Powiedzcie szczerze: bardzo szybko przekonaliście się, do kogo należy głos z sedesu. Jak ktoś zerknął do poprzednich rozdziałów, mógł z łatwością wychwycić najważniejsze wskazówki, chociażby numer identyfikacyjny Artura, jego znajomy głos, czy fakt, że byłem na cholernym poziomie U. To nie był jakiś bardzo zaskakujący zwrot akcji.
Niemniej jednak w tamtej chwili słowa Sellers sprawiły, że w mojej głowie wszystko wskoczyło na swoje miejsce i zdałem sobie sprawę – z pewnym niedowierzaniem i przerażaniem – że Artur Augustus to nie kto inny jak Doktor Kraken. A zaskakujące było to dla mnie dlatego, że Artur wydawał się normalny, a nawet, w pewnym stopniu, przyjazny. Jego głos i osobowość nie pasowały mi do superzłoczyńcy z mackami, który mojego pierwszego dnia wbił do kantyny i podobno chciał zniszczyć świat. Te dwie persony wydawały mi się zupełnie od siebie różne.
Wracajmy jednak do tego pamiętnego pobytu w izolatce.
Przez chwilę trwała cisza, chociaż nasłuchiwałem bardzo uważnie, czekając na to, aż Doktor Kraken albo Sellers coś powiedzą. Trochę miałem wrażenie, że jeśli mnie nakryją, będę miał kłopoty (poza tym tak trochę głupio słuchać czyjejś rozmowy)... ale mimo wszystko ciekawość wzięła górę. Z tyłu głowy miałem świadomość, że lada chwila może pojawić się strażnik z obiadem, dlatego powinienem mieć się na baczności.
Wreszcie pierwsza odezwała się Sellers:
- Doktorze, mam wiadomość od naszego wspólnego znajomego.
Usłyszałem cichy śmiech. Wiedziałem do kogo należy i żałowałem, że nie byłem w stanie zobaczyć jego twarzy. Wtedy mógłbym określić, czy był to wyraz szyderstwa, czy może pusty śmiech. Spodziewałem się po chwili usłyszeć następującą po nim kąśliwą uwagę. Ale Doktor Kraken nic nie powiedział. A Sellers kontynuowała:
- Mówi, że wspomina bardzo miło waszą współpracę i żałuje, że nie może się z panem spotkać w normalnych okolicznościach.
Znów nastąpiła cisza. Oczywiście zastanawiałem się, kim był ów „wspólny znajomy". Zapewne, gdybym zainteresował się tematem Doktora Krakena wcześniej, kiedy byłem jeszcze na wolności, miałbym jakieś pojęcie, ale teraz już było na to za późno. Mogłem tylko posiłkować się tym, w jakim kierunku pójdzie ta rozmowa.
Usłyszałem westchnięcie zrezygnowania.
- Nie jest panu niewygodnie, doktorze? – zapytała nagle Sellers. – Nie męczą już pana te ciągłe nieudane ucieczki? Nie możemy pana stąd wypuścić, ale możemy sprawić, że będzie tu bardziej znośne. Wystarczy, że udzieli nam pan odpowiednich informacji.
- A czy tobie nie wstyd, Sally? – odezwał się w końcu Doktor Kraken. – Być na posyłki kogoś takiego?
- Tu nie chodzi o mnie, tylko o pana, doktorze. Jest pan chory i potrzebuje pomocy, ale nie będziemy mogli panu pomóc, jeśli nie powie nam pan...
- Skoro jestem chory, to dlaczego nie jestem na poziomie M? – wtrącił Doktor.
- A co w tym dziwnego? Chciał pan zniszczyć Ziemię. – Kiedy Sellers to powiedziała, od razu stanął mi przed oczami obraz jej wzruszającej ramionami, chociaż pewnie była aż nazbyt profesjonalna na ten gest. – Nie możemy ryzykować.
- Nie. Ja dobrze znam prawdziwą odpowiedź na moje pytanie: Twoich panów interesuje tylko jedno i nie cofną się przed niczym, aby to ze mnie wyciągnąć.
- Ten ośli upór nie ma sensu, doktorze. I tak spędzi pan tu dożywocie, a możemy sprawić, że jego warunki będą o wiele lepsze. Wystarczy, że powie nam pan to, co chcemy wiedzieć.
Po raz kolejny nastąpiła chwila ciszy, która wydawała się dłuższa niż była w rzeczywistości. Wiele pytań kłębiło mi się w głowie na temat tego, kim byli „panowie", o których mówił mój nowy znajomy – czy tylko jego dawny wspólnik, czy sam naczelnik Tartaru, czy może ktoś jeszcze, o kim nie miałem pojęcia. Korciło mnie nawet, aby po odejściu Sellers dopytać o szczegóły, ale nie sądziłem, abyśmy znali się z Doktorem na tyle dobrze, żeby mi się zwierzał.
CZYTASZ
Projekt Tartar: Więzienie dla niezwykłych złoczyńców
Science FictionMarvin Dorn, znany jako Agent Frost, zostaje osadzony w więzieniu Tartar, przeznaczonym dla superzłoczyńców. Od teraz będzie musiał zaaklimatyzować się w nowym środowisku, gdzie wszystko zaprojektowane jest tak, aby utrzymać i zresocjalizować przest...
