestań się drzeć, pojebie! – wrzasnął w pewnym momencie Sol.
Wtedy wkurzało mnie, że tylko na coś takiego mógł się zdobyć w obliczu torturowanego współwięźnia. Nawet jeśli sam chciałem, aby Artur wreszcie przestał krzyczeć i abyśmy mogli pójść spać, mimo wszystko uderzyła mnie nieczułość Sola.
Teraz jego reakcja wydaje mi się nieco bardziej zrozumiała.
- Cicho bądź! – odpowiedziałem mu po chwili.
- Bo co?!
- Po prostu bądź cicho, idioto!
- Obaj bądźcie cicho – odezwał się strażnik (ale nie Devon, bo jego zmiana skończyła się jakieś pół godziny po tym, jak zgasły światła). – Jest cisza nocna.
- Powiedz to temu, który ciągle wrzeszczy – odszczeknął się Sol. – Jak można spać w takich warunkach?
- To, co dzieje się po tamtej stronie, mnie nie dotyczy. Ja mam pilnować was.
W końcu nie wytrzymałem, sam wstałem z łóżka i podszedłem do okienka. Zastukałem w nie kilka razy, aż klapka się nie otworzyła i nie spojrzał na mnie zirytowany strażnik. Moje zachowanie sprawiło, że nawet Doktor Kraken przerwał na chwilę swoją mantrę.
- Czego? – spytał strażnik.
Wziąłem się w garść i oświadczyłem:
- Niech oni przestaną mu to robić.
Irytacja wciąż nie schodziła z jego twarzy. Z pełną powagą oświadczył:
- Uwierzcie mi, 5412: za tymi drzwiami są same potwory, więc nie powinniście mu współczuć.
- Nie przerażają cię te krzyki?! – zapytałem, trochę głośniej niż na początku zamierzałem. – Bo ja nie mogę przez nie spać. Naprawdę cię to nie rusza?
CZYTASZ
Projekt Tartar: Więzienie dla niezwykłych złoczyńców
Science FictionMarvin Dorn, znany jako Agent Frost, zostaje osadzony w więzieniu Tartar, przeznaczonym dla superzłoczyńców. Od teraz będzie musiał zaaklimatyzować się w nowym środowisku, gdzie wszystko zaprojektowane jest tak, aby utrzymać i zresocjalizować przest...
